http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

A co?! Nam się należy!

Katarzyna Kolenda-Zaleska
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-28 08:46

Odwoływanie się do papieskiego nauczania świadczyć może o intelektualnym lenistwie. Ale czasem nie ma wyjścia, bo zdefiniowanie niektórych pojęć wymaga odwołania się do wyższej rangi autorytetu.

Katarzyna Kolenda-Zaleska
fot. AG
Katarzyna Kolenda-Zaleska
ZOBACZ TAKŻE
Ot, takie choćby słowo solidarność, czy raczej Solidarność, bo przecież dla nas, Polaków, to słowo i to pojęcie wymawia się już tylko z dużej litery. To nasza chluba, nasz symbol, nasza duma. I słusznie, mamy do tego prawo, bo bez tej sierpniowej Solidarności świat współczesny pewnie wyglądałby dziś zupełnie inaczej.

Jeśli więc mamy prawo do autorstwa, to i zobowiązania większe.

Do pojęcia solidarności odwołuje się dziś Europa, próbując opanować gospodarczy kryzys. Polska tak jak wiele innych krajów pożyczy (POŻYCZY, nie DA, i to pożyczy na procent) pieniądze na ratowanie zagrożonych europejskich gospodarek. No i podniósł się krzyk. Jak to? Polak ma pożyczać, a polskie dzieci chodzą głodne. Polak ma pożyczać tym darmozjadom z Włoch czy Grecji, którzy kupują sobie nowe samochody. Toż to skandal!

To MY jesteśmy biedni, niech pożyczają bogaci. Wara wam od naszych pieniędzy. Z taką argumentacją wystąpił europoseł Jacek Kurski (Solidarna Polska) w Parlamencie Europejskim. Słuchało się tego z zażenowaniem, zwłaszcza że Kurski lubi się odwoływać do tradycji "Solidarności".

W podobnym tonie wypowiadają się posłowie PiS, argumentując, że solidarność nie oznacza, że my, razem, wspólnie, ale że ci bogaci niech sobie pożyczają. A jak już się uratuje, to chętnie sięgniemy znów po europejskie pieniądze, dopłaty. A co?! Należy nam się!

No i tu właśnie wobec tej fali egoistycznych argumentów i wobec decyzji o pożyczce, którą lada dzień trzeba będzie podejmować i sankcjonować, wkracza właśnie nauczanie Jana Pawła II. Homilia wygłoszona w 1987 roku na Zaspie do ludzi pracy w trakcie pielgrzymki, tuż przed ostatecznym upadkiem komunizmu.

"Jeden drugiego brzemiona noście" - mówił Jan Paweł II swoim rodakom - "słowa te mają wielką nośność". "Jeden... drugiego". "Człowiek nie jest sam, żyje z drugimi, przez drugich, dla drugich. Cała ludzka egzystencja ma właściwy sobie wymiar wspólnotowy - i wymiar społeczny".

Papież tłumaczył, że te słowa „jeden... drugiego” z listu Pawła Apostoła do Galatów powinny być inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. „Solidarność - to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy »brzemię « dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza od solidarności”. Jaśniej już chyba nie można, ale pewnie różni partyjni teologowie będą w stanie tak wytłumaczyć słowa papieża, aby wyszło na ich. Tak jak w przypadku kary śmierci.

Doraźne partyjne cele zmuszają polityków do obrony ciasno rozumianego narodowego interesu. Papież patrzył szerzej i widział szerzej. Może więc ci, którzy tak ochoczo deklarują przywiązanie do papieskiego nauczania, w końcu się go nauczą. Bo na razie robią wszystko, by ze słowa solidarność uczynić tylko logo idei. A idea solidarności jest dziś szczególnie potrzebna, gdy ludzie coraz chętniej zamykają się w kokonie egoizmu, odwracając jeden od drugiego. A przecież w pojedynkę kryzysu się nie pokona.

Katarzyna Kolenda-Zaleska (Fakty TVN)

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 27 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    88 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':