Sama była premier i jej obrońcy nie brali udziału w piątkowej rozprawie - Tymoszenko jest przekonana, że wyrok na nią wydał prezydent
Wiktor Janukowycz, chcąc usunąć na przywódczynię opozycji ze sceny politycznej.
- Nie widzę konieczności dalszego uczestniczenia w farsie rozgrywanej w ukraińskich sądach. Nie będę szukać w nich sprawiedliwości, bo jej tam nie ma. Jeśli chcą, niech sami bawią się w swoją leworządność, ukazując światu brak moralności i podstępność - tak Tymoszenko w czwartek tłumaczyła swą nieobecność na sali rozpraw.
Decyzja sądu apelacyjnego oznacza uprawomocnienie siedmioletniego wyroku na Tymoszenko - teraz była premier mogłaby ubiegać się o kasację, ale nie widząc sensu w szukaniu sprawiedliwości przed sterowanymi przez władze sądami ukraińskimi, złożyła skargę na swe uwięzienie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sędziowie w Strasburgu zdecydowali już, że rozpatrzą wniosek w trybie przyspieszonym.
Skazanie Tymoszenko bardzo zaszkodziło relacjom Ukrainy i Unii Europejskiej. Ta ostatnia uznała, że władze ukraińskie posługują się prawem jako narzędziem do rozprawy z opozycją.
W efekcie w czasie poniedziałkowego szczytu
Ukraina - UE w Kijowie zamiast parafowania negocjowanej od kilku lat ukraińsko-unijnej umowy stowarzyszeniowej doszło tylko do ogłoszenia zakończenia rozmów w tej sprawie.
Choć wyrok uprawomocnił, to Julia Tymoszenko nie zostanie teraz przeniesiona z aresztu na kijowskiej Łukjaniwce, gdzie siedzi od sierpnia, do więzienia. Niedawno została ponownie aresztowana ponieważ Służba Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzi śledztwo w sprawie rzekomych malwersacji, jakich miała się dopuścić, gdy kierowała w latach 90. firmą Jednolite Systemy Energetyczne Ukrainy.
Ludzie z ekipy Janukowycza najwyraźniej chcieliby trzymać popularną przywódczynie opozycji za kratami możliwie jak najdłużej. Przeciw skazanej już Tymoszenko toczy się jeszcze w sumie dziesięć dochodzeń. - Trzy z nich prowadzi prokuratura, sześć służba podatkowa, a jedno Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.