http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawo obywatela Deski do szopy

Ewa Siedlecka
2012-01-13, ostatnia aktualizacja 2012-01-19 14:14

Waldemar Deska przed swoją szopą. Dziś Naczelny Sąd Administracyjny zajmie się jego skargą
Waldemar Deska przed swoją szopą. Dziś Naczelny Sąd Administracyjny zajmie się jego skargą
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Czy odstraszanie innych jest wystarczającym argumentem, by w majestacie prawa pozbawić człowieka domu? By zburzyć coś, co architekci nazywają "wyjątkowym manifestem architektonicznym", co przeciwstawia się "ładowi" architektonicznej konfekcji?

30 metrów kwadratowych szopy zbudowanej z nieheblowanych desek, ziemi, folii
malarskiej i materiałów odpadowych
Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
30 metrów kwadratowych szopy zbudowanej z nieheblowanych desek, ziemi...
Dziś Naczelny Sąd Administracyjny zajmie się skargą Waldemara Deski. Obywatela nieposłusznego i kreatywnego, który rzucił wyzwanie (bez)ładowi przestrzennemu.

- Szukam powodu - i nie mogę znaleźć. Powodu uzasadniającego to, że człowieka wyrzuca się z jego własnego domu, wybudowanego na jego własnej ziemi. Że pozbawia się go własności. I schronienia, czyli czegoś, co jest podstawowym prawem człowieka od zarania ludzkości. Słyszę, że powodem jest prewencja. Czyli, że krzywdzi się mnie, żeby odstraszyć innych. To narusza konstytucję. Bo w konstytucji jest napisane, że władza ma obowiązek szanować godność człowieka. A używanie człowieka jako narzędzia do dyscyplinowania to jest poniżanie ludzkiej godności - mówi Waldemar Deska.

Szopa - wolność i ekologia

Deska - inżynier, muzyk, animator kultury (m.in. członek zespołu DaaB, współtwórca studenckiego Jazz Clubu Remont) - postawił na swojej działce w Kazimierzu Dolnym dom. Właściwie domek - 30 metrów kwadratowych. Nazywa go szopą. Wymyślił ją i zbudował sam: z nieheblowanych desek, ziemi, folii malarskiej i rozmaitych odpadowych materiałów. Kosztowała 10 tys. zł. Szopa spełnia wszelkie normy budowlane. Jest w pełni biodegradowalna, więc nie zagraża środowisku. Nie szpeci krajobrazu - przeciwnie: zdaniem architektów doskonale się weń wpisuje. Nikomu nie przeszkadza, nie zabiera światła, nie zasłania widoku. No i jest zjawiskiem wyjątkowym. Warszawski oddział SARP-u zorganizował nawet na jej temat dyskusję pod tytułem "Szopa nielegalnych logiczności - Wolność i ekologia w architekturze".

Ale szopa musi zniknąć, bo jest wybudowana bez pozwolenia. Pozwolenia Deska dostać nie mógł, bo jego działka figuruje w miejscowym planie zagospodarowania jako rolna. Jedynym zaś powodem, dla którego ma takie właśnie przeznaczenie, jest to, że jej poprzedni właściciel o kilka dni spóźnił się z wnioskiem o odrolnienie. Sąsiedzi Deski mają działki odrolnione - jego jest nieodrolnioną wyspą. Żeby ją odrolnić, musi być nowy termin na wniosek. Żeby był ten termin, trzeba stworzyć nowy plan miejscowego zagospodarowania. Kiedy Deska kupował działkę w 2005 r., w gminie poinformowano go, że to kwestia miesięcy i z odrolnieniem problemu nie ma. Mija szósty rok - a planu nie widać. Nie widać też szans na pozwolenie na budowę. - Czas mija, ja się starzeję. Nie wiem, czy doczekam zmiany planu. A jak doczekam, to czy jeszcze będę miał siły, by postawić dom - mówi Deska.

