Duchowny z Opola był pierwszym, który uwierzył Marcinowi, że padł ofiarą molestowania przez proboszcza. Od chwili, gdy się o tym dowiedział, wspiera chłopaka duchowo, ale też materialnie. Interweniował u kościelnych przełożonych, pomaga śledczym w sprawie przeciwko proboszczowi.
Niedawno był przesłuchiwany przez sąd jako świadek. Opowiedział, że kilka lat temu dostał list od Marcina K. z Kołobrzegu. Marcin opowiedział w nim, że w listopadzie 2000 r. gdy miał 12-lat, wracał z cmentarza, gdzie czyścił rodzinny grób. Spotkał swojego proboszcza, który zaproponował podwiezienie. Ucieszył się, znał księdza, niczego nie podejrzewał. Nawet wtedy, gdy zamiast do domu proboszcz zawiózł go na plebanię. Tam kazał mu włożyć rękę do swoich spodni, wykorzystał seksualnie. Potem powtórzyło się to jeszcze kilkanaście razy.
Chłopak opuścił się w nauce, zaczął uciekać ze szkoły. Dyrekcja szkoły wezwała rodziców. Marcin opowiedział o tym, co robi proboszcz. Ani nauczyciele, ani
rodzice nie uwierzyli. Matka kazała przestać fantazjować.
Po szkole średniej chłopak zdecydował się pójść do seminarium. Szukał duchowej pomocy u swoich opiekunów, zwierzchników seminarium i władz kościelnych. Na próżno. Wysyłał więc listy do duchownych z całej Polski. Doczekał się jedynie odpowiedzi od księdza z Opola.
Duchowny prosił przełożonych Wyższego Seminarium Duchownego w Koszalinie, by traktowali Marcina inaczej, bo był w młodości molestowany przez duchownego. - Chciałem, żeby ukończył seminarium. Chciałem tego człowieka zachować Bogu i Kościołowi. Pomagałem duchowo i materialnie jemu i jego rodzinie. Podtrzymywałem go na duchu jak terapeuta. Wiem, że Marcin mówił o swych przeżyciach rektorowi seminarium i bezpośredniemu wychowawcy. Ale ze strony rektora nie otrzymał żadnej pomocy. Natomiast ojciec duchowy polecił mu terapeutę, za którego Marcin sam musiał płacić. On w jakiś sposób nie podobał się przełożonym w seminarium. Mówił mi, że był wobec niego stosowany mobbing przez przełożonego, który straszył go, że ujawni jego tajemnicę z przeszłości. A w końcowej fazie ośmieszał i piętnował. Chłopak tego nie wytrzymał i sam odszedł po roku - opowiedział śledczym opolski ksiądz.
Namówił Marcina, by poszedł na terapię i zgłosił sprawę prokuraturze. W dziewięć lat od zdarzenia kołobrzeska prokuratura wszczęła śledztwo. Zbigniewowi R., proboszczowi z Kołobrzegu, postawiono dwa zarzuty. - 15-krotnego doprowadzenia w okresie lat 2000-01 12-letniego chłopca do poddania się czynnościom seksualnym oraz dokonania jeden raz takiego samego czynu w 1999 r. wobec 14-latka - mówi nam Aneta Skupień, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.
Proboszcz został zatrzymany, był przez trzy miesiące aresztowany. Dziś już, gdy sprawa trafiła do sądu, odpowiada z wolnej stopy.
W 2008 r. został odwołany z funkcji proboszcza. Marcin występuje w procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Jednym z głównych jego świadków jest właśnie opolski ksiądz. Podczas przesłuchania Sąd Rejonowy w
Opolu zapytał go, skąd pewność, że Marcin nie kłamie.
Wtedy ksiądz pokazał sędziemu zdjęcie Marcina sprzed lat. - To jest
dziecko. Czy takie dziecko mogło kłamać? To jest taka delikatna i wstydliwa dziecina - przekonywał. - Jako dziecko czuł się zbrukany i poniżony, musiał mieć traumę. A mnie mówił o tym w zaufaniu, bo jestem księdzem, dla niego autorytetem.
Po tych słowach obrońca oskarżonego księdza oświadczył, by zaniechać dalszego przesłuchiwania opolskiego księdza ze względu na zakaz zawodowy. - Informacje przekazane przez świadka jako przywódcę duchowego i spowiednika są niedopuszczalne z punktu widzenia procedury karnej - powiedział obrońca.
Sąd zapytał więc księdza, czy zeznając, złamał tajemnicę spowiedzi. - Nie. Nigdy bym tego nie zrobił. To, co opowiedział mi Marcin, nie było spowiedzią - wyjaśnił.
Dodał, że do dziś pomaga Marcinowi, mimo że ten odszedł z seminarium, bo wciąż musi chodzić na terapię. - Płacę mu czesne za
studia, przekazując pieniądze ze swojej emerytury represjonowanego w czasach komunizmu - dodał ksiądz z Opola.
Oskarżonemu byłemu proboszczowi za molestowanie grozi do dziesięciu lat więzienia.