Ostateczną decyzję ma podjąć prokurator generalny Andrzej Seremet. Jak powiedział "Gazecie" Maciej Kujawski z PG, do końca tego tygodnia potrwa analiza wniosku i najpewniej w poniedziałek 2 stycznia Seremet wypowie się, co dalej.
Zarzuty Macierewiczowi chce postawić warszawska prokuratura apelacyjna, która od 2007 r. prowadziła śledztwo w sprawie przestępstw, do których mogło dojść w związku z publikacją (w lutym tego samego roku) raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych autorstwa zespołu, którym kierował Macierewicz, dzisiaj poseł
PiS.
Śledczy chcą, by Macierewicz odpowiedział za ujawnienie tajemnicy państwowej, przekroczenie uprawnień i poświadczenie nieprawdy.
Ale żeby postawić zarzuty posłowi, trzeba najpierw uchylić mu immunitet. Z takim wnioskiem do Sejmu może wystąpić tylko prokurator generalny, którego służby kontrolne od 19 grudnia badają materiał przesłany przez warszawską apelację.
I - jak twierdzi nasze źródło w PG - mają kłopot: - Mamy wątpliwości formalne. Chodzi m.in. o to, czy słusznie postąpiono, zestawiając razem część zarzutów. Jego zdaniem istnieje duże prawdopodobieństwo, że właśnie z powodu zastrzeżeń natury proceduralnej wniosek zamiast do Sejmu, zostanie odesłany do poprawek, a to oznacza, że apelacja ma coraz mniej czasu do przedawnienia części zarzutów, które nastąpi już 15 lutego.
W rezultacie, choć sejmowa większość deklaruje, że zagłosuje za uchyleniem immunitetu, do głosowania może nie dojść, bo sprawa się przedawni. - Wniosek jest badany. Spekulacji nie komentujemy - mówi prok. Kujawski pytany, czy możliwe jest odesłanie materiałów.
Śledczy - zarówno autorzy wniosku, jak i ci, którzy go sprawdzają - nie chcą podać szczegółów ewentualnych zarzutów wobec Macierewicza. Na pewno chodzi w nich m.in. o ujawnienie chronionych tajemnicą nazwisk funkcjonariuszy operacyjnych
WSI. Prokuratura uwzględniła też doniesienie koncernu ITI, właściciela
TVN oraz Polsatu. TVN raport pomawiał, że powstał przy wsparciu wojskowych służb specjalnych. Podobnie pisano o założycielach Polsatu. Informacje oparte były na pojedynczych źródłach, których nie próbowano weryfikować.
Ale w śledztwie status pokrzywdzonych uzyskało aż 28 osób i firm wymienionych w raporcie. Dziesięć osób z nich to oficerowie WSI. To od ich doniesienia zaczęło się postępowanie. Potem dołączyły TVN i Polsat - w ich imieniu złożono siedem zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wśród pokrzywdzonych jest też osiem osób wymienionych w raporcie jako współpracownicy WSI biorący udział w niezgodnych z prawem działaniach tej służby. Część z nich wygrała już cywilne procesy po publikacji raportu.
Nie wiadomo, ile z treści ich doniesień ostatecznie znalazło się w zarzutach stawianych Macierewiczowi. Poznaliśmy za to losy ciągnącego się przez cztery lata śledztwa. Prowadziło je kolejno pięcioro prokuratorów (jeden dwukrotnie). Jeden z pokrzywdzonych, płk WSI Krzysztof Polkowski (działa w stowarzyszeniu Sowa, do którego należą byli funkcjonariusze tej służby), złożył skargę na przewlekłość postępowania. - Prokurator, który doprowadza do przedawnienia, staje po stronie tych, którzy łamią prawo - tłumaczy "Gazecie". - Ogrom dokumentacji, trudności procesowe, kłopoty z dostępem do niektórych materiałów sprawiły, że czynności musiały tyle trwać - odpowiada na to Szymon Liszewski, naczelnik wydziału V warszawskiej prokuratury apelacyjnej. 3 stycznia sąd rozstrzygnie skargę oficera WSI.
Macierewicz zarzuty komentuje tak: - To obrona obecnego układu i dowód na siłę lobby komunistycznego.