Nazwisko płk. Jerzego Artymiaka - kandydata prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta na szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej - wśród wojskowych śledczych nie budzi emocji. Usłyszeliśmy, że jest ''rzetelnym, dobrym prawnikiem''.
Przebieg kariery 50-letniego dziś wojskowego prokuratora przebiegał do tej pory szablonowo. Pracował najpierw w Wojskowej Prokuraturze Garnizonowej w
Rzeszowie, a potem w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w
Warszawie. Jego nazwisko nie pojawiało się w mediach.
To zmieniło się w 2007 roku, kiedy do Naczelnej Prokuratury Wojskowej skierował płk. Jerzego Artymiaka ówczesny minister sprawiedliwości i jednocześnie prokurator generalny w rządzie PO-PSL Zbigniew Ćwiąkalski.
Płk Artymiak został w NPW rzecznikiem prasowym i od razu trafił na sprawę, która skierowała jego nazwisko na czołówki gazet. W 2007 r. polscy żołnierze ostrzelali w Afganistanie wioskę Nangar Khel, w której zabili kilkoro cywilów, w tym kobiety i
dzieci. A wojskowa prokuratura postawiła im zarzuty dokonania zbrodni wojennej.
Później, już nie jako rzecznik, wypowiadał się często w sprawie śledztwa prowadzonego w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Dzisiaj w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej płk Artymiak pełni funkcję szefa oddziału ds. przestępczości zorganizowanej. To jemu podlega poznański zespół prokuratorów, którzy prowadzą największe śledztwa w sprawie przestępstw gospodarczych w polskiej armii. Płk. Artymiakowi podlega więc m.in. płk Mikołaj Przybył, który ponad tydzień temu postrzelił się w przerwie konferencji prasowej w prokuraturze w
Poznaniu.
Artymiak miał niebawem zmienić stanowisko. Decyzją prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta miał zostać od 1 marca zastępcą naczelnego prokuratora wojskowego w miejsce odchodzącego do cywila obecnego zastępcy szefa NPW płk. Zbigniewa Woźniaka.
Teraz jednak, jeśli prezydent zgodzi się z wnioskiem prokuratora generalnego, który poprzeć musi też szef
MON, płk Artymiak przeskoczy to stanowisko i stanie na czele Naczelnej Prokuratury Wojskowej.