http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ciężka kartka

Agata Kulczycka
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-27 11:03

Gdy moja córka dostała wezwanie na rozprawę jako świadek przeciwko mnie, popłakałam się.

Podstawówka nr 1 w Sanoku ma renomę: są trzy sale gimnastyczne, ''orlik'', blisko jest basen, z którego korzystają
nauczyciele i rodzice. Na basenie można usłyszeć najwięcej plotek związanych ze skarconą dziewczynką
Fot. Tomasz Sowa
Podstawówka nr 1 w Sanoku ma renomę: są trzy sale gimnastyczne, ''orlik''...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Aneta Ch., matka Kasi: - Zaczęłam pracować na najwyższych obrotach. Najgorzej było w domu. Pomogłam Kasi odrobić zadanie, chwilę usiadłam. Nawet komputer mnie nie interesował. Posiwiałam w dwa lata.

Nauczycielka muzyki: - Napisałam do rzecznika praw obywatelskich. Bo do kogo w takiej sytuacji nauczyciel ma się zwrócić? Za chwilę dojdzie to tego, że jeśli weźmiemy dziecko za rękę, to zostaniemy oskarżeni o molestowanie.

Basen plotek

Aneta Ch. - szczupła blondynka w sportowych ciuchach. Jest samotną matką, uczy wuefu w sanockim liceum. Na spotkania ze mną umawia się poza domem, nie chce, by córka o nich wiedziała. Mówi spokojnym, opanowanym głosem. Dwa lata temu została oskarżona przez nauczycielkę córki o pomówienie. Poszło o to, że dziewczynka, wtedy uczennica trzeciej klasy, obgryzała paznokcie na zajęciach pozalekcyjnych. Została za to skarcona. Aneta Ch. zażądała przeprosin, a nauczycielka oświadczenia, że nic dziecku nie zrobiła. Obie nie doczekały się spełnienia swoich oczekiwań i spotkały się w sądzie.

Dyrektorka szkoły: - W literaturze jest siedem typów postaw rodzicielskich, które utrudniają współpracę szkoły z domem. To jeden z nich: rodzic nauczyciel, który uważa, że umie wszystko najlepiej. Lepiej niż nauczyciel jego dziecka, ma większe umiejętności i dyplom ponad wszystkie dyplomy.

Szkoła Podstawowa nr 1 w Sanoku ma renomę: przed wejściem gąszcz tablic: "Szkoła z klasą", "Szkoła bez przemocy", "Klub szkół UNICEF". Są tu trzy sale gimnastyczne, "orlik", a kilka minut spaceru dzieli ją od basenu i toru łyżwiarskiego. Basen to centrum życia w mieście: oprócz dzieci korzystają z niego nauczyciele i tłumy sanoczan. Stąd najszybciej rozchodzą się plotki.

Mamo, dlaczego nie wierzysz

Październik 2009. Poniedziałek.

- Kasia wróciła ze szkoły z płaczem. Powiedziała, że pani uderzyła ją w buzię książką - wspomina Aneta.

- Pomyślałam: nawet gdyby skakała po stołach i wieszała się na lampach, nauczyciel nie powinien jej uderzyć. A ona jest grzeczna. Wypytywałam: "Jak siedziałaś? Co robiły inne dzieci? Co robiła pani?". Opowiadała, że usiadła na krześle, włożyła rękę do buzi, a inne dziewczynki były zajęte tekstem. W końcu przerwała: "Mamo, dlaczego ty mi nie wierzysz?".

Aneta zadzwoniła do szkoły. Nauczycielki muzyki, która prowadziła pozalekcyjne zajęcia wokalne, już nie było, dyrektorka obiecała sprawę wyjaśnić.

Dyrektorka zapamiętała, że telefon był o 14.30. - Tak naprawdę to mnie zatkało. W notatkach po rozmowie zapisałam: "...ze zdziwieniem powiedziałam, że wydaje mi się niemożliwe, aby ta nauczycielka zachowała się w ten sposób wobec dziecka. Matka wtedy stwierdziła, że jej córka nie konfabuluje, a ona ma prawo jej wierzyć i reagować. Potwierdziłam: ma prawo, a nawet obowiązek dbać o sprawy dziecka". Moim zdaniem nauczycielka nie chciała dziecku zrobić krzywdy, bo przemoc jest zawsze intencjonalna, a w tym przypadku tak nie było.

Nauczycielka muzyki: - 10 minut po wyjściu z pracy dostałam telefon od pani dyrektor, że uderzyłam dziecko książką w twarz. Zatrzymałam się, nie byłam w stanie prowadzić. Przeanalizowałam każdą sekundę. O co chodzi? Jaka książka? Jakie uderzenie? Potem pomyślałam, że chodzi o zwrócenie dziecku uwagi kartką ksero, gdy obgryzało paznokcie.

Szkolne dochodzenie

Wtorek. Szkolna pedagog rozmawia z dziećmi. Kasia potwierdza to, co wcześniej powiedziała matce.

Aneta Ch.: - We wtorek córka znów wróciła ze szkoły z płaczem. Opowiadała, że pani pedagog próbowała wymusić, by powiedziała, że to była kartka papieru, a nie książka. Została wyciągnięta z lekcji informatyki. Nikt nie zapytał mnie o zgodę. Byłam wściekła.

Środa rano. Aneta przychodzi do szkoły córki. Spotyka się z dyrektorką i jej zastępczynią. Dyrektorka tłumaczy, że nauczycielka nie chciała zrobić dziecku krzywdy.

- Nauczycielka potwierdziła, że chcąc zdyscyplinować uczennicę, dotknęła jej ręki kartką. Stwierdziła, że jest jej bardzo przykro, jeśli sprawiła jej ból, ale nie było to jej celem - relacjonuje dyrektorka. Taką informację przekazała matce.

Dziś mówi tak: - Nie uważałam, aby uczennica kłamała. Dziecko mogło uznać dotknięcie kartką za uderzenie. Może nie umiało tego inaczej nazwać? Kasia jest dzieckiem wrażliwym, bardzo przeżywa uwagi nauczycieli.

To na tym spotkaniu matka usłyszała, że nauczycielka zwróciła się o pomoc do adwokata.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':