http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Andrzej Wajda: Odcyfrowałem Wałęsę

rozmawiała Agnieszka Kublik
2011-12-23, ostatnia aktualizacja 2011-12-22 19:10

Andrzej Wajda (z prawej) i Robert Więckiewicz (gra Wałęsę) na planie filmu
Andrzej Wajda (z prawej) i Robert Więckiewicz (gra Wałęsę) na planie filmu "Wałęsa"
Fot. FOT: MARCIN MAKOWSKI

Żadnego filmu się tak nie bałem, jak tego. U mnie Wałęsa podpisuje papiery SB, ale nie kapuje

Andrzej Wajda
Andrzej Wajda
rozmowa z Andrzejem Wajdą, reżyserem

Agnieszka Kublik: Pan się żywi historią, choć oczywiście nie kręci pan filmów historycznych. W pańskich filmach Polacy przypatrują się Polakom - krytycznie, boleśnie, terapeutycznie. Taki też będzie film o Lechu Wałęsie?

Andrzej Wajda: Tak, bo inaczej nie warto robić tego filmu. Przypominam dzieje Lecha Wałęsy tylko dlatego, że to jest bohater naszych czasów. Bo są nagle jacyś politycy, którzy próbują stworzyć pozory, że ten przywódca robotników był użyty przez kogoś... Wiem, że tak nie było. Ze swoich papierów wiem, że ubecy pisali czasem to, co im przyszło do głowy.

W filmie będzie o ''Bolku''? Janusz Głowacki, autor scenariusza, opowiada, że dozorcę z jego parkingu interesowało tylko jedno: czy Wałęsa to ''Bolek''. Czyli czy Wałęsa kapował SB, czy nie?

- No, sama pani widzi! To jest żenujące! Człowiek, który przewrócił mur berliński, który przywrócił nam wolność, jest dziś ścigany za nie do końca prawdziwe czyjeś wypowiedzi! To jest smutne i nie mogę się z tym pogodzić.

W filmie pokazuję scenę, jak Wałęsa podpisuje kwity SB. Zresztą to jest przecież w jego książce ''Droga nadziei'', on tego nie ukrywa. Mówi, że gdyby wiedział, że jest zagrożona Danusia, dzieci, toby zrobił wszystko. Ale SB jeszcze to chytrzej zrobiła. Do podpisania nie dawano jednego dokumentu, bo wtedy by się człowiek chwilę zastanowił. Podsuwano kilka - np. czy zgadzasz się z konstytucją. I inne dokumenty, typu potwierdzenia samego przesłuchania.

W filmie Wałęsa nie kapuje na kolegów?

- Nie, bo w ogóle nie o to chodzi. Lech Wałęsa chciał zorganizować - i słusznie - jakiś sposób obrony robotników przed władzą robotniczą. To oczywiście było nie do przyjęcia, bo władza robotnicza nie potrzebowała robotników do pomocy. Właśnie dlatego miałem ogromne kłopoty z filmem ''Człowiek z marmuru'', bo nagle robotnik miał jakieś inne poglądy niż władza robotnicza. A Lech Wałęsa poszedł dalej - wolne związki zawodowe w sierpniu 1980 r. zmieniły sytuacją polityczną.

Teraz IPN oficjalnie potwierdza, że w latach 80. SB fałszowała kwity na Wałęsę.

- To dla mojego filmu nie ma znaczenia, bo moja historia Wałęsy zamyka się w dwudziestu latach: 1970-89 r.

Oświadczenie IPN nie wydaje mi się w związku z tym istotne - nie ma na świecie bohaterów na każdy sezon i na każdą sytuację polityczną. I nie ma powodu, by tak było. Wielkość Lecha polega na tym, że pojawił się w Polsce w odpowiednim czasie i zapobiegł rozlewowi krwi. I doprowadził do tego, czego chciał sam i czego chcieli ci, których reprezentował. I to jest fantastyczne!

Proszę sobie wyobrazić, że gdy zagraniczni dystrybutorzy dowiedzieli się, że powstanie film o Wałęsie, to od razu ustawili się w kolejce. A polscy dystrybutorzy jeszcze się zastanawiają.... Tamci zerwali się od razu, nie pytając, kto, co... U nas podeszli z rezerwą.

W programie rozdawanym podczas premiery filmu o AK-owcach i powstawaniu Polski Ludowej ''Popiół i diament'' w 1958 roku napisał pan: ''Kocham tych nieustępliwych chłopców, rozumiem ich''.

- Miałem ogromne kłopoty z tym tekstem... Poszedłem z nim do Filmu Polskiego, a oni mówią, że to wydrukują, ale ''kocham ich'' muszę wykreślić. Nie zgodziłem się. I ''kocham'' zostało. Bo ja ich kochałem, sam byłem takim chłopcem z AK, nie odgrywałem takiej roli jak filmowy Maciek Chełmicki grany przez Zbyszka Cybulskiego, ale byłem w konspiracji i wiem, co to znaczy.

O Wałęsie też mógłby pan to powiedzieć?

- Tak, podziwiam go od pierwszej chwili, kiedy go poznałem.

W 1980 r. przyjechałem do Stoczni Gdańskiej. Byłem wtedy prezesem Stowarzyszenia Filmowców, po raz pierwszy do Gdańska pojechała kamera, która miała zarejestrować historyczne wydarzenia. Pojechałem zobaczyć, czy ktoś krzywdy filmowcom nie robi. Wtedy w Warszawie był taki lekki popłoch - z powodu czołgów sowieckich - że wjadą. Zapytałem o to Lecha. Powiedział, że czołgów nie będzie.

Mówił tak, jakby wszystko wiedział. To mnie zachwyciło. Rany boskie, skąd on to wiedział?

Lech Wałęsa ma ogromną intuicję polityczną. Ale prezydentura to mu się nie bardzo udała.