http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziecięce ospa party

Magdalena Warchala, Katowice
2012-01-16, ostatnia aktualizacja 2012-01-15 18:08

Badanie dziecka przez lekarza pediatrę
Badanie dziecka przez lekarza pediatrę
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Dziecko znajomych ma ospę? Robimy przyjęcie. Wystarczy skrzyknąć rodziców i czekać, aż u maluchów pojawią się krosty. Pomysł przyszedł z USA. Pediatrzy łapią się za głowę!

Pomysł na dziecięce ospa party  przyszedł z USA
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Pomysł na dziecięce ospa party przyszedł z USA
SONDAŻ
Czy popierasz ideę organizowania ''ospa party''?

Tak
Nie
Nie mam zdania

O ospa party Mariola Szydłowska z Katowic usłyszała od innej mamy, kiedy zaprowadzała syna do przedszkola. - Oliwia z naszej grupy złapała ospę. W piątek wybieramy się do niej z moim małym, niech się zarazi. Kupimy słodycze, które się je rękami z jednej miseczki, zorganizujemy zabawy, przy których dzieci muszą być blisko siebie - zaproponowała mama pięciolatka zszokowanej pani Marioli.

Argumentowała, że lepiej, aby dzieci przeszły ospę teraz i nabrały odporności, niż miałyby się nią zarazić jako nastolatki albo dorośli, ryzykując powikłania. Dodała, że pox party są popularne w USA, gdzie nieznające się wcześniej rodziny umawiają się na spotkania przez internet, a nawet sprzedają sobie paczki z zarażonymi smoczkami, lizakami i kocykami.

- Nigdy nie trzymałam syna pod kloszem, ale celowe zarażanie dziecka uważam za barbarzyństwo. Nie każdy maluch przechodzi ospę łagodnie. Ale w opinii niektórych matek moje poglądy są staroświeckie - mówi pani Mariola.

Z internetu dowiedziała się, że ospa party to nie tylko ciekawostka zza oceanu. Na polskich forach dla rodziców toczą się wojny między zwolennikami i przeciwnikami. ''Nie widzę w tym nic szokującego, zwłaszcza że to przechorowanie daje trwałą odporność, a nie szczepionka, która zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania i działa przez jakiś czas'' - pisze na forum Gazeta.pl jedna z internautek.

Jej oponenci podejrzewają, że to wcale nie o nieskuteczność szczepionki chodzi, tylko o jej cenę (ok. 150 zł). ''Taniej zarazić dziecko z premedytacją'' - oskarżają.

''Dla niektórych ekorodziców wszystko, co sztuczne, a więc szczepionki, lekarstwa, a nawet proszki do prania, to zło. Wolą cofnąć się do średniowiecza, zarażać dzieci ospą, leczyć cebulą, a pieluchy prać w wodzie z dodatkiem orzechowych łupin'' - twierdzi inny sceptyk.

Kolejny wpis: ''Celowe zarażenie to wygoda dla nowoczesnej mamusi, bo może sobie zwolnienie na dziecko zaplanować. Proponuję jeszcze zęby party, migdałki party i wyrostek robaczkowy party. A nuż kiedyś będzie z nimi problem ''.

Pediatra Aldona Kopeć, słysząc o ospa party, łapie się za głowę. Przyznaje, że im później człowiek przechodzi tę chorobę, tym większe jest ryzyko powikłań, jednak pomysł z celowym zarażaniem dzieci uważa za skrajnie nieodpowiedzialny.

- Zdarza się, że wskutek powikłań po ospie dzieci trafiają do szpitala z posocznicą, czyli bakteryjnym zakażeniem krwi, będącym konsekwencją drapania krost albo z obrzękiem mózgu - mówi dr Kopeć. - Troskliwi rodzice powinni zainwestować w szczepionkę, zamiast eksperymentować. Nawet jeśli szczepienie nie chroni przed zachorowaniem w 100 proc., to zdecydowanie łagodzi przebieg choroby.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':