http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pracujących biednych będzie przybywać

rozmawiał Adam Leszczyński
2011-12-29, ostatnia aktualizacja 2011-12-28 18:29

Rozmowa z prof. Jolantą Grotowską-Leder*

Stoisko na polsko - niemieckich targach pracy
Fot. Cezary Aszkie3owicz / Agencja Gazeta
Stoisko na polsko - niemieckich targach pracy
Adam Leszczyński: Aż 12 proc. pracujących Polaków nie może wyżyć z pensji - alarmuje najnowszy raport Komisji Europejskiej. To jeden z najgorszych wyników w Unii. Pracujących biednych przybywa. Dlaczego u nas jest tak źle?

Prof. Jolanta Grotowska-Leder: Te dane mnie nie zaskakują. W Polsce odsetek pracujących biednych od dwóch-trzech lat należy do najwyższych w Unii. Bardzo wielu Polaków - aż 27-28 proc. zatrudnionych - pracuje na umowach czasowych, czyli na zlecenie albo dorywczo. To najwyższy wskaźnik w Europie.

Zagrożenie biedą nie rozkłada się równomiernie. W Polsce zawsze osoby z wyższym wykształceniem miały najlepszą sytuację na rynku pracy - lepsze zarobki, niższe bezrobocie. To się jednak zmienia, bo wyższe wykształcenie staje się coraz powszechniejsze. O ile na początku lat 90. wśród osób z wyższym wykształceniem było tylko 0,5 proc. bezrobotnych, o tyle teraz jest 9,5 proc. To 20 razy większe zagrożenie bezrobociem!

A poza tym zarobki w Polsce w ogóle są niskie. W Szwecji problemu pracujących biednych nie ma, a elastyczne formy zatrudnienia istnieją.

Tylko w Polsce przybywa pracujących biednych?

- To zjawisko powszechne w USA i w Europie. W krajach rozwiniętych zmienia się rynek pracy - od stałego zatrudnienia w stronę, jak się mówi oficjalnie, bardziej elastycznych form. W gruncie rzeczy chodzi jednak po prostu o to, że rośnie liczba ludzi żyjących z prac na zlecenie, w mniejszym wymiarze czasu pracy. Oczywiście zarabiają przez to mniej. Stąd też coraz więcej pracujących biednych.

W krajach rozwiniętych rynek pracy dzieli się na dwa segmenty. Obok bardzo dobrze opłacanych miejsc pracy powstaje drugi rynek, na którym są wymagane mniejsze kwalifikacje, ale też praca jest mniej stała i dochody niższe. Ten drugi jest oczywiście znacznie większy.

Myślę, że pracujących biednych będzie przybywać. Gospodarka jest w trudnej sytuacji. Pracodawcy są zainteresowani zatrudnianiem w niepełnym wymiarze czasu pracy, bo nie muszą płacić składek zdrowotnych czy emerytalnych. Zatrudnianie na takie umowy jest tańsze. To nie są optymistyczne tendencje.

Można tym ludziom jakoś pomóc?

- To niepopularne, ale myślę, że przede wszystkim sami powinni myśleć perspektywicznie - jeśli są zatrudnieni w formach, które nie zabezpieczają ich na okres choroby albo starości, to powinni sami opłacać składki. Wiem, że to trudne, bo mniej zarabiają.

Politycy nic nie mogą zrobić? Mamy się przyglądać, jak rośnie grupa biednych?

- Na krótką metę politycy mogą zrobić niewiele. Taka jest sytuacja na rynku pracy - jak jest wysokie bezrobocie, to pracodawca nie musi walczyć o pracownika, podnosząc zarobki. Może płacić mało, a i tak znajdzie chętnych.

Zawsze podkreślaliśmy, że rozwiązaniem jest bycie konkurencyjnym - inwestowanie w siebie, podnoszenie kwalifikacji. Ludzie wybierający studia powinni myśleć, jakie zawody mają przyszłość. Uczelnie starają się to badać. Ale świat jest bardzo dynamiczny, więc i tu trudno o coś pewnego. Trzeba też myśleć o edukacji przez całe życie - dokształcać się, kończyć kursy. To pomaga konkurować o lepsze miejsca pracy.



*prof. Jolanta Grotowska-Leder - socjolog, pracuje w Instytucie Socjologii na Uniwersytecie Łódzkim. Zajmuje się współczesnymi problemami społecznymi, głównie biedą i wykluczeniem społecznym w Polsce

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':