http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec mitu równości

Jacek Żakowski
2012-01-16, ostatnia aktualizacja 2012-01-16 16:54

Trzy ubiegłotygodniowe zdarzenia obaliły założycielską hipokryzję Unii Europejskiej, której fundamentem było założenie, że tworzą ją państwa równe, chociaż różne.

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
ZOBACZ TAKŻE
Po pierwsze, strefa euro postanowiła spotykać się, obradować i podejmować decyzję we własnym ekskluzywnym gronie. Między innymi bez nas. To podważa i ogranicza rolę Komisji Europejskiej konstruowanej i działającej na zasadzie równości państw oraz parlamentu konstruowanego na zasadzie proporcji ludnościowej. Jeśli pakt fiskalny przejdzie w zbliżonym do obecnych propozycji kształcie, powstanie unia w Unii, która w wielu sprawach (podobnie jak Merkozy) będzie innym dyktowała warunki.

Po drugie, decyzja o obniżeniu ratingów dziewięciu krajom nie musi wprawdzie bezpośrednio wpłynąć na wycenę ich długu (takiego wpływu nie miało obniżenie ratingu USA, dług Włoch jest dziś tańszy, niż kiedy miały one lepszy rating), ale musi wpłynąć na nieformalną hierarchię państw i siłę ich głosu wewnątrz Unii. Przywództwo niedotkniętych obniżką Niemiec uzyskuje dodatkowe wsparcie. Podobnie jak ich polityka ostrożnego zaciskania pasa. Niemcy będą zapewne mogli jeszcze taniej pożyczać i dalej stymulować rynek, więc wzrośnie ich gospodarcza przewaga nad resztą Europy.

Lizbońskie kryteria ilościowe (liczba ludności) stracą na znaczeniu, a wzrośnie rola kryterium jakościowego (jakość państwa i gospodarki). Nawet Merkozy osłabnie, bo wzrośnie przewaga Merkel nad Sarkozym. Jeszcze trudniej będzie cokolwiek zrobić w Europie bez Niemiec, a przeciw Niemcom pozostałe 26 krajów nie będzie już w stanie nic zrobić (poza rozwaleniem Unii).

Pracowicie wynegocjowany lizboński rozkład głosów oraz tryb podejmowania decyzji w Parlamencie, Komisji i Radzie traci na znaczeniu. Unia przez jakiś czas będzie jak piłka nożna w czasach, gdy wszyscy grali, a wygrywali Niemcy.

Po trzecie, zaostrzenie retoryki i polityki wobec Węgier pokazuje, że w Unii nie wszystkim wolno to samo. Orban ma ohydną retorykę i głupią politykę gospodarczą, ale instytucjonalnie nie zrobił niczego, czego nie tolerowalibyśmy w innych krajach. Jego skok na media nie jest bardziej antywolnościowy od tego, co zrobił Sarkozy z francuską telewizją publiczną, a wcześniej Berlusconi z włoskimi mediami. BBC też zawsze była wprost zależna od rządu mianującego jej władze. Podobnie węgierski bank centralny nie będzie bardziej zależny od rządu niż Bank Anglii czy amerykański Fed. Wspólnota międzynarodowa spokojnie znosiła i znosi takie rzeczy we Francji, Włoszech, w Anglii czy Ameryce, nie dlatego, że ich nie zauważała i nawet nie z tego powodu, że nikt nie mógł niczego narzucać potęgom takim jak USA czy Francja, ale dlatego, że ich odstępstwa nie wydawały się groźne. Stare wielkie demokracje - podobnie jak niemieckie obligacje - korzystają z kapitału zaufania, którego młode małe demokracje nie mają.

W jakimś stopniu te różnice zawsze istniały i miały znaczenie. Zmiana polega na tym, że teraz nie tylko się otwarcie wyrażają, ale też są instytucjonalizowane. Nie wiadomo, czy to będzie na dłuższą metę złe, czy dobre dla Polski i Unii. Zazwyczaj dostosowanie formy (instytucjonalnej) do treści (np. ekonomicznej) usprawnia instytucje. Ale w tym przypadku liczą się także emocje, czyli polityka.

Emocjonalnie, prestiżowo, politycznie rosnące, ujawniane i instytucjonalizowane różnice są niewygodne dla wszystkich. W wielu krajach jeszcze trudniej będzie zaakceptować silniejszą pozycję Niemiec w Unii. W Niemczech jeszcze trudniej będzie zaakceptować podtrzymywanie ofiarności i samoograniczeń.

To znaczy, że poza napięciami ekonomicznymi i wewnątrzpolitycznymi czekają nas w Unii narastające napięcia międzynarodowe i jeszcze większe problemy decyzyjne. Przynajmniej dopóki jakaś nowa logika nie zastąpi hipokryzji mitu założycielskiego. A to się szybko ani bezboleśnie nie stanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    61 głosów

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób