http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polityka znów puka do prokuratury

Ewa Siedlecka
2012-01-16, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 10:45

Andrzej Seremet (po lewej) i Krzysztof Parulski
Andrzej Seremet (po lewej) i Krzysztof Parulski
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Nawoływania do dymisji prokuratora generalnego, lub do jego odwołania godzą w niezależności prokuratury. Tym bardziej, że w tle jest polityka, przed którą prokuratura miała być chroniona


Po ujawnieniu się konfliktu między prokuraturą cywilną i wojskową, a także konfliktu osobistego - między prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem a naczelnym prokuratorem wojskowym Krzysztofem Parulskim - coraz więcej jest głosów, że najlepiej, by obaj podali się do dymisji.

Tymczasem ich sytuacje są zupełnie inne. W przypadku prokuratora generalnego dymisja czy odwołanie godzi w zasadę kadencyjności, która jest gwarancja niezależności prokuratury. Parulski z ochrony kadencyjności nie korzysta. Kadencję można przerwać tylko w absolutnie wyjątkowych sytuacjach. Tymczasem można odnieść wrażenie, że głosy o potrzebie dymisji i Seremeta i Parulskiego - pierwszy myśl rzucił Janusz Palikot, potem Włodzimierz Cimoszewicz, wreszcie prezydencki minister Tomasz Nałęcz - są opowiedzeniem się za "złotym środkiem" dzięki któremu można się nie opowiedzieć po żadnej stronie konfliktu. Nie ma żadnych powodów do dymisji czy odwołania Seremeta. Nie poprawił on działania prokuratury, ale też i nie pogorszył. Fatalna polityka informacyjna dotycząca śledztwa smoleńskiego, która sprzyjała szerzeniu się teorii o spiskowych, była dziełem utajniającej wszystko prokuratury wojskowej. Seremet sobie z tym nie poradził, bo nie chciał zaostrzać konfliktu. Przyczynienie się przez polską prokuraturę do skazania w Mińsku opozycjonisty Alesia Bialackiego obciąża Seremeta najwyżej pośrednio: polecał prokuratorom najwyższą ostrożność w takich sytuacjach, a jeden z nich nie posłuchał.

Nie ma więc podstaw do odrzucenia sprawozdania rocznego Seremeta - co umożliwiłoby procedurę jego odwołania przez Sejm, na wniosek premiera. Nie ma ustawowych podstaw do odwołania Seremeta przez z powodu złamania ślubowania. Oczywiście, premier mógłby stwierdzić, że Seremet np. nie "wykonywał obowiązków sumiennie", ale byłoby to naciąganie prawa i podeptanie zasady nieusuwalności. Precedens, którego nie dałoby się już odrobić.

Stworzony zostałby standard, wedle którego zasada kadencyjności jest jedynie deklaracją, której poszanowanie zależy od woli politycznej. Zresztą już same nawoływania do dymisji czy odwołania Seremeta zagrażają jego pozycji wśród prokuratorów, którą, jako sędzia, a więc osoba zewnątrz, i tak musi sobie z trudem zdobywać.

W dodatku w tle całej sprawy jest polityka. Usunięcie samego Parulskiego, którego nienawidzi PiS, mogłoby być uznane za porażkę PO. Do tego wygląda na to, że Parulskiego popiera prezydent - niegdyś szef MON, a więc wojskowi są mu bliscy.

Seremet bywa zaś postrzegany jako człowiek prezydenta Lecha Kaczyńskiego, bo to on wybrał Seremeta, a nie Edwarda Zalewskiego popieranego przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Na dodatek Seremet, w ramach zasypywania podziałów, pozostawił w Prokuraturze Generalnej niektórych "pisowskich" prokuratorów, z Jerzym Engelkingiem na czele.

W polityczny kontekst nawoływania do usunięcia Seremeta wpisuje się też śledztwo smoleńskie. Cywilna prokuratura prowadzi w nim wątek odpowiedzialności funkcjonariuszy Kancelarii Prezydenta i MSZ-u za przygotowanie wizyty prezydenta w Katyniu. Może komuś przyjść do głowy, że groźba usunięcia prokuratora generalnego coś w tej sprawie - w tę lub inną stronę - zdziała.

Tak więc ten "złoty środek" - pozbycie się obu skłóconych prokuratorów - ma silny kontekst polityczny.

Procedura wyłaniania następcy potrwałaby może kilka miesięcy, bo poprzedza ją konkurs. W tym czasie w prokuraturze de facto panowałoby bezkrólewie. Wreszcie nie bez znaczenia jest fakt, że teraz władzę mamy jednolitą: sprawowaną przez PO, a przedstawiciele rządu, prezydenta i większości parlamentarnej są i w Krajowej Radzie Sądownictwa i Krajowej Radzie Prokuratorów, które wskazują kandydatów.

Prokurator Seremet nie ma więc powodu do składania ani dymisji honorowej, ani dla dobra sprawy - bo dymisja sprawę raczej pogorszy (chaos, utrata sterowalności przez prokuraturę, podkopanie zasady kadencyjności jako gwarancji niezależności prokuratury).

Jeśli politycy, którzy poparli rozdział prokuratury od rządu, poważnie traktują ideę jej niezależności, powinni zrozumieć, że usuwanie Seremeta czy naciskanie na dymisję jest zaprzepaszczeniem tej idei.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':