Szopa a demokracja i ład przestrzenny

Najpierw chciał zrobić tak jak wszyscy, którzy nie dostają pozwolenia na budowę: postawić mieszkalną przyczepę czy inny gotowy domek na nóżkach, który formalnie byłby "obiektem tymczasowym", bo na taki nie trzeba pozwolenia - wystarczy zgłosić. Ale postawił szopę, bo się zbuntował: - To poniżej mojej godności, żeby grać z urzędnikami w grę wymuszoną durnymi przepisami. Jak w demokratycznym, wolnym państwie może być tak, że nie mogę korzystać z mojej własności w sposób, który nie narusza niczyich praw, tylko dlatego że urzędnicy ustanowili jakiś absurdalny plan?

Rzeczywiście, miejscowy plan zagospodarowania nie musi rządzić się zasadami logiki, nie musi szanować miejscowej tradycji, walorów krajobrazu, potrzeb lokalnej społeczności. Jest taki, jak ustalą urzędnicy. Mieszkańcy mogą wnosić uwagi, ale wszystko razem nie musi się opierać na przemyślanej koncepcji estetycznej czy społecznej. Szczególnie jeśli na jego kształt mają wpływ ustosunkowani inwestorzy.

- Plany to zasadniczy problem. Najlepiej, jeśli są, ale powinny być tworzone wedle sensownych standardów. A tych standardów nie ma. Plany najczęściej mówią, jaka powinna być wysokość i linia zabudowy czy też kąt spadku dachu. Część kryteriów się starzeje, bo dyktuje je moda. Przewidują np. dachy spadziste, ale moda się zmienia i modne są płaskie. Więc architekci wymyślają cuda, by te kryteria z planu obchodzić. Dziś "ład przestrzenny" polega na dyktacie deweloperów, dużych inwestorów, projektów "typowych". Nie ma debaty o ładzie opartym na estetyce, służebności wobec wyższych potrzeb człowieka i natury - mówi Dariusz Śmiechowski, wykładowca na Wydziale Architektury Wnętrz na warszawskiej ASP.

No więc Deska zbuntował się przeciw ładowi nie ładowi i postawił sobie szopę. Oczywiście kazano mu ją rozebrać, choć nikomu nie wadzi. I mimo że jest wartością samą w sobie: - Szopa Deski powinna być potraktowana jako pewien wzorzec zachowania się człowieka w krajobrazie - mówi prof. Jeremi Królikowski z Katedry Architektury Krajobrazu warszawskiej SGGW. - Użycie drewna, które, kiedy dom przestanie być użytkowany, zostanie wchłonięte przez naturę. Niewielka skala, linie bryły budynku, które podporządkowują się liniom krajobrazu. Nawiązanie do tradycji miejsca: szop, jakie niegdyś w tych okolicach budowano, by w nich zamieszkać w czasie zbiorów owoców. Ujmująca jest skromność tego budynku wpisująca się w nurt architektury życzliwej wobec otoczenia i człowieka, która nie chce prowokować, zadziwiać. Dziś projekty, które dostają nagrody, krzyczą: podziwiaj mnie! Jak cię na mnie nie stać, to jesteś nikim! To architektura pogardy. Szopa Deski to architektura łagodna, współgrająca z duchem miejsca, wyraz osobowości twórcy - chwali prof. Królikowski.

Ale prawo (budowlane) jest ślepe na te walory. Jak nie ma zezwolenia i nie da się zalegalizować (bo plan miejscowy nie przewiduje) - to do rozbiórki. Żeby nie wiem co. - Niestety, architektura Deski to architektura "drugiego obiegu" - nielegalna. Więc ma zniknąć. Choć to wyjątkowy, niepowtarzalny, świadomy manifest architektoniczny. Nastąpiło znieczulenie estetyczne - mówi prof. Królikowski.

Szopa i Trybunał Konstytucyjny

Tymczasem bez szopy Deska w ogóle nie może korzystać ze swojej własności. Bo jeśli zechce użytkować działkę rolniczo, to gdzie się schroni podczas deszczu? Gdzie będzie trzymał narzędzia? Płody rolne? - Konstytucja mówi, że prawa własności nie można ograniczać tak, żeby naruszyć jego istotę. A czym innym, jak nie naruszeniem istoty tego prawa, jest uniemożliwienie mi korzystania z działki? - pyta.

Ze swoimi zdroworozsądkowymi i konstytucyjnymi argumentami przegrał przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Lublinie. Przegrał, bo Trybunał Konstytucyjny już dwa razy - w 1999 i 2002 r. - wypowiadał się w sprawie art. 48 prawa budowlanego, który nakazuje bezwzględną rozbiórkę budynku postawionego bez zezwolenia. I orzekł, że względy prewencji ogólnej - czyli odstraszenia od samowoli - usprawiedliwiają taki automatyzm prawa, bo samowole budowlane są plagą. Deski to nie przekonuje: - Nie jestem anarchistą. Uważam, że muszą być przepisy regulujące te sprawy. Tak jak muszą być przepisy ruchu drogowego, żebyśmy na siebie nawzajem nie najeżdżali. Ale to muszą być przepisy oparte na jakichś racjonalnych podstawach. Pozwolenie na budowę nie może zależeć od miejscowego planu zagospodarowania, który jest nielogiczny i niczemu nie służy. Ani od tego, kiedy władza zechce go zmienić.

Prof. Ewa Łętowska, b. rzeczniczka praw obywatelskich, widzi szansę na ponownie zajęcie się sprawą przez Trybunał: - To, że już powiedział (i to w pełnym składzie), że art. 48 prawa budowlanego nie jest co do zasady nieproporcjonalnym naruszeniem prawa własności, wcale nie wyklucza kolejnej kontroli konstytucyjności tego przepisu. Np. jeżeli pojawiłyby się nowe zarzuty. Może ta sprawa ma jakieś cechy szczególne, których nie miały poprzednie rozpatrywane przez Trybunał? Może tu być np. konstytucyjny problem braku pola manewru dla władzy administracyjnej: musi nakazać rozbiórkę bez względu na jakiekolwiek okoliczności? Te argumenty można też podnieść przed sądem administracyjnym. To, że Trybunał już kontrolował dany przepis, nie musi być automatycznie powodem odrzucenia skargi.

6 tys. osób broni szopy na Facebooku

Może więc dla szopy Deski jest jednak światło w tunelu? Bo jeśli nakaz rozbiórki musi być wydany bez względu na okoliczności, to właściwie mamy nie prawo, ale przemoc państwową. To wcielanie w życie powiedzenia "durne prawo, ale prawo". Tylko kto takie durne prawo szanuje? I komu ma służyć? Gdyby szopa Deski szkodziła - komuś lub czemuś (a konstytucja wymienia takie wartości jak prawa innych osób, bezpieczeństwo i porządek publiczny, ochrona środowiska) - to jej zniszczenie miałoby racjonalne uzasadnienie. Ale ona nie tylko nie szkodzi, ale przydaje nowej wartości. - Ja nie naruszyłem prawa, bo prawo to konstytucja, która obowiązuje bezpośrednio - podkreśla Deska.

Dariusz Śmiechowski: - Wielu architektów uważa, że samowole trzeba bezwzględnie rozbierać. Ale są też inne nurty myślenia: o spontaniczności, o architekturze bez architektów tworzonej przez jej użytkowników. Szczególnie tej poza miastami czy ich centrami. Według mnie, jeśli coś eliminować z krajobrazu, to budynki niewchodzące w dialog z otoczeniem, np. według wielu projektów typowych. A przede wszystkim potrzeba debaty o architekturze.

Waldemar Deska też chce debaty o architekturze. I o wolności korzystania z prawa własności. Uważa, że powinien je ograniczać wzgląd na dobro wspólne, a nie na wzięte z sufitu urzędnicze pomysły.

Na Facebooku powstała "Grupa poparcia dla Waldka Deski i jego drewnianej szopy". Ponad 6 tys. osób podpisało petycję przeciwko nakazowi rozbiórki szopy.

Do jego skargi do NSA chce przystąpić Klinika Własności Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Będzie prosić sąd o skierowanie pytania prawnego do Trybunału Konstytucyjnego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 36 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':