http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Miliony normalnych i jeden wariat

Mariusz Zawadzki
2011-12-26, ostatnia aktualizacja 2011-12-28 13:17

Ron Paul, który twierdzi, że Ameryki nie stać na bycie światowym imperium, bo dług publiczny przekroczył 15 bln dol., jest uważany w USA za niepoważnego kandydata na prezydenta

Ron Paul
fot. Wikipedia
Ron Paul
Mariusz Zawadzki
Fot. Archiwum Rodzinne
Mariusz Zawadzki
Wyobraźcie sobie, że gdzieś w Teksasie jest ogromna baza obcych wojsk, powiedzmy, że chińskich albo rosyjskich. Wyobraźcie sobie, że tysiące cudzoziemskich żołnierzy nieustannie patrolują ulice amerykańskich miast w wozach bojowych. Że robią to, by "zapewnić nam bezpieczeństwo", "promować demokrację" albo "zabezpieczać strategiczne interesy".

Wyobraźcie sobie, że obcy żołnierze są poza amerykańskim prawem i konstytucja USA ich nie obowiązuje. Że czasami popełniają pomyłki albo działają na podstawie błędnych informacji wywiadowczych i z tego powodu przypadkowo zabijają lub terroryzują niewinnych Amerykanów, w tym kobiety i dzieci, ale nie ponoszą żadnych konsekwencji albo prawie żadnych. Wyobraźcie sobie, że obcy żołnierze stawiają checkpointy na amerykańskich ulicach i rutynowo przeczesują całe dzielnice mieszkaniowe.

Wyobraźcie sobie, że Amerykanie boją się obcych wojsk i w ogromnej większości uważają, że powinny odejść. Wyobraźcie sobie, że niektórzy Amerykanie są tak wściekli na obce wojska w Teksasie, że organizują się i stają do walki przeciwko nim, w obronie amerykańskiej ziemi i suwerenności. Wyobraźcie sobie, że ci zbuntowani Amerykanie są nazywani terrorystami lub rebeliantami, że są przez obce wojska rutynowo zabijani, wsadzani do więzień i torturowani.

Wyobraźcie sobie, że okupantom wydaje się, że jeśli zabiją wystarczająco dużo Amerykanów, to problem ruchu oporu zniknie. Ale dzieje się przeciwnie - za każdego zabitego Amerykanina dziesięciu innych Amerykanów chwyta za broń i w rezultacie krew leje się w nieskończoność.

Wyobraźcie sobie, że obywatele obcego kraju też nie chcą swoich żołnierzy w Ameryce. Że wybierają przywódcę, który obiecuje sprowadzić żołnierzy z Teksasu do domu i skończyć z tym horrorem. Ale wyobraźcie sobie, że ten przywódca zmienia zdanie po objęciu urzędu.

Powyższy monolog pochodzi z reklamy wyborczej Rona Paula, republikańskiego kandydata na prezydenta USA. Wydaje się, że komu jak komu, ale akurat Amerykanom nie powinno być zbyt trudno sobie tego wszystkiego wyobrazić. Ale jakoś nie potrafią. Ron Paul jest dość powszechnie lekceważony i uważany za szaleńca.




Przeciętny Amerykanin, bez różnicy demokrata czy republikanin, uznaje za całkowicie normalne, że jego kraj wydaje na zbrojenia prawie tyle samo co reszta świata razem wzięta. Czyli jedną trzecią tego, co zadłużony po uszy rząd federalny zbiera z podatków. Całkiem normalne jest, że prezydent Barack Obama, który zapowiadał koniec wojowniczej polityki zagranicznej, zwiększył wydatki na zbrojenia rozdęte przez George'a Busha. Przeciwnie, wszelkie próby obcięcia budżetu obronnego są uważane za szaleństwo i wywołują histeryczne ataki polityków obu głównych partii.

Zupełnie normalne jest, że Ameryka ma ponad 700 baz lub instalacji wojskowych w ok. stu krajach na całym świecie, choć w zasadzie po co jej bazy np. w Niemczech, tego większość Amerykanów nie potrafiłaby wyjaśnić. Nikt nie ma pretensji do prezydenta Obamy, że znacznie zwiększył liczbę wojsk w Afganistanie, że wysyła chmary bezzałogowych samolotów, żeby bombardowały Pakistan, Somalię i Jemen (zabiły już 2 tys. ludzi). Nikt się nie dziwi, dlaczego Obama, który obiecywał szybkie wycofanie się z Iraku, potrzebował na to aż trzy lata, choć np. specjalnie nie wiadomo, co 50 tys. żołnierzy USA robiło tam przez ostatni rok. Przeciwnie, republikańscy kandydaci na prezydenta uważają, że Obama wycofał się z Iraku za wcześnie i zmarnował osiągnięcia Busha.

Ron Paul, który twierdzi, że Ameryki nie stać na bycie światowym imperium, bo dług publiczny przekroczył 15 bln dol., jest niepoważny. Odpowiedzialni i poważni są pozostali kandydaci republikańscy i prezydent Obama, którzy trzymają się dotychczasowego kursu.

- Jeśli wierzycie, że terroryści nienawidzą Ameryki, bo jesteśmy wolni, bogaci i szczęśliwi, to żyjecie w urojonym świecie! Oni nienawidzą nas, bo ich bombardujemy i zakładamy bazy w ich krajach! - mówi Ron Paul w najgorszych atakach szaleństwa i wtedy przekracza już granice zdrady narodowej.

Media w USA są nieco zakłopotane, ponieważ ten niebezpieczny lunatyk niespodziewanie prowadzi w sondażach w stanie Iowa, gdzie 3 stycznia zaczynają się prawybory Republikanów. Komentatorzy z lewa i prawa prorokują, że jeśli republikanie z Iowa wybiorą Paula, zdeprecjonują swój stan i dowiodą, że nie należy ich traktować poważnie. Popularność szaleńca wynika rzekomo z tego, że ma "aktywną grupę fanatycznych zwolenników" (choć stuknęło mu już 76 lat, wygrywa wszelkie sondaże w grupie wiekowej do 35 lat).

Na szczęście, uspokajają komentatorzy, Ron Paul raczej nie ma szans w pozostałych 49 stanach. Ich obywatele wybiorą kogoś odpowiedzialnego i rozsądnego. Uff, co za ulga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11
  • 2
  • 2
  • 3
  • 15
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów