- Wyrażone w sposób prawidłowy protesty powinny doprowadzać do korygowania kursu politycznego. Kiedy władza okazuje się na nie nieczuła, to bardzo zły znak. Powinna bowiem dostrajać się i wsłuchiwać w sygnały dawane przez społeczeństwo - powiedział przywódca Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w wywiadzie dla państwowego kanału telewizyjnego Rossija z okazji Bożego Narodzenia przypadającego tam według kalendarza juliańskiego 7 stycznia.
Zdaniem patriarchy obywatele mają prawo protestować. - Każdy człowiek w wolnym społeczeństwie powinien móc wyrazić swoją opinię, w tym i sprzeciw wobec działań władzy. Jeśli ludzi pozbawia się tego prawa, jest to przyjmowane jako bolesne ograniczenie wolności. W czasach radzieckich było deklarowane na papierze, ale w rzeczywistości nie istniało.
Cyryl wezwał też protestujących Rosjan do zachowania umiaru i ostrożności: - Główny przekaz dla władzy i dla społeczeństwa zamyka się w tym, że trzeba umieć wyrażać swój sprzeciw, nie poddawać się prowokacjom i nie niszczyć kraju. My już wyczerpaliśmy limit wstrząsów, nie mamy prawa do kolejnej rewolucji - przestrzegał, przypominając smutne doświadczenie przewrotu bolszewickiego w 1917 r., kiedy słuszny protest narodu został wykorzystany przez "sprytnych polityków".
Cyryl nie pierwszy raz wyraża się w takim duchu o protestach społecznych. Jeszcze przed końcem roku nazwał wielotysięczne manifestacje, do których doszło w Moskwie 10 i 24 grudnia, "zgodną z prawem negatywną reakcją" na politykę władz.
Rosyjska Cerkiew Prawosławna tradycyjnie zachowuje lojalność wobec Kremla, starając się o nadanie prawosławiu statusu religii państwowej. Z reguły hierarchowie bezwarunkowo popierają wszelkie jego poczynania. Nigdy nie występowali przeciwko wojnie na Kaukazie Północnym, nie zajmowali stanowiska w sprawie krwawych szturmów na teatr na moskiewskiej Dubrowce w 2002 r. i szkołę w Biesłanie dwa lata później, kiedy działania służb specjalnych doprowadziły do śmierci kilkuset osób.
Państwo odwdzięcza się Cerkwi dotacjami na budowę świątyń i dostępem do państwowych mediów. Dygnitarze z Dmitrijem Miedwiediewem i Władimirem Putinem demonstrują przywiązanie do prawosławia, często biorąc udział w ceremoniach religijnych.
Jednak grudniowe wybory do Dumy i liczne przypadki nacisków na wyborców oraz fałszowania wyników zakłóciły nieco tę harmonię tronu i ołtarza. Jeszcze przed głosowaniem duchowni skarżyli się i protestowali przeciwko nakłanianiu ich przez regionalnych funkcjonariuszy putinowskiej Jednej Rosji do agitowania za "partią władzy".
Wypowiedź Cyryla dla Rossii nie oznacza jednak, że Cerkiew buntuje się i jest gotowa sprzeciwiać się Kremlowi. Patriarcha wyraził też bowiem mocne przekonanie, że obecny rząd jest w stanie "podjąć dobre decyzje co do rozwoju kraju i wspierania jego dobrobytu".
Tymczasem w niedzielę kilkaset osób znów protestowało w centrum Moskwy przeciwko władzy, która nic sobie nie robi z kolejnych powyborczych demonstracji.
Źródło: Gazeta Wyborcza