Prawdopodobnie Narodowy Bank Węgier podniesie
stopy procentowe, by powstrzymać odpływ kapitału z Węgier, ale to jeszcze bardziej osłabi
wzrost gospodarczy. W ubiegłym roku węgierskie
PKB wzrosło ok. 1,5 proc., a rok 2012 zapowiada się gorzej. Stagnacja gospodarcza połączona z długiem publicznym wynoszącym 80 proc. PKB i gigantycznymi kosztach jego obsługi to prosta droga do niewypłacalności.
Rząd Orbána próbuje ratować sytuację metodami niekonwencjonalnymi - przejął pieniądze prywatnych funduszy emerytalnych, ogranicza niezależność banku centralnego, określa sztuczny kurs wymiany forinta na franka szwajcarskiego - ale w efekcie traci coraz bardziej zaufanie rynków i instytucji międzynarodowych.
Okazuje się, że suwerenna waluta nie chroni kraju przed bankructwem.
Węgry są o krok od katastrofy i wydaje się, że jedynym sposobem na jej uniknięcie jest podanie się rządu Orbána do dymisji i utworzenie rządu pozapartyjnego, mającego szanse na odzyskanie zaufania rynków, MFW i Komisji Europejskiej.
W ciągu roku węgierska waluta straciła 15 proc. Niemal tyle samo co...
złoty. Obiegowa mądrość, głoszona przez komentatorów finansowych i powtarzana przez osoby słabo wyznające się na finansach głosi, że polska waluta z jakiegoś niezrozumiałego powodu jest powiązana z forintem, który ciągnie ją w dół. Mało kto zauważa, że to złoty, a nie forint był w ostatnim roku najsłabszą walutą naszej części Europy.
Sytuacja finansowa naszego kraju jest wciąż o niebo lepsza niż Węgier, ale osłabienie złotego i relatywnie wysokie oprocentowanie długu (5-6 proc.) wskazują na to, że zaufanie do naszego kraju jest chwiejne. Rząd powinien zrobić wszystko, by pokazać, że nie idzie "węgierską drogą". Każdy sygnał, świadczący o odkładaniu obiecanych przez premiera Tuska reform, wymuszanie publicznych wydatków przez grupy interesu, próby "niekonwencjonalnego" finansowania długu (niedawno minister Jacek Rostowski wspomniał o możliwości zakupu rządowych obligacji przez NBP), podważą wiarygodność naszego kraju. Musimy tak działać, by inwestorzy widzieli różnicę między Polską i Węgrami. Nie tylko w bieżących wynikach gospodarczych, ale w polityce rządu.