http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sołtys, minister, śmieciarz

Jacek Kowalski
2012-01-20, ostatnia aktualizacja 2012-01-20 14:48

Śledztwo w sprawie właściciela wysypiska trwa, służby zapewniają, że są na właściwym tropie. Tymczasem w lesie pojawia się druga kupa śmieci, niedaleko tej pierwszej. Sołtys Józef Bączek (na zdjęciu) mówi, że ma dość, i nie wzywa policji
Śledztwo w sprawie właściciela wysypiska trwa, służby zapewniają, że są na właściwym tropie. Tymczasem w lesie pojawia się druga kupa śmieci, niedaleko tej pierwszej. Sołtys Józef Bączek (na zdjęciu) mówi, że ma dość, i nie wzywa policji
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja gazeta

W lesie pod domem ministra Sikorskiego ktoś wysypał śmieci, więc szef MSZ mailem postawił na nogi lokalną władzę. Ale gdy o tym samym śmietnisku informował sołtys Bączek, sprawę potraktowano z mniejszą gorliwością

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Burmistrz Szubina Ignacy Pogodziński to mężczyzna gładki i - istotnie - pogodny. Trudno go wyprowadzić z równowagi. Ale gdy w poniedziałek po Nowym Roku zobaczył maila nadanego z dobrze znanego mu adresu, nie było mu wcale do śmiechu. Już sam list od ministra może urzędnika szczebla niższego wprawić w nastrój labilny. A w dodatku ta data: 2 stycznia. Tuż po Nowym Roku. - Jak by nie było pilne albo ważne, mogłoby poczekać. Widać nie mogło - myśli burmistrz, z ciężkim sercem klikając w wiadomość.

Wyklikana informacja jest lakoniczna, ale zdjęcie mówi aż nadto: leśna droga, a tuż przy niej sterta śmieci. Wśród odpadów na zdjęciu burmistrz dopatruje się papy, gruzu, kartonów i szmat. Szczególnie jednak rzuca się w oczy leżąca na pierwszym planie przednia szyba samochodowa z naklejką kontrolną, na której widać numer rejestracyjny wozu. Czytelny trop. Ale - jak pokazała przyszłość - niewiele pomocny.

Burmistrz wzdycha jeszcze ciężej i dzwoni po sekretarkę.

Ministrowi nie jest do śmiechu

Minister Radosław Sikorski oczywiście częściej mieszka w Warszawie niż gdzie indziej, ale w podszubińskim Chobielinie (woj. kujawsko-pomorskie) ma dworek, a do tego leśniczówkę, stawek, park i lamus. W owym lamusie (określenie pochodzi z zeznania majątkowego) trzyma m.in. motocykl marki IŻ kupiony od sowieckiego żołnierza. Bardzo lubi się nim chwalić, a nawet chętnie się przy nim i na nim fotografuje. Prawdopodobnie więc ten właśnie motor (z przyczepą!) pokazywał minister swojemu angielskiemu przyjacielowi, z którym spędzał w Chobielinie tegorocznego sylwestra. Następnie zaś obaj panowie - syci motoryzacyjnych wrażeń - postanowili wyruszyć na noworoczny spacer po posiadłościach ministra. I tu konsternacja, a i wstyd niemały, bo oto wychodzą na leśną dróżkę - a tam gruz, kartony, szmaty i cała reszta znana ze zdjęcia. Minister nie wie, gdzie oczy podziać ze wstydu. Postanawia surowo upomnieć gminne władze w sprawie śmieciowiska. Ponieważ :

- Moim obowiązkiem jest promowanie dobrego wizerunku Polski. W Chobielinie goszczę ważne osobistości. Nie mogłem przejść obok tego wysypiska obojętnie - tłumaczy "Gazecie" minister.

I rzeczywiście tamtego dnia nie przechodzi obojętnie: wyciąga aparat, robi zdjęcie, dzwoni do burmistrza Szubina, a po powrocie do domu śle mu wiadomą informację z niemiłym załącznikiem. Burmistrz - mimo że w pierwszej chwili nie cieszy się z korespondencyjnej aktywności ministra - przed prasą trzyma należyty fason: - Postawa ministra jest godna naśladowania - mówi mediom. - Każdy powinien tak zareagować.

A minister Sikorski po spełnieniu obywatelskiego obowiązku wraca do Warszawy, sądząc, że sprawa zostanie szybko zamknięta.

Jakże się myli.

a policji tym bardziej

Jeszcze w tamten poniedziałek burmistrz robi to, co pozostało do zrobienia po mailu od członka rządu: stawia na nogi całą miejscową policję. W szubińskim komisariacie pracuje 37 funkcjonariuszy; tamtego dnia wszyscy oni od samego rana zastanawiają się, jak dobrać się do skóry nieznanemu śmieciarzowi. - Było dla nas jasnym, że trzeba szybko rozwiązać sprawę i zadowolić przełożonych - mówi nam anonimowo jeden z policjantów.

Desperacja tym większa, że zdjęcie nie było obce funkcjonariuszom.

27 grudnia na policję wpłynęło bowiem już zawiadomienie o nielegalnym wysypisku, tym samym, które później tak rozwścieczyło i zawstydziło ministra. Podłączone jest niemal identyczne zdjęcie. Różnica polegała na tym, że zrobił je (i zawiadomienie złożył) nie minister Sikorski, a Józef Bączek - sołtys miejscowości Stary Jarużyn. Więc czy to z tego, czy z innego powodu, ale w grudniu policjanci - mówiąc łagodnie - przyłożyli się jakby trochę mniej. Owszem, przybył na miejsce funkcjonariusz, ale sprawie nadał bieg pozorny.

- Nieprawda - oburza się sierżant Justyna Topolska, oficer prasowy komendy z Nakła, której podlega komisariat w Szubinie. - Wcale nie pozorny. Funkcjonariusz był przecież na miejscu po tym zgłoszeniu, zabezpieczył szybę z naklejką.

Jak było z tym zabezpieczeniem?

- Spaceruję tam często, bo to tak samo moje tereny jak i pana ministra - relacjonuje Bączek, człek krewki, ale i sprawiedliwy. - Jak zobaczyłem górę śmieci, bezczelnie wysypaną tuż obok drogi, normalnie mnie poniosło. Dzwonię na policję, melduję o sprawie. Policjant przyszedł po dwóch godzinach. Myślałem, że zrobi zdjęcia czy coś. Patrzę - a on wyciąga jakiś świstek i zapisuje numer rejestracyjny z tej pękniętej szyby. I to wszystko. Drugi raz mnie poniosło.

Okazało się, że policjant nie może zrobić zdjęcia, bo komisariat nie ma ani jednego aparatu. No to Bączek zrobił im to zdjęcie sam, oddał do akt, ale i to niewiele pomogło. Śmieci leżały nadal.

Aż się musiał minister wybrać na spacer z kolegą.

Właściciel wciąż nieznany

5 stycznia sprawy mają się tak: policja ma dwa zgłoszenia o dzikim wysypisku, w tym to od "najważniejszego mieszkańca gminy" (określenie burmistrza Pogodzińskiego). Mają zdjęcia miejsca, a na nich szybę z numerem rejestracyjnym auta należącego prawdopodobnie do osoby zaśmiecającej las. Wszystko jak na tacy. Ale sprawy nie można posunąć, bo właściciel auta nie przyznaje się do śmiecenia. Policjanci nie mają niczego innego, więc sprawa wlecze się coraz bardziej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':