Rozmowa z prof. Andrzejem Markowskim, przewodniczącym Rady Języka Polskiego
Agnieszka Kublik: Panie profesorze, jak żyć bez polskich znaków, a właściwie: jak zyc?
Prof. Andrzej Markowski: Nie da się. Ale moim zdaniem prof. Jerzy Bralczyk, mówiąc o możliwości pozbawienia polszczyzny polskich znaków, mówił więcej niż półżartem. Taka zmiana ortografii nie jest możliwa.
Prof. Bralczyk tłumaczy, że o języku decydują użytkownicy, a ci młodsi już teraz esemesują i mejlują bez polskich znaków.
- Tak, ale użytkownicy nie decydują o ortografii. Na szczęście o ortografii decyduje Rada Języka Polskiego, tak stanowi prawo. I dlatego mogę powiedzieć, że Rada nie zatwierdzi takiej zmiany. Bo co innego pisanie prywatne, a co innego urzędowe. Prywatne nie podlega Radzie i regułom ortograficznym, bo każdy pisze, jak umie, np. "ide do sadu". I nie wiadomo, czy chodzi o "sad" czy o "sąd".
Tak więc taka zmiana ortografii, o której tu mówimy, jest niemożliwa i niepotrzebna. Rada Języka Polskiego nie musi i nie będzie się sugerować tym, jak młode pokolenie esemesuje czy mejluje.
A pan w esemesach stawia znaki diakrytyczne?
- Tak, bo staram się, żeby były zrozumiałe. A poza tym tak jest elegancko i porządnie.
Czyli pan jest przeciwnikiem zniknięcia z polszczyzny "ąści"?
- Uważam, że nie ma potrzeby dyskutowania o takiej zmianie. Jeśli jest jakiś problem ortograficzny, o którym warto mówić, to pisownia łączna i rozdzielna oraz stosowanie wielkiej i małej litery. Ale każda zmiana w ortografii wywołuje kontrowersje, połowa Polaków jest za, połowa - przeciw. Uważam, że lepiej ortografię doskonalić, niż ją zmieniać. Bo po co komplikować życie?
Czyli polszczyzna będzie nadal chrzęścić, zgrzytać i pląsać?
- Będzie, bo to jest kwestia wymowy, niezależna od pisowni.
Ale gdybyśmy wyrzucili ę, ą, ś, ć, toby już nie chrzęściła.
- Oj, tak byłoby tylko wtedy, gdybyśmy po usunięciu tych liter zmienili także wymowę, dostosowując ją do nowej pisowni, co jest trudne do wyobrażenia. A poza tym tych liter nie wyrzucimy. Zresztą nie tylko w naszym języku są znaczki. Są w czeskim, słowackim, we francuskim, w niemieckim, w językach skandynawskich. Tylko angielski szczyci się tym, że nie ma ani jednego znaku innego niż w alfabecie łacińskim. Polszczyzna nie jest pod tym względem językiem wyjątkowym.
A "ó", czyli o z kreską, kiedyś zniknie?
- O tym dużo się mówi. I jeszcze o "ch" i "rz". Nie ma roku, żeby do Rady nie wpłynęły listy od reformatorów pragnących znieść te znaki. To też niepotrzebna zmiana, boby się zlikwidowało więzi między formami wyrazów, bo np. byłby "wuz", ale "wozu".
A poza tym, gdybyśmy zrobili jakąkolwiek zmianę ortograficzną, nie mówię o tej odlotowej propozycji zlikwidowania znaków diakrytycznych, ale tylko o zrezygnowaniu z "ch", "rz" czy "ó", to przecież byłby to olbrzymi koszt. Trzeba by było natychmiast wydrukować w nowej ortografii szkolne podręczniki, bo nie można by było uczyć wedle starej ortografii. No i dokumenty! Gra niewarta świeczki.
Czyli język polski pozostanie giętki?
- A co? Jezyk mialby byc gietki?! Nigdy. A miłość stałaby się miloscia? Wybieram miłość.
Źródło: Gazeta Wyborcza