http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zagłębie biedy

Bartosz T. Wieliński
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-27 12:24

Czasy świetności Zagłębie Ruhry ma za sobą - dziś działa tu już tylko pięć kopalni. Ostatnia z nich zostanie zamknięta w 2018 roku
Czasy świetności Zagłębie Ruhry ma za sobą - dziś działa tu już tylko pięć kopalni. Ostatnia z nich zostanie zamknięta w 2018 roku
Fot. Thomas Pflaum / VISUM VISUM

Zagłębie Ruhry, niegdyś przemysłowe serce Europy, staje się niemieckim biegunem biedy. W ciągu ostatnich pięciu lat liczba ludzi żyjących w ubóstwie wzrosła tam o jedną piątą. Eksperci przestrzegają przed niepokojami społecznymi

SERWISY
- Na pierwszy rzut oka biedę u nas trudno dostrzec. Na rogach nie stoją żebracy, nie ma ludzi koczujących pod gołym niebem - mówi "Gazecie" Frank Baranowski, burmistrz Gelsenkirchen. To 250-tys. miasto w sercu Zagłębia Ruhry, ciągle największego okręgu przemysłowego na kontynencie.

W "Atlasie biedy w Niemczech" przygotowanym przez Parytetowy Związek Socjalny, pozarządową organizację m.in. walczącą z ubóstwem, region zaznaczono na czerwono. - Sytuacja w regionie to problem numer jeden dla całych Niemiec - mówi Ulrich Schneider, dyrektor związku.

Według europejskich kryteriów w biedzie żyją ludzie, którzy miesięcznie muszą utrzymać się za 60 proc. średniej krajowej na osobę. W przypadku Niemiec to 826 euro. W przeliczeniu na złotówki to dużo - 3,3 tys. zł - ale nad Renem taka kwota ledwie starcza na czynsz, opłaty i bardzo skromne życie. Według wyliczeń związku w 80-mln Niemczech tak żyje 12 mln osób. W pięciomilionowym Zagłębiu Ruhry niemal co ósmy mieszkaniec. To średnia w regionie, bo w miastach Zagłębia - Gelsenkirchen oraz sąsiednim Dortmundzie i Duisburgu - biedę klepie co piąty.

Co gorsza, w Zagłębiu Ruhry bieda rozprzestrzenia się najszybciej w całym kraju. W ciągu ostatnich sześciu lat liczba ludzi żyjących pod progiem ubóstwa zwiększyła się o jedną piątą. - W 2005 r. mieliśmy w mieście 24-proc. bezrobocie. Zbiliśmy je o połowę. Jak widać, nie rozwiązało to problemu - mówi burmistrz Baranowski.

Dyrektor Schneider przewiduje zaś, że bieda może doprowadzić do poważnych niepokojów społecznych, podobnych do tych, jakie wybuchają na imigranckich przedmieściach francuskich miast: - W Zagłębiu Ruhry dosłownie się gotuje.

Do tej pory bieda kojarzyła się Niemcom z terenami byłego NRD, skąd po zjednoczeniu wyjechały na Zachód tysiące ludzi, a ci, którzy zostali, nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości i od lat wegetują na zasiłkach. Biedę było widać też we wschodnim Berlinie i w zachodnioniemieckiej Bremie. Tymczasem Zagłębie Ruhry, mając czasy świetności już za sobą (w 2018 r. zostanie zamknięta ostatnia z pięciu działających kopalni), wciąż utrzymuje gigantów - co dziesiąty wielki niemiecki koncern ma tu siedzibę. W tym energetyczne potęgi - RWE i E.ON. Natomiast niemiecka gospodarka po recesji w 2009 r. szybko podniosła się z kolan. A bezrobotnych ubywa w rekordowym tempie. - Bieda w Niemczech uodporniła się na wzrost gospodarczy - tłumaczy dyrektor Schneider.

A burmistrz Baranowski dodaje, że wszystko to z powodu technologicznej rewolucji. Kiedyś w Zagłębiu byli potrzebni ludzie do pracy fizycznej: przy wydobyciu węgla, hutniczym piecu czy taśmie w fabryce Opla w Bochum, która zatrudniała górników z zamykanych kopalni. Ale to się skończyło. Inwestuje się tu teraz np. w biotechnologie czy baterie słoneczne. - Dziś na rynku pracy potrzebni są dobrze wykształceni ludzie, robotnikom coraz trudniej o zajęcie - mówi burmistrz. Tym bardziej że spora ich część to imigranci, którzy słabo mówią po niemiecku.

Samorządowcy z Zagłębia Ruhry, z którymi rozmawiałem, mówią, że najbardziej cierpią dzieci. Są szkoły, gdzie po piętnastym uczniowie przestają przynosić śniadanie, bo rodziców na to nie stać. - Robi się błędne koło. Dzieci, by mieć dobrą pracę w przyszłości, muszą być dobrze wykształcone. Ale wykształcenie zdobywają potomkowie bogatych. Biedę się dziedziczy - mówi burmistrz. Miasta fundują dzieciom obiady w szkołach, dopłacają rodzicom do czynszów. Z powodu wydatków socjalnych same pogrążają się w długach (zadłużone na 3 mld euro Essen, największe miasto w Zagłębiu, stoi na skraju bankructwa). By je spłacić, będą zmuszone oszczędzać na pomocy socjalnej. A wtedy bieda stanie się jeszcze bardziej dotkliwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Problem dziewczynki w ciele chłopca

Pięcioletni chłopczyk z brytyjskiego Essex od trzeciego roku życia czuje się dziewczynką. To coraz częstsze zaburzenie nawet u tak małych dzieci