Polska Wikipedia zastrajkuje? "Nie" dla takiej walki z piractwem

Tomasz Grynkiewicz
20.01.2012 , aktualizacja: 20.01.2012 18:54
A A A Drukuj
Trwa walka z piractwem i podróbkami

Trwa walka z piractwem i podróbkami (Internet Fot. Marzena Hmielewicz / AG)

Polska, niemiecka, francuska czy czeska Wikipedia też mogą zastrajkować. Tym razem nie przeciwko amerykańskim ustawom, ale międzynarodowej umowie walczącej z piractwem i podróbkami
- Rozważamy taki krok - przyznaje Paweł Zienowicz, rzecznik Wikimedia Polska, organizacji nadzorującej polską wersję najpopularniejszej internetowej encyklopedii. W Polsce odwiedza ją miesięcznie 9-10 mln internautów.

Anglojęzyczna Wikipedia w środę na 24 godz. została wyłączona w ramach protestu przeciwko dwóm ustawom antypirackim amerykańskiego Kongresu i Senatu. Polska Wikipedia rozważa protest przeciwko ACTA - międzynarodowej umowie, która - podobnie jak amerykańskie ustawy - ma na celu walkę z tzw. piractwem i podróbkami towarów.

- Społeczność wikipedystów chce zaprotestować, dobrze byłoby skoordynować to z innymi wersjami, choćby niemiecką, francuską czy czeską. Myślimy i o terminie, i o formie protestu - mówi Zienowicz.

Gorąca dyskusja w USA zbiegła się w czasie z podpisywaniem układu handlowego ACTA między m.in. USA, UE, Australią, Japonią i Szwajcarią.

ACTA budzi kontrowersje od dawna. Przez długi czas opinia publiczna odcięta była od jakichkolwiek szczegółów, negocjacje były poufne, dopiero po przecieku w serwisie Wikileaks coś ruszyło. Negocjacje zakończyły się de facto w listopadzie 2010 r., praktycznie bez konsultacji społecznych. Gdy treść ACTA ujawniono, pojawiły się wątpliwości, także wśród polskich organizacji pozarządowych.

Ale ACTA szła swoim trybem. W końcu, na finiszu polskiej prezydencji, Rada UE podjęła decyzję o podpisaniu umowy.

"Celem ACTA jest nawiązanie międzynarodowej współpracy, aby poprawić egzekwowanie prawa własności intelektualnej i stworzyć międzynarodowe standardy działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej na dużą skalę" - ogłoszono w komunikacie.

Tymczasem EDRi, europejska koalicja organizacji broniących praw cyfrowych, uznała, że już sposób, w jaki negocjowano ACTA, nie spełnia demokratycznych standardów. Pojawiły się ekspertyzy, że ACTA będzie miała negatywne konsekwencje dla wolności wypowiedzi czy prawa do prywatności. A także, że z treści ACTA - mimo że to dość ogólny dokument - może wynikać np. odcinanie użytkowników od sieci, monitorowanie i rejestrowanie działań milionów osób, procedurę karną nawet w błahych przypadkach. Ministerstwo Kultury, powołując się na analizy własne i Komisji Europejskiej, ma dokładnie odwrotne zdanie.

"Wskazane obawy są nieuzasadnione" - twierdzi resort. Przekonuje, że ACTA nie wprowadzi żadnych zmian w polskim czy unijnym prawie (ani w e-handlu, ani w ochronie danych osobowych), bo tu standardy są wyższe niż w nowej umowie. Dodaje, że w ACTA są przepisy gwarantujące, że stosowanie tego porozumienia "nie będzie prowadzić do naruszania praw podstawowych, w tym prawa do prywatności i wolności słowa".

- Spór jest ewidentny. A skoro tak, to może niech umowę oceni Europejski Trybunał Sprawiedliwości - proponuje Katarzyna Szymielewicz, szefowa organizacji Panoptykon (wchodzi w skład EDRi) - wyraźnie zirytowana, bo wczoraj na spotkaniu w kancelarii premiera dowiedziała się, w jaki sposób polski rząd wydał zgodę na ACTA. Resort kultury dwa dni przed końcem kadencji wysłał w tzw. trybie obiegowym dokument do innych resortów z prośbą o uwagi. Uwag - w trakcie zmiany ministerialnych stołków - nie wysłał nikt. Uchwałę przyjęto już w nowej kadencji. - Wniosek obiegowy został uprzednio uzgodniony ze wszystkimi ministrami. Konsultacje międzyresortowe odbywały się we wrześniu i w listopadzie 2011 r. - odpiera Ministerstwo Kultury.

- Oburzające. Premier publicznie obiecywał, że sprawa ACTA zostanie potraktowana przez rząd z uwagą. I że nie podejmie żadnych działań, zanim nie przedyskutujemy wątpliwości - mówi Szymielewicz.

- Jako prawnik niekoniecznie widzę w porozumieniu ACTA te zagrożenia, o których mówią organizacje pozarządowe. Ale uważam, że trzeba ten temat na spokojnie przedyskutować - mówi Igor Ostrowski, niegdyś prawnik z kancelarii White & Case, dziś wiceminister nowo powołanego resortu administracji i cyfryzacji.

Plan zakładał, że MSZ w przyszłym tygodniu formalnie podpisze w Tokio układ ACTA. Potem dokument musiałyby ratyfikować i polski parlament, i Parlament Europejski.

W czwartek minister Boni zapowiedział, że poprosi premiera o ponowną dyskusję.

PYTANIE Czy Twoim zdaniem ACTA rzeczywiście może być groźna dla użytkowników Internetu?

 Tak
 Nie
 Trudno powiedzieć
ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat: