O ospa party Mariola Szydłowska z Katowic usłyszała od innej mamy, kiedy zaprowadzała syna do przedszkola. - Oliwia z naszej grupy złapała ospę. W piątek wybieramy się do niej z moim małym, niech się zarazi. Kupimy słodycze, które się je rękami z jednej miseczki, zorganizujemy zabawy, przy których
dzieci muszą być blisko siebie - zaproponowała mama pięciolatka zszokowanej pani Marioli.
Argumentowała, że lepiej, aby dzieci przeszły ospę teraz i nabrały odporności, niż miałyby się nią zarazić jako
nastolatki albo dorośli, ryzykując powikłania. Dodała, że pox party są popularne w
USA, gdzie nieznające się wcześniej rodziny umawiają się na spotkania przez internet, a nawet sprzedają sobie paczki z zarażonymi smoczkami, lizakami i kocykami.
- Nigdy nie trzymałam syna pod kloszem, ale celowe zarażanie dziecka uważam za barbarzyństwo. Nie każdy maluch przechodzi ospę łagodnie. Ale w opinii niektórych matek moje poglądy są staroświeckie - mówi pani Mariola.
Z internetu dowiedziała się, że ospa party to nie tylko ciekawostka zza oceanu. Na polskich forach dla rodziców toczą się wojny między zwolennikami i przeciwnikami. ''Nie widzę w tym nic szokującego, zwłaszcza że to przechorowanie daje trwałą odporność, a nie szczepionka, która zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania i działa przez jakiś czas'' - pisze na forum Gazeta.pl jedna z internautek.
Jej oponenci podejrzewają, że to wcale nie o nieskuteczność szczepionki chodzi, tylko o jej cenę (ok. 150 zł). ''Taniej zarazić
dziecko z premedytacją'' - oskarżają.
''Dla niektórych ekorodziców wszystko, co sztuczne, a więc szczepionki, lekarstwa, a nawet proszki do prania, to zło. Wolą cofnąć się do średniowiecza, zarażać dzieci ospą, leczyć cebulą, a pieluchy prać w wodzie z dodatkiem orzechowych łupin'' - twierdzi inny sceptyk.
Kolejny wpis: ''Celowe zarażenie to wygoda dla nowoczesnej mamusi, bo może sobie zwolnienie na dziecko zaplanować. Proponuję jeszcze zęby party, migdałki party i wyrostek robaczkowy party. A nuż kiedyś będzie z nimi problem ''.
Pediatra Aldona Kopeć, słysząc o ospa party, łapie się za głowę. Przyznaje, że im później człowiek przechodzi tę chorobę, tym większe jest ryzyko powikłań, jednak pomysł z celowym zarażaniem dzieci uważa za skrajnie nieodpowiedzialny.
- Zdarza się, że wskutek powikłań po ospie dzieci trafiają do szpitala z posocznicą, czyli bakteryjnym zakażeniem krwi, będącym konsekwencją drapania krost albo z obrzękiem mózgu - mówi dr Kopeć. - Troskliwi
rodzice powinni zainwestować w szczepionkę, zamiast eksperymentować. Nawet jeśli szczepienie nie chroni przed zachorowaniem w 100 proc., to zdecydowanie łagodzi przebieg choroby.