http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Żywot Dragona

Marcin Kącki
2012-01-04, ostatnia aktualizacja 2012-01-04 07:42

Stał na łańcuchu przy budzie, osierocony, z pustymi miskami. Ale gdy nazwano go Bohaterem Roku, zadzwonili nawet z Holandii, by kundla adoptować.

Wyleczony i odkarmiony Dragon z nowym właścicielem Jackiem Szlandrowiczem
Fot. FUNDACJA POMOZMY RAZEM
Wyleczony i odkarmiony Dragon z nowym właścicielem Jackiem Szlandrowiczem
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Podpoznańskie łąki, okolica pełna starych odrapanych domków jednorodzinnych, wypieranych przez biurowce i apartamenty. Stoję na opustoszałym podwórzu. Z lewej dom Małeckich, drzwi zabite dechą. Z prawej - Drewniaków, też pusto. Domy zwrócone do siebie frontami, odległość - 20 metrów, oba porzucone, jakby w pośpiechu. Zaglądam w puste okna. U Drewniaków porozrzucane zabawki, puszki, stare gazety. U Małeckich na ścianach tykają jeszcze plastikowe zegary. Na podłodze "natychmiastowe wezwania" do zapłaty Providenta, banków, za jazdę na gapę. Na jednym ktoś napisał odręcznie: "Jak będziesz wychodził, zostaw mi jednego ćmika".

Na podwórzu błoto, śmieci, części od motorów. Przy domu Drewniaków pusta stara buda z łańcuchem.

Janusz Drewniak wprowadził się na ulicę Rubież w latach 70. Dom otrzymał z miejskiego przydziału, podobnie jak Małeccy. Miał z żoną trójkę dzieci. Małeccy podobnie. Stary Małecki, gdy przed laty oblał się wrzątkiem, zmarł w szpitalu w męczarniach, więc żona sama wychowywała dzieci.

Dragon pojawił się dziesięć lat temu. Szczeniaka przyniosła Monika Drewniak, już 20-latka. Miłości zwierzakowi nie brakowało, bo dzieciaków na podwórku pełno, więc czochrały pod budą czarno-brązowego kundla.

Karmili wszyscy, z tym Monika się zgadza, ale pies był ojca. Dostawał resztki obiadowe, a gdy w modę weszło letnie grillowanie, nie oddalał się od podwórka, czekając, aż do michy wpadnie karkówka albo kaszanka.

Matka Moniki zmarła pięć lat temu, wtedy stary Drewniak, zawsze lubiący wypić, rozpił się jeszcze bardziej. Pięć lat temu Monika wychodzi za mąż i rodzi syna, więc dzieli dom na pół ścianką gipsową. Zamieszkuje w jednym pokoju z mężem i dzieckiem, a stary ojciec w drugim.

Między kopniakiem pana a pełną miską Dragona

Gdy stary Drewniak wypije, puszcza przez gips wiązanki do córki. Cztery lata temu dostaje pierwszy wyrok, w zawieszeniu, za znęcanie się psychiczne nad rodziną. Gdy spada z drabiny, ląduje na rencie. 600 złotych, które przepija w kilka dni. Brak pieniędzy, śmierć żony i delirium potęgują wiązanki, które zamieniają się w groźby, że "zajebie córkę, dziecko i psa". Dragon tkwi wtedy w budzie głęboko, nauczony, że lepiej swoim zadem nie kusić buciorów starego Drewniaka.

Nawet spuszczony z łańcucha nigdy jednak nie ucieka. Rano pan i tak przyniesie mu pełną michę, a jak nie on, to Monika albo ktoś od Małeckich wyrzuci resztki z obiadu. Za dużo na podwórzu ludzi, by przeoczyli głodnego zwierzaka.

Drewniak zobowiązuje się przed sądem, że podejmie leczenie w klubie AA. Idzie, ale spotyka tam Marię, 75-letnią bezdomną, którą przygarnia pod swój dach. Kurują się razem, nie trzeźwiejąc. Wiązanki i groźby jeszcze częściej lecą przez gipsową ścianę. Synek Moniki też dziadka słyszy, zaczyna się jąkać, zamyka się w sobie.

Tylko Dragon może się cieszyć, bo na podwórku przybyło kolejnej pani, która poczochra i napełni miskę.

Pan za kratami, Dragon bieduje

Nie dało się wytrzymać - mówi mi Monika. Ojciec brał motek i ganiał po podwórku, grożąc, że wszystkich pozabija. Tak się kurował z alkoholizmu.

Dwa lata temu Monika wzywa policję, zabierają pijanego Drewniaka na izbę wytrzeźwień. Już 14. raz. Marię też, ale najpierw policja chce ustalić jej dane, bo pijana zasypia w radiowozie, a nikt z mieszkańców obydwu domów nie wie, jak dokładnie nazywa się konkubina starego Drewniaka, choć mieszka tu już dwa lata.

Monika zakłada ojcu sprawę sądową, by eksmitować go z domu za znęcanie się. Rusza też kolejna sprawa o przemoc. Biegli lekarze na procesie uznają, że Drewniak "ma uczuciowość wyższą spłyconą", ale jest zdrowy na umyśle. Można go więc zamykać. Latem ubiegłego roku drzwi więzienia zamykają się za starym na blisko półtora roku.

Dragon tęskni pod budą za panem.

Małeccy i Drewniakowie zajęci swoimi sprawami nie mają czasu, by pochodzić z psem po okolicznych lasach. A stary Drewniak, gdy był trzeźwy, spuszczał psa, brał Marię i spacerowali.

Państwo się pakują, Dragon patrzy

W marcu tego roku ogień wspina się po starym garażu za domem Drewniaków, a w środku butle gazowe. Pies wyje, zrywa się z łańcucha i atakuje nisko osadzone okna domów. Wszyscy przywykli do szczekania, ale skowyt i rzucanie się na okna to nowość. Małeccy się budzą, by uspokoić zwierzę, i widzą pożogę. Straż dojeżdża w kilka minut i gasi ogień.

Gdy wstaje dzień, Dragon jest najlepszym przyjacielem rodzin, dostaje wielkie porcje żarcia. Już dawno tyle dłoni nie czochrało go za uchem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    54 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':