http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Moda zaangażowana, czyli cybersabotaż kontra cyberinwigilacja

Wojciech Orliński
2012-01-12, ostatnia aktualizacja 2012-01-12 18:06

Klienci centrum handlowego w Kuala Lumpur w Malezji oglądają prezentację jasności laptopa
Klienci centrum handlowego w Kuala Lumpur w Malezji oglądają prezentację jasności laptopa
Fot. Vincent Thian AP

Uwaga, Polak wszedł do sklepu!

Wojciech Orliński
Fot. Marcin Klaban / Agencja Gazeta
Wojciech Orliński
SERWISY
W zeszłym roku do "Wysokich Obcasów Extra" napisałem artykuł próbujący prognozować przyszłe trendy. Przepowiadałem w nim m.in., że erozja prywatności wywoła ruch oporu widoczny w modzie - modne zrobią się maski albo agresywne formy makijażu, żeby utrudnić identyfikację twarzy.

O maskach można chyba zapomnieć, bo nasze demokratyczne władze za bardzo przywiązały się do idei automatycznego odnajdywania tożsamości każdej osoby na zdjęciu z miejskiego monitoringu, żeby nam na to pozwolić. Idea zakazu noszenia masek w miejscach publicznych pojawiła się także w Polsce i - jak znam życie - prędzej czy później stanie się kodeksowym konkretem.

W Nowym Jorku ostatnio władze odgrzebały zapomniany przepis z roku 1845 również zakazujący noszenia masek - wtedy wymierzony w wymierające kultury rdzennych Amerykanów. Teraz można dzięki niemu aresztować demonstrantów z ruchu okupacji Wall Street za noszenie maski Guya Fawkesa, symbolu internetowego ruchu Anonimów.

Maski są więc rozwiązaniem ryzykownym, nawet w okresie karnawału. Legislacja i orzecznictwo idą w kierunku założenia, że już sam fakt założenia przez obywatela maski świadczy o jego kryminalnych intencjach, za które powinien być przykładnie ukarany.

Na szczęście odpowiedzią na cyberinwigilację jest mały cybersabotaż. Nowojorski grafik i informatyk Adam Harvey rozwinął swoją tezę dyplomową, obronioną na New York University, i opublikował program CV Dazzle, który służy do inteligentnego oszukiwania systemów automatycznego rozpoznawania twarzy.

Program jest świadom tego, na co patrzą maszyny (a jest to głównie geometria tzw. mostka nosowego i oczu), i pomaga tak dobrać makijaż i fryzurę, żeby algorytm zgłupiał. Proponowane przez CV Dazzle projekty nie są bardziej ekscentryczne od fryzury przeciętnego klubowicza w okresie karnawału.

Wystarczy uformować kosmyk włosów (albo grupę kosmyków) niby przypadkowo opadających tak, żeby zasłonić mostek nosowy i choć częściowo przesłonić oczy. Przyda się do tego jeszcze jakiś etniczny wzorek na policzkach (rzecz bardzo modna ostatnio na scenie klubowej), zaburzający symetrię twarzy i zniekształcający kości policzkowe - i nie zidentyfikuje nas na zdjęciu ani policja, ani Facebook.

Warto jednak pamiętać o wyłączeniu komórki, bo na razie własnego kieszonkowego ubeka wszyscy ciągle nosimy przy sobie. Brytyjska firma Path Intelligence wypuściła na rynek system pozwalający śledzić z osobna każdego człowieka spacerującego po centrum handlowym. Oczywiście technologię można zastosować wszędzie, także na lotniskach, dworcach czy w siedzibach korporacji - ale centra handlowe są na razie kluczowymi klientami firmy.

Skromna opłata (już od 40 tys. euro za trzy miesiące gromadzenia i analizowania danych!) pozwolą nam rozpisać krok po kroku ruchy każdej osoby przebywającej w naszym budynku. Centrum handlowe może się w ten sposób dowiedzieć, jak skuteczne są promocje, jak efektywnie rozmieszczać reklamy i gdzie pobierać największy czynsz. A co z tym może robić policja na dworcu, to już przerasta nawet moją wyobraźnię.

Technologię nagłośnił amerykański senator Charles Schumer, bo potępił centra handlowe w Wirginii i Kalifornii, które uruchomiły pilotażowo ten system (ale pod wpływem medialnej krytyki go później wstrzymały).

Okazało się jednak, że Path Intelligence już od dawna ma klientów w Wielkiej Brytanii. W tym kraju cyberinwigilacja sięgnęła już rozmiarów, które zdziwiłyby nawet wielkiego syna Albionu George'a Orwella.

Przedstawiciele firmy zapewniają wprawdzie, że gromadzą dane w sposób gwarantujący zachowanie anonimowości. Oczywiście w tej sprawie musi wystarczyć ich słowo honoru, bo szczegóły stanowią tajemnicę handlową.

Jednocześnie na swojej stronie firma informuje, że wśród gromadzonych danych jest "narodowość odwiedzających sklep". Faktycznie, przechwytując sygnały z telefonu komórkowego, od razu możemy rozpoznać, od jakiego operatora ma on kartę SIM. Ciekawe, jak tę technologię mogłyby zastosować władze holenderskie, które ostatnio kazały swoim organom szczególnie uważnie nadzorować ruchy "Polaków, Bułgarów i Rumunów".

Może tam ten system od razu uruchomi alarm ochroniarzy? "Uwaga, Polak wszedł do sklepu, przeszukać mu torbę"?

Mam nadzieję, że ta inwazja w naszą prywatność również wytworzy jakąś cyberripostę, choćby w postaci kieszonkowego gadżetu, który sprawdzałby, jakie informacje o nas rozsyłają przedmioty, które mamy w innych kieszeniach - i gasiłby czerwoną lampkę dopiero, gdy je wszystkie powyłączamy...

Źródło: Duży Format
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':