- Ktoś próbował wejść do pokoju. Uratował mnie człowiek, który poprawiał kable, bo przestraszyłem się tego, że wejdzie. Źle wymierzyłem, strzał padł zbyt szybko. Padł strzał w policzek, a nie w głowę, spieszyłem się - powiedział Przybył. Prokurator wojskowy postrzelił się w poniedziałek w przerwie konferencji prasowej, na której odnosił się do medialnych zarzutów o złamanie prawa w postępowaniu dotyczącym przecieku ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Przed konferencją uprzedził dziennikarzy, że między swoim wystąpieniem a pytaniami będzie chciał przewietrzyć salę.
Przybył dodał, że bronił honoru ludzi, których znał i którzy świetnie pracują. Chciał, aby prokuratura przetrwała i to pod dowództwem generała Krzysztofa Parulskiego. - To jest człowiek, który gwarantuje uczciwe prowadzenie spraw. Zawsze, kiedy była jakaś konieczność, lub potrzeba udzielenia pomocy, taką pomoc otrzymywałem. Nigdy nie było żadnych nacisków, człowiek ten zawsze parł do tego, żeby wyjaśnić każdą sprawę do końca - powiedział Przybył.
Jak dodał, na jego krok miały wpływ sprawy, które prowadzi. - To one spowodowały bezpośredni nacisk na to, żeby przyspieszyć kroki w kierunku likwidacji prokuratury wojskowej - powiedział. W poniedziałek w trakcie konferencji prasowej mówił, że prokuratura wojskowa, ze szczególnym uwzględnieniem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w
Poznaniu Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej, prowadzi najpoważniejsze śledztwa, dotyczące przestępstw gospodarczych o charakterze zorganizowanym na szkodę Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.
- Zagrożone są nie tylko setki milionów złotych pochodzące z
budżetu państwa, ale przede wszystkim życie i zdrowie polskiego żołnierza, który często otrzymuje sprzęt wadliwy lub niesprawny. W sytuacjach, gdy wysyłamy żołnierzy na misje jest to niedopuszczalne - mówił. W grudniu 2011 roku Przybył poinformował, że wydział prowadzi też trzy wszczęte w 2011 r. śledztwa ws. funkcjonowania grup przestępczych popełniających przestępstwa przywłaszczenia mienia i kradzieży mienia wielkiej wartości, a także wyłudzania pieniędzy i oszustw popełnianych na szkodę Wojska Polskiego. Straty szacowane są łącznie na kilkaset mln zł.
- Mogłem pogodzić się z tym, że demolowali mi
samochód, że odkręcono mi koła, chcąc, bym się zabił. Wiem, że za moją głowę była nagroda miliona złotych. Mogłem się pogodzić z tym, że zabito mi psa. Nie mogłem się pogodzić z bezpodstawnym atakiem, z zarzucaniem nam nieprawidłowego lub bezprawnego działania - mówił Przybył w rozmowie z PAP. Dodał, że czuje się dobrze, ale w szpitalu pozostanie jeszcze kilka dni.