"Irena Adamowicz. Sprawiedliwa wśród Narodów Świata"
Larissa Cain
przeł. Magdalena Brodniewicz
W drodze, Poznań Bohaterka jako młoda harcerka zainicjowała współpracę z żydowskim ruchem skautowym Haszomer Hacair i od wczesnych lat 30. uczestniczyła w życiu kibucu El Al przygotowującego kolejne pokolenia młodzieży do aliji - powrotu do Erez
Izrael i odbudowy tam żydowskiego państwa. Aż do wybuchu wojny czyniła starania, by ruch Haszomer Hacair został w Polsce oficjalnie zarejestrowany. Nauczyła się hebrajskiego i jidysz.
W 1935 r. reprezentowała ten ruch na międzynarodowym zjeździe w Popradzie w Czechosłowacji. Wzbudziła sensację wśród delegatów z innych krajów, gdy we wspólnej sypialni klękała do porannej i wieczornej modlitwy - była gorliwie praktykującą katoliczką.
Tuż po wybuchu wojny poprowadziła jedną z pierwszych grup Żydów, które przez ziemie zajęte przez ZSRR i Rumunię ruszyły do Palestyny, i tą samą drogą wróciła do Wilna.
Kiedy Żydów zamknięto w gettach, została łączniczką żydowskiego ruchu oporu, przewożąc informacje i bibułę między gettem w
Warszawie i Wilnie.
Jej nazwisko pojawia się w książce Władysława Bartoszewskiego "Ten jest z ojczyzny mojej" w drobnym przez nią samą opisanym epizodzie "jak nawiązałam kontakt z ruchem w Wilnie". Irena Adamowicz była osobą skromną i nie eksponowała swej roli. A ta była nie do przecenienia: znała niemiecki, miała "dobry" wygląd, prawdziwe papiery i wielką odwagę.
Jako miejski pracownik socjalny posiadała stałą przepustkę do warszawskiego getta, jednak przed przekroczeniem warty wkładała na ramię opaskę z gwiazdą Dawida.
Mordechaja Anielewicza poznała jeszcze przed wojną. Później zaprzyjaźniła się też z Antkiem Cukiermanem i Cywią Lubetkin, u których nocowała, gdy godzina policyjna zatrzymywała ją w getcie. Była jednym z głównych kontaktów Żydowskiej Organizacji Bojowej po "aryjskiej stronie".
Marek Edelman, który mi o niej opowiadał (z pewną irytacją, bo chyba miał jej za złe, że związana była z syjonistami, a nie z socjalistyczną partią Bund), uważał, że za jej niesamowitym wprost zaangażowaniem w sprawy żydowskie, a później ŻOB-u, musiała stać miłość do jakiegoś konkretnego człowieka.
Autorka biografii Adamowicz Larissa Cain odnalazła list Ireny z 1940 r. do działacza Haszomer Hacair Zeliga Gayera, w którym wyznaje mu miłość, ale jednocześnie pisze: "abyś Ty nie pomyślał przypadkiem, że moje wysiłki współpracy i współżycia z Ruchem są wynikiem tamtych spraw. Pogląd płytki, tzn. drobnomieszczański, ale - łatwy i wygodny jako komentarz. A Ruch i jego sprawy były jednak dla mnie czymś nieproporcjonalnie większym". Nie jestem zatem pewna, czy Edelman miał rację.