http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pożar jeszcze może rozgorzeć

Elżbieta Cichocka
2012-01-14, ostatnia aktualizacja 2012-01-13 23:03

Kolejka w aptece
Kolejka w aptece
Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Państwo zafundowało pacjentom okres wzmożonego lęku, który, niestety, jeszcze się nie skończył

Dożyliśmy czasów absurdu, kiedy to zapowiedź ścisłego przestrzegania prawa nazywa się protestem
rys. Jacek Gawłowski
Dożyliśmy czasów absurdu, kiedy to zapowiedź ścisłego przestrzegania prawa...
Błyskawiczną nowelizacją ustawy refundacyjnej Sejm ugasił wczoraj ogień - lekarze i aptekarze nie będą ukarani za recepty wypisane i zrealizowane w styczniu.

Wystawiane przez lekarzy w ramach protestu recepty z pieczątkami "refundacja do decyzji NFZ" były wyrazem ich buntu przeciwko niejasnym albo niemożliwym do spełnienia przepisom. Nowa ustawa zmuszała ich do sprawdzania, czy pacjent jest ubezpieczony, oraz określania stopnia refundacji leku pod groźbą drakońskich kar w razie błędu.

Po nowelizacji, od lutego, sytuacja się zmieni: lekarzowi wolno się będzie pomylić przy wypisywaniu recepty, ale aptekarzowi przy wydawaniu leku - już nie. Pacjentom grozi więc z kolei protest aptekarzy. Będą wydawać leki na recepty całkowicie zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, a to oznacza, że całe tabuny pacjentów mogą być odsyłane z powrotem do lekarza.

Dożyliśmy czasów absurdu, kiedy to zapowiedź ścisłego przestrzegania prawa nazywa się protestem.

Ekspresowa nowelizacja "powinna uspokoić ten stan, który odbija się na pacjentach" - powiedziała po głosowaniach marszałek Sejmu, b. minister zdrowia Ewa Kopacz. I dodała: "Pacjent dzisiaj zasługuje na to, by czuć się bezpiecznie". Wydawałoby się, że pacjent zawsze powinien czuć się bezpiecznie, a państwo zgotowało mu okres wzmożonego lęku, który, niestety, nie skończył się wraz z nowelizacją.

Deklarowaną ideą ustawy było, że pacjent ma płacić za leki mniej. Efekt jest odwrotny. Po przeanalizowaniu nowej listy leków wyszło, że stopień dopłat pacjentów wzrośnie średnio o 5 pkt proc. - z 33 do 38 proc. cen leków refundowanych. I to mimo że ceny spadły.

Co więcej, konkretne zapisy ustawy dają aptekarzom mniejsze możliwości zamiany leku droższego na tańszy, niż było to możliwe wcześniej. Do tej pory aptekarz mógł tak zamienić pacjentowi lek. Teraz musi pilnować, by ten tańszy był tańszy nie tylko dla pacjenta, ale także dla NFZ. A takich leków na liście refundacyjnej jest bardzo mało. Zapewne doszło do niefortunnego sformułowania artykułu 44. ustawy, ale przecież te niefortunne sformułowania obowiązują.

Wczorajsza nowelizacja była celowo zawężona do jednego tylko aspektu ustawy - złagodzenia kar nadmiernie restrykcyjnych. Nikt się dzisiaj nie martwi, jaki będzie efekt ustawy za kilka miesięcy. A np. dyrektorzy szpitali alarmują, że uniemożliwia im ona zakup leków, bo zgodnie z inną ustawą muszą rozpisywać konkursy na ich zakup. Tymczasem zanim procedura konkursowa się skończy, może się ukazać nowa lista leków z nowymi cenami i cały efekt konkursu pójdzie do kosza.

Optymiści twierdzą jednak, że to niepotrzebny strach, bo Ministerstwo Zdrowia na pewno nie dotrzyma terminów ustawowych i nie będzie ogłaszać nowych list leków z nowymi cenami co dwa miesiące. I to podejście, oparte na dotychczasowym doświadczeniu, mówi coś o sposobie działania prawa w naszym kraju. Okazuje się, że ci, którzy je stanowią, nie muszą go przestrzegać.

Nie wiadomo też, jak będzie przebiegać rozliczanie się NFZ z firmami farmaceutycznymi w ramach tzw. paybacku. Otóż jeśli sprzedaż preparatu jakiejś firmy będzie nadmiernie rosła, a NFZ przekroczy limit wydatków na leki, do wzmożonej sprzedaży będą musieli dopłacać producenci. Ustawa miała ukrócić natrętny marketing niektórych leków. Według obecnych zapisów może doprowadzić do wycofywania przez firmy swoich leków z refundacji.

To nie wszystkie niejasne i niefortunne sformułowania tej ustawy. Kiedy powstawała w ubiegłym roku, większość koalicyjna odrzucała wszelkie poprawki, które nie pochodziły z Ministerstwa Zdrowia. Do ostatniej chwili poprawki ministerstwa wnosili posłowie PO, którzy ich nawet nie rozumieli. Tak się nie tworzy dobrego prawa.

Ustawa refundacyjna po poprawkach też nie jest dobra. Nie chodzi o jej odrzucenie, ale o taką naprawę, by wszyscy partnerzy, którzy ją muszą realizować, mieli jasność. I żeby ustawa rzeczywiście przyczyniła się do mądrych oszczędności w wydatkach na leki, a nie prowadziła do kolejnego chaosu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':