http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Buzek nie zawiódł

Tomasz Bielecki
2012-01-17, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 21:20

Oceny Jerzego Buzka na koniec kadencji szefa europarlamentu, choć bez zachwytów, są w UE pozytywne. Na pewno potwierdził, że politycy z Polski nadają się na wysokie stanowiska międzynarodowe

Tomasz Bielecki
Fot. Bruno Fidrych / AG
Tomasz Bielecki
ZOBACZ TAKŻE
- Dzieje się historia! Dziś walą się resztki żelaznej kurtyny - cieszył się niemiecki socjaldemokrata Marin Schulz, kiedy europosłowie wybrali Jerzego Buzka w 2009 r. na swego przewodniczącego niespotykaną większością 555 głosów na 644 głosujących.

Wybór byłego polskiego premiera, który kończy dziś swoją 2,5-letnią kadencję, miał być symbolicznym potwierdzeniem, że Polska i inne kraje byłego bloku radzieckiego przestają być "nowymi członkami" UE , a stają się równorzędnymi partnerami dla reszty Unii.

Rola Buzka była tylko pozornie prosta. Choć dzięki traktatowi lizbońskiemu znaczenie europarlamentu w kwestiach stanowienia unijnych praw wzrosło, to w istocie fotel szefa Parlamentu Europejskiego, prócz wielkiego prestiżu, daje niewiele realnych uprawnień.

Schulz, który dzisiaj najprawdopodobniej zostanie wybrany na następcę Buzka, mówi otwarcie, że ma "inny charakter" niż Polak. Zapewne będzie chciał wzmocnić pozycję szefa europarlamentu swą niekwestionowaną charyzmą i wyrazistym głoszeniem poglądów na sprawy UE.

Buzek poszedł inną drogą. Od początku ujmował, ale zarazem niektórych drażnił swą uprzejmością. I kiedy zbyt opieszale reagował na wyczyny brytyjskiego eurosceptyka Nigela Farage'a (partia UKIP), gdy ten wytykał szefowi Rady Europejskiej Hermanowi Van Rompuyowi temperament "mokrej ścierki" i pochodzenie z rozpadającego się "nie-państwa" Belgii.

I kiedy był zdaniem krytyków nazbyt ostrożny w wytykaniu błędów unijnym przywódcom. W czasie wysiedlania z Francji rumuńskich i bułgarskich Romów latem 2010 r. Buzek był w krytyce Nicolasa Sarkozy'ego równie powściągliwy jak szefowie rządów krajów UE.

Krytycy twierdzą, że gdyby węgierski premier Viktor Orbán nie był premierem kraju należącego do Unii, jego kontrowersyjna ustawa medialna czy nowa konstytucja spotkałyby się ze znacznie surowszym odporem szefa europarlamentu. Buzek publicznie jedynie "wyraża zaniepokojenie" sprawami Węgrów.

W Brukseli i Strasburgu bywał za to bardziej oddany kwestiom równości niż wielu partyjnych kolegów z Polski. - Homofobia stanowi rażące naruszenie ludzkiej godności i podważa prawa podstawowe. Musimy dopilnować, aby przyszłe pokolenia Europejczyków wzrastały w kulturze otwartości i braku dyskryminacji - mówił.

Podczas szczytu UE z jesieni 2009 r., przed polską debatą o parytetach w polityce, jako jedyny wzywał publicznie, by na szefa Rady Europejskiej wybrano kobietę (ostatecznie kobieta stanęła na czele unijnej dyplomacji). I choć polski rząd ledwo skrywa pogląd, że walka z globalnym ociepleniem to kosztowna unijna fanaberia, Buzek jest rzecznikiem walki o klimat.

- Białoruś? Buzek reaguje niemal automatycznie na każdą prośbę o pomoc. Głośnym upominaniem się o prześladowanych spłaca dług "Solidarności", która w latach 80. też cieszyła się z każdego zdania poparcia z Zachodu - opowiadał jeden z pracowników europarlamentu.

Tuż przed arabską wiosną Buzek, który na każdym kroku promował zacieśnianie współpracy UE z poradzieckim Wschodem, mówił ze sporym dystansem, że "nie może wymigać się" od zajmowania się partnerstwem Unii z arabskim Południem, bo to "także bardzo ważne dla Europy".

Kiedy wybuchła rewolucja w Tunezji, przekonywał się do niej bardzo powoli. Połknął jednak bakcyla, kiedy setki tysięcy Egipcjan wyległy na plac Tahrir. - Byłem kompletnie zdumiony, kiedy w Tunezji i Egipcie pytali mnie o "Solidarność", okrągły stół, nowelizację polskiej konstytucji zastanej po PRL-u - mówił Buzek.

Jego oceny na koniec kadencji, choć bez zachwytów, są w UE pozytywne. Na pewno potwierdził, że politycy z Polski nadają się na wysokie stanowiska międzynarodowe. Nadal będzie promować, wspólnie z byłym przewodniczącym Komisji Europejskiej Jacques'em Delorsem, tworzenie wspólnego rynku energetycznego w UE. Zaszczepienie tej idei uważa za jeden ze swych największych sukcesów na czele europarlamentu.

Teraz wymieniany jest jako kandydat na szefa, na razie nieistniejącej, Europejskiej Fundacji na rzecz Demokracji, nad której powołaniem pracowała polska prezydencja. Buzek ma już na tyle znane nazwisko, że polska dyplomacja nie powinna pozwolić, by stał się tylko zwykłym europosłem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':