Informację o zatrzymaniu Ignatienki pierwsze podało Radio RMF. Rosjanin został zatrzymany przez funkcjonariuszy
ABW, gdy wyjeżdżał z Zakopanego, gdzie spędzał sylwestra i Nowy Rok z rodziną. Nie stawiał oporu. Ignatienko w momencie zatrzymania miał litewski paszport.
Podstawą działań ABW był międzynarodowy list gończy wystawiony przez władze Rosji. Jednak w większości takich przypadków zatrzymań dokonuje
policja.
Według źródeł ''Gazety'' tym razem było inaczej, bo akcja Agencji była efektem jej współpracy z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. To FSB przekazała stronie polskiej zdobyte operacyjnie informacje o tym, gdzie przebywa Ignatienko. To jedna z niewielu wspólnych operacji polskich i rosyjskich służb specjalnych.
Zatrzymanie Ignatienki przez ABW stało się sensacją i pierwszą wiadomością podawaną w rosyjskich serwisach informacyjnych, bo Polacy rzeczywiście złowili bardzo ważną rybę.
Prokurator jest centralną postacią w śledztwie dotyczącym sieci nielegalnych kasyn działających oficjalnie przez lata we wszystkich rejonowych (powiatowych) miastach regionu podstołecznego. Afera wybuchła w lutym ubiegłego roku. Wtedy do działających wbrew prawu jaskini hazardu wziął się konkurujący z prokuraturą Komitet Śledczy, który aresztował Iwana Nazarowa, uważanego wtedy za właściciela kasyn, oraz kilku jego współpracowników.
Szybko jednak się okazało, że Nazarow był tylko zarządzającym, a zyski z nielegalnego biznesu czerpali prokuratorzy, którzy patronowali kasynom i zapewniali im ochronę przed policją i służbami specjalnymi. Na interesie wzbogacił się zdaniem śledczych właśnie Ignatienko, który otrzymując 80 tys. rubli pensji (ok. 8 tys. zł), doszedł do pokaźnego majątku, zgromadził kolekcje drogich samochodów i
zegarków szwajcarskich.
Rosyjska Prokuratura Generalna starała się ukręcić sprawie łeb. Zwalniała z aresztu śledczego podejrzanych, którzy uciekali za granicę. Z Rosji wyjechał także Ignatienko, który ukrywał się ponoć na Ukrainie, gdzie też miał popularny ''męski klub'', a w nim kasyno i inne rozrywki.
Rosyjski Komitet Śledczy miał jednak za krótkie ręce, by dopaść poszukiwanego listem gończym byłego prokuratora w sąsiednim kraju. Być może na Ukrainie chronili Ignatienkę jego byli przełożeni. A oni mogli bardzo nie chcieć, żeby on składał zeznania w sprawie kasyn. Jak pisały kilka miesięcy temu media moskiewskie, w aferę zaplątany mógł być także Artiom Czajka, syn prokuratora generalnego.
Mimo że zatrzymania dokonała jednostka ABW z Warszawy, Ignatienkę przewieziono do prokuratury w Nowym Sączu. Tu czeka go procedura deportacyjna, czyli wniosek o aresztowanie, a potem rozprawa przed sądem, który zdecyduje o ekstradycji. Do tego czasu wobec Ignatienki mają być stosowane nadzwyczajne środki ochrony.