Związek z pomysłami Palikota aż nadto widoczny. Przecież Palikot jeszcze w listopadzie zaplanował wynajęcie Sali Kongresowej na 1 maja, by w Święto Pracy jednoczyć lewicę. Miller swój kobiecy kongres wymyślił ledwie dwa dni temu, zapewne przez przypadek w dniu publikacji w ''Gazecie'' o jego konflikcie z feministkami.
Miller wie, że kobiety w polityce za nim nie przepadają. Gębę szowinisty przyprawił sobie sam, uczciwie na nią zapracował. Zachodziłam w głowę, jak chce ściągnąć do Kongresowej blisko 3 tys. pań (bo tyle mieści widownia). Przecież to graniczy z cudem politycznym! - wydawałoby się.
Szef
SLD znalazł sposób. Świadom, że działaczki lewicy na spotkanie z nim dobrowolnie się nie stawią (w każdym razie nie aż tyle), organizuje w Sojuszu przymusową zwózkę. Przygotowania do kobiecego czynu partyjnego już się rozpoczęły.
Działacze szykują się do wynajęcia kilkudziesięciu autokarów, które 4 marca zwiozą do stolicy uczestniczki kongresu. By nie było wpadki (czytaj: pustych krzeseł), zarząd już wyliczył, ile kobiet mają zapewnić szefowi różne struktury regionalne. I tak np. Mazowieckie ma dowieść 4 marca aż 450 pań, Śląskie - 370, Łódzkie - 300, Małopolskie - 150, a Opolskie - ''tylko'' 70.
Ciekawe, po ile kobiet wypadnie na jeden (czerwony) goździk?
Spotkanie z Millerem ma osłodzić kobietom koncert. Partia właśnie na gwałt szuka artystów.
Ledwie kilka miesięcy temu kobiety były przez partyjnych kolegów z SLD spychane na dół list wyborczych. A sam Miller sięgał po argumenty naukowe. - Jest taka nauka jak atrakcjonizm - wymądrzał się w ''Kropce nad i'' w
TVN 24. - Bada się szanse wyborcze kandydatów pod względem atrakcyjności. Atrakcyjni mają zawsze większe szanse być wybranym, choć to nie tylko
uroda, ale i rodzaj listy wyborczej.
Sęk w tym, że atrakcjonizm to coś innego, niż się Millerowi wydaje. To jest dyskryminacja ze względu na wygląd.
Mimo to przewodniczący organizuje partyjną zwózkę działaczek do stolicy, by się uwiarygodnić przed feministkami. Tuż przed prawyborami nowego szefa SLD. Ale on nie jest dla kobiet atrakcyjny. I nie o wygląd tu oczywiście chodzi (de gustibus non est disputandum ), ale o okazywane lekceważenie dla ich praw.
Wbrew temu, co lubi mówić sam Miller, prawdziwego mężczyznę nie poznaje się po tym, jak kończy, ale po tym, jak traktuje kobiety. Z jego filozofią biada mu.