Proces o zniesławienie toczył się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Czarnecki uważa, że Wałęsa podważył jego wiarygodność wobec wyborców, i domagał się przeprosin. Poszło o stwierdzenie z maja 2009 r., że Czarnecki "nie walczył o wolną Polskę, bo przyjechał, gdy
Polska była już gotowa".
Wałęsa tłumaczył przed sądem, że nie były mu znane szczegóły działalności konspiracyjnej Czarneckiego w latach 80., a zareagował jedynie na krytykę pod swoim adresem. Czarnecki napisał na
blogu, że b. prezydent dostał pieniądze za wykłady na zjazdach eurosceptycznej partii Libertas.
Wyrok zapadł w środę. Sędzia Maria Kliszcz oddaliła powództwo w całości i nakazała Czarneckiemu zapłacić Wałęsie 1,2 tys. zł tytułem zwrotu kosztów poniesionych na prawnika. - Polityk nie może zabraniać wypowiadania spontanicznych opinii na swój temat, musi być odporny. Poza tym sąd nie jest w stanie rozstrzygnąć obiektywnie, kto jest osobą walczącą o Polskę niepodległą. Nie ma kryteriów, które mogą pozwolić ocenić wypowiedź Lecha Wałęsy w kategorii "prawda czy fałsz".
Na sali była grupka zwolenników europosła. - Ten wyrok to hańba! - krzyczeli.
Sędzia zwróciła uwagę, że wypowiedź Lecha Wałęsy raczej nie zaszkodziła Czarneckiemu w robieniu kariery politycznej. - Wygrał przecież wybory, jest czołowym politykiem
PiS, a nawet na tej sali są jego zwolennicy.
Pełnomocnik Czarneckiego od razu po wyjściu z sądu zapowiedział apelację. - Nie zgadzamy się z wyrokiem. Do przerwy jest 0:1, ale jest jeszcze kolejna instancja. Wierzę w nasze ostateczne zwycięstwo - powiedział nam radca prawny Łukasz Syldatk.
Pełnomocnik Wałęsy Ewelina Wolańska: - Wierzyłam w mądrość sądu, ale serce waliło mi do samego końca.
Wypowiedź Wałęsy na temat Czarneckiego była już rozpatrywana przez sąd w trybie wyborczym w 2009 r. Wtedy sąd również oddalił pozew.