- Z informacji, które otrzymałem w Moskwie, wynika, że generał [Andrzej Błasik] był w kokpicie. To polscy, a nie rosyjscy eksperci rozpoznali jego głos. Nie odczułem, żeby Rosjanie celowo forsowali fakt obecności Błasika w kokpicie Tu-154. O ile dobrze sobie przypominam, sprawa ułożenia ciała i obrażeń wyszła dopiero po identyfikacji głosu generała - dodał Edmund Klich.
W poniedziałek prokuratura wojskowa ogłosiła, że według najnowszej ekspertyzy nie ma dowodów, że gen. Błasik był w kabinie pilotów w chwili katastrofy, ale nie ma też dowodów na to, że go tam nie było. Biegli z Krakowa zbadali zapis ostatnich 38 minut tragicznego lotu polskiej delegacji, zakończonego katastrofą na lotnisku Siewiernyj pod Smoleńskiem. Wynik ich prac przynosi trzecią wersję tego, kto i co mówił tuż przed katastrofą.
- W części, w której jest mowa o obecności w kokpicie generała Błasika i naciskach na załogę, MAK powinien poprawić raport z katastrofy Tu-154. Powinno się apelować do Rosjan. Niech pokażą dowody na poparcie swoich tez, dowody, na podstawie których napisali, że generał był w kokpicie i naciskał na załogę - dodaje Edmund Klich.
- Rozumiem, że każda żona czy córka broni pamięci osoby bliskiej - mówi o generałowej Błasikowej oskarżającej go o szkalowanie pamięci męża. Mogę tylko przeprosić za polskich ekspertów - zaznacza Klich. Przepraszam, że za wcześnie przedstawiono opinie biegłych - dodaje.