http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Uciec z Budapesztu

Witold Gadomski
2012-01-05, ostatnia aktualizacja 2012-01-05 18:44

Sytuacja gospodarcza Węgier staje się dramatyczna. Oprocentowanie jednorocznego długu rządowego sięga 10 proc., a za euro trzeba płacić 324 forinty.

Witold Gadomski
fot. AG
Witold Gadomski
Prawdopodobnie Narodowy Bank Węgier podniesie stopy procentowe, by powstrzymać odpływ kapitału z Węgier, ale to jeszcze bardziej osłabi wzrost gospodarczy. W ubiegłym roku węgierskie PKB wzrosło ok. 1,5 proc., a rok 2012 zapowiada się gorzej. Stagnacja gospodarcza połączona z długiem publicznym wynoszącym 80 proc. PKB i gigantycznymi kosztach jego obsługi to prosta droga do niewypłacalności.

Rząd Orbána próbuje ratować sytuację metodami niekonwencjonalnymi - przejął pieniądze prywatnych funduszy emerytalnych, ogranicza niezależność banku centralnego, określa sztuczny kurs wymiany forinta na franka szwajcarskiego - ale w efekcie traci coraz bardziej zaufanie rynków i instytucji międzynarodowych.

Okazuje się, że suwerenna waluta nie chroni kraju przed bankructwem. Węgry są o krok od katastrofy i wydaje się, że jedynym sposobem na jej uniknięcie jest podanie się rządu Orbána do dymisji i utworzenie rządu pozapartyjnego, mającego szanse na odzyskanie zaufania rynków, MFW i Komisji Europejskiej.

W ciągu roku węgierska waluta straciła 15 proc. Niemal tyle samo co... złoty. Obiegowa mądrość, głoszona przez komentatorów finansowych i powtarzana przez osoby słabo wyznające się na finansach głosi, że polska waluta z jakiegoś niezrozumiałego powodu jest powiązana z forintem, który ciągnie ją w dół. Mało kto zauważa, że to złoty, a nie forint był w ostatnim roku najsłabszą walutą naszej części Europy.

Sytuacja finansowa naszego kraju jest wciąż o niebo lepsza niż Węgier, ale osłabienie złotego i relatywnie wysokie oprocentowanie długu (5-6 proc.) wskazują na to, że zaufanie do naszego kraju jest chwiejne. Rząd powinien zrobić wszystko, by pokazać, że nie idzie "węgierską drogą". Każdy sygnał, świadczący o odkładaniu obiecanych przez premiera Tuska reform, wymuszanie publicznych wydatków przez grupy interesu, próby "niekonwencjonalnego" finansowania długu (niedawno minister Jacek Rostowski wspomniał o możliwości zakupu rządowych obligacji przez NBP), podważą wiarygodność naszego kraju. Musimy tak działać, by inwestorzy widzieli różnicę między Polską i Węgrami. Nie tylko w bieżących wynikach gospodarczych, ale w polityce rządu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    68 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':