Lekcja pierwsza. Grupa wypasionych na europejskich pensjach posłów tworzących partię o chwytliwej nazwie Solidarna
Polska tuż przed świętami (łatwo się wtedy przebić do mediów) zmienia ugrupowanie. Z dość znaczącej grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów przechodzi do "Heteroseksualnych, Białych, Chrześcijan", to znaczy do nic nieznaczącego ugrupowania Europa Wolności i Demokracji, które walczy nie tylko z projektem dalszej integracji Unii Europejskiej, lecz także z imigrantami (w tym polskimi w Wielkiej Brytanii).
Po co to zrobiła? By walczyć o polskie interesy "inaczej", to znaczy - nieskutecznie, ale za to z medialną zadymą. A przede wszystkim po to, by mieć okazję do wykrzykiwania populistycznych haseł, które mogą mieć wzięcie w przyszłych wyborach. Bez absolutnie żadnej odpowiedzialności.
Lekcja druga. Panowie piszą manifest, zgodnie z którym zamierzają troszczyć się o katolicyzm, heteroseksualność, państwo narodowe i dopłaty dla rolników. Lista postulatów jest otwarta, tak by w razie potrzeby wpisać na nią wszystko to, co może się przydać i będzie pasować do doraźnej okazji politycznej (walka z ustawą refundacyjną, domaganie się obniżenia cen ropy, chleba, ewentualnie dofinansowania budowy Świątyni Opatrzności Bożej).
Lekcja trzecia. Nowy rok. Trzeba go mocno zacząć! Koniecznie - obecność w mediach! Panowie wymyślili taką "bombę", że jeden z nich (Ziobro), opowiadając o niej w
radiu, z podniecenia pomylił płaszcze i opuścił studio z odzieniem posła Kalisza.
Solidarna Polska (ciągle nie wiemy z kim) będzie zbierała podpisy pod europejską inicjatywą obywatelską dotyczącą zawieszenia paktu energetycznego, którego głównym celem jest
ochrona środowiska.
Solidarnej Polsce ochrona środowiska nie jest potrzebna. Przecież Bóg stworzył świat, by go eksploatować! I tylko jacyś europejscy głupcy chcą go oszczędzać, chronić, przekazywać następnym pokoleniom w stanie co najmniej takim, jakim go odziedziczyliśmy! Solidarna Polska stawia na tani i szybki dobrobyt. Bo to się znacznie łatwiej sprzeda niż mozolna i wymagająca międzypokoleniowej solidarności troska o środowisko naturalne.
Lekcja czwarta. Czyste zyski. Solidarna Polska ma zapewnioną cykliczną obecność w mediach oraz polityczną aktywność (zbieranie podpisów) poza Parlamentem Europejskim, gdzie jest nudno. Poseł Cymański nie musi wreszcie uczyć się języków obcych, teraz może robić to, co najlepiej umie: walczyć o Polskę i dotrwać do następnych wyborów!
Poza tym do zbierania podpisów nie trzeba znać języków, wystarczy dobra mina do złej
gry. A min europoseł Cymański ma pod dostatkiem, prawie tyle co
Jacek Kurski pomysłów.
Zastanawiam się tylko, czy nasi rodzimi populiści głosowali w parlamencie za europejską inicjatywą obywatelską, którą teraz zamierzają wykorzystać. Sądzę, że nie, bo to przecież narzędzie sprzyjające integracji polityki europejskiej, a oni są jej wrogami. Zastanawiam się też, jak można pogodzić europejski styl życia oraz finansowy status z taką pogardą dla źródeł swojego zarobkowania. Zwłaszcza zaś - jak można używać słowa "solidarność", gdy myśli się wyłącznie o własnej karierze? Ale to populizm właśnie.
Magdalena Środa, filozof, etyk