Dopiero w poniedziałek dowiemy się co dokładnie ustalił krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych. Ale już dziś niektórzy powołując się na te ustalenia domagają się, by od nowa rozpocząć śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Prawdopodobnie w poniedziałek krakowski instytut ogłosi, że w kokpicie samolotu Tu-154 nie zidentyfikowano głosu generała Błasika, a słowa mu przypisywane wcześniej (podawanie parametrów lotu) wypowiadał drugi pilot mjr Robert Grzywna. To ważne informacje, ale głównie dla rodziny generała Błasika i rodziny majora Grzywny, dla których ostatnie chwile życia ich bliskich i to jak się wówczas zachowywali są niezwykle istotne.
W niczym jednak te informacje nie zmieniają zasadniczych ustaleń komisji
MSWiA ministra Jerzego Millera. W raporcie tej komisji nie ma bowiem nic o aktywnym wywieraniu presji na załogę samolotu przez Błasika (poprzez wypowiadane słowa), tylko o jego obecności w kabinie. Presja mogła więc być tylko bierna, wywołana samą obecnością dowódcy sił powietrznych. Dlatego płk Edmund Klich polski akredytowany przy MAK i szef Państwowej Komisji Badającej Wypadki Lotnicze podtrzymuje swoje zdanie o wpływie Błasika na załogę i jego obecności w kabinie pilotów. Potwierdza to ułożenie ciała generała w szczątkach kokpitu Tu-154.
Niezależnie od tego czy Błasik wywierał presję na załogę czy też w ogóle do kabiny pilotów nie wszedł, niezmiennym pozostaje fakt, że tego dnia warunki pogodowe wykluczały bezpieczne lądowanie na lotnisku w Smoleńsku i Tu-154 z prezydentem Lechem Kaczyńskim nie powinien tam w ogóle próbować lądować.
Tymczasem sam przeciek z Instytutu krakowskiego rozgrzał wyobraźnię prawicowych polityków i publicystów do stopnia wręcz niewiarygodnego. Oczywiście natychmiast wysnuto wniosek, że trzeba od nowa rozpocząć śledztwo smoleńskie i że rację miał
Antoni Macierewicz snując rozmaite teorie o rozpadzie samolotu w powietrzu. A wszyscy, którzy się z tym nie zgadzają, należą do "
maszyny propagandowej" wiadomych, niepolskich sił.
Janusz Wojciechowski, europoseł
PiS, pisze wręcz, że skoro biegli z Krakowa "obalili tezę o obecności generała w kokpicie, to upada cała zbudowana na tej tezie koncepcja katastrofy". Czy istotnie biegli obalili tezę o obecności generała dowiemy się w poniedziałek, choć zdaje się, że wcale nie. To taka sama prawda jak to, że na tej tezie oparta była koncepcja katastrofy. Ale Janusz Wojciechowski przechodzi sam siebie kiedy domaga się rehabilitacji brzozy, tej brzozy o którą zahaczył samolot tuż przed katastrofą.
"Niech ktoś wreszcie zleci poważnym ekspertom, żeby zbadali to o czym już pisałem - czy w świetle praw fizyki było możliwe by w tym samym ułamku sekundy brzoza urwała skrzydło samolotu, a skrzydło ścięło brzozę. Po rehabilitacji generała, czas na rehabilitację brzozy." - napisał na portalu wPolityce.pl. Wygląda to na żart, mało śmieszny, ale jednak żart. Bo przecież niemożliwe by dorosły człowiek, do tego europoseł napisał to poważnie.