Chodzi o mefedron, nazywany potocznie "kryształkiem" albo "miau, miau". Działa jak amfetamina lub ekstazy, ale jest tańszy. Sprzedawany jest w formie kryształków, tabletek lub soli do rozpuszczenia. Silnie uzależnia.
"Gazeta" dowiedziała się, że
Centralne Biuro Śledcze na polecenie prokuratury w Gliwicach zatrzymało jednego z największych w kraju przemytników tego narkotyku. To 25-letni mieszkaniec Krakowa, który współpracował z gangsterami z Izraela i Węgier. Oni przysyłali mefedron na Śląsk w lotniczych przesyłkach kurierskich. W deklaracjach wpisywali m.in., że to środki do czyszczenia wierteł i śrub. Posługujący się kilkoma sfałszowanymi dowodami osobistymi 25-latek odbierał narkotyki na cargo lotniska w Przyrzowicach.
- Mamy udokumentowane, że przemycił co najmniej 150 kilogramów tego narkotyku - potwierdza prokurator Michał Szułczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Podczas rewizji
mieszkania 25-latka
CBŚ znalazł 37 kg mefedronu. Zabezpieczono setki maili, w których omawiał z kontrahentami transakcje i z numerami przesyłek.
Dlaczego celnicy nie wyłapali przemytu? - Nasze psy go nie wyczuwają - przyznaje Aldona Węgrzynowicz, rzecznik Izby Celnej w
Katowicach. Celnicy z innymi służbami zastanawiają się już nad sposobami skuteczniejszego wykrywania mefedronu. - Mamy inne metody, o których nie mogę mówić. Pracujemy jednak nad tym, aby całkowicie zatrzymać przemyt tych specyfików - mówi Aldona Węgrzynowicz.
Gliwicka prokuratura wyliczyła, że mężczyzna na przemycie nowego narkotyku zarobił przynajmniej kilka milionów złotych. Mieszkał w wynajętym apartamencie z basenem w zabytkowej kamienicy w centrum Krakowa. Miesięcznie płacił 12 tys. zł czynszu.
Przy okazji tej sprawy CBŚ ostrzega też, że mefedron można też zamówić przez czeskie strony internetowe. Ich właściciele proponują narkotyk jako środek do czyszczenia sprzętu budowlanego.