W Parlamencie Europejskim odbyła się w środę ostra debata o sytuacji na Węgrzech premiera Orbána mocno krytykowanego za psucie demokracji. Oczywiście
Węgry to nie Białoruś czy Korea Północna, ale uchwalenie dzielącej własne społeczeństwo i drażniącej sąsiadów konstytucji z odwołaniami do Wielkich Węgier, przekształcenie parlamentu w maszynkę do głosowania, gdzie z opozycją nikt się nie liczy, łamanie niezależności banku centralnego, ograniczanie wolności mediów publicznych, nieprzedłużanie koncesji opozycyjnemu Klubrádió z powodów rzekomo formalnych, ograniczenie autonomii sądów, zmiana przepisów emerytalnych dla sędziów, by pozbyć się niewygodnych ludzi z wymiaru sprawiedliwości, zastraszanie opozycyjnych socjalistów poprzez uznanie ich za spadkobierców dawnej partii komunistycznej nazwanej właśnie organizacją przestępczą - to nie drobnostki, które da się zbagatelizować. Populistyczny autokratyzm może grozić każdemu państwu, nie wyłączając Polski.
Nic dziwnego, że Komisja Europejska jeszcze w grudniu wszczęła wobec Węgier odpowiednie procedury, choć nie są to jeszcze sankcje i do ich wprowadzenia daleko. Rodzina europejska ma obowiązek reagować, gdy w którymś z krajów dzieje się źle i nie przestrzega on unijnych traktatów oraz standardów liberalnej demokracji, których wszystkie państwa Unii zobowiązały się dochowywać. Nie można czekać, aż demokracja zamieni się w autorytaryzm, choćby miękki, czy w karykaturę.
Rządzonych przez prawicę Węgier nie krytykują tylko liberałowie czy lewica, ale także niezależne organizacje broniące praw człowieka i demokracji. Amerykańska Freedom House w dorocznym, ogłoszonym wczoraj raporcie "Freedom in the World 2012" przedstawia sytuację na Węgrzech jako przykład największego zagrożenia dla młodych demokracji obok Ukrainy i RPA!
Freedom House to uznana od lat marka. W żadnym razie nie europejscy lewacy i histerycy - jak krytyków Węgier przedstawiają europejska i polska prawica oraz publicyści "Rzeczpospolitej", "Naszego Dziennika", "Gazety Polskiej" i "Uważam Rze".
Dobrze, że w odróżnieniu od innych niesfornych krajów Węgry słuchają krytyki. Orbán obiecał eurodeputowanym, że problemy między Brukselą a Budapesztem można szybko rozwiązać. Jest skłonny wycofać się z ograniczania niezależności banku centralnego. Deklarował otwartość na argumenty Komisji i wolę rozmowy. Warto to docenić, choć Orbána skłania do kompromisu raczej nie koncyliacyjna natura, ale coraz gorsza sytuacja gospodarcza. Bez unijnej pomocy Węgry mogą bowiem szybko stać się bankrutem.
Debata w Parlamencie Europejskim przypominała raczej pręgierz. Orbánowi dostało się od deputowanych lewicy i liberałów, ale sam sobie nawarzył piwa. Niektóre argumenty w tej gorącej dyskusji były rzeczywiście przesadzone. Szkoda, że ci sami deputowani z Francji, Belgii czy Niemiec krytykujący Orbána nie wojowali z nadużywającym władzy premierem Berlusconim ani nie protestują, gdy prawa człowieka łamane są w Rosji czy Chinach.
Atak na Węgry jest wygodny w politycznej rozgrywce starych państw UE - zwłaszcza Francji - przeciwko nowym członkom i idei poszerzenia Unii w ogóle. Balansujące na krawędzi rządów autorytarnych Węgry, a wcześniej borykające się z korupcją
Rumunia i
Bułgaria, miałyby być dowodem na francuską tezę, że rozszerzenie osłabiło Unię.
Być może dlatego Tusk - broniący idei, że rozszerzenie wzmocniło Europę - nie chce brać udziału w atakach na Orbána. Co więcej, kręgi rządowe w Warszawie są przekonane, że oburzenie Francji, która jest oprócz Belgii jednym z najgłośniejszych krytyków Orbána, nie bierze się tylko ze szlachetnych pobudek. Nicolas Sarkozy starający się o reelekcję chce z walki z Orbánowskimi Węgrami uczynić element swej kampanii wyborczej.
Może Tusk wie, że sankcje wobec Węgier i tak nie zostaną uchwalone, bo Orbán pójdzie na ustępstwa? Być może liczy na wsparcie Budapesztu w negocjacjach
budżetu Unii na lata 2014-20. Jednak słowa Tuska o politycznym wsparciu dla Węgier i jego ocena, że niektóre europejskie reakcje na rządy Orbána są nazbyt emocjonalne - to błąd.
Premier Tusk jako polityk podkreślający swój rodowód z "Solidarności", tak często odwołujący się do wartości w polskich sprawach, nie może być głuchy na wartości, gdy chodzi o inne państwo UE. Nawet tak bliskie polskiej duszy jak Węgry.
Przeczytaj także:Tunezja daje nadzieję. Węgry to problem - raport fundacji Freedom House.
Orbán u Pospieszalskiego: Nie zaakceptuję twierdzenia, że u nas nie ma demokracji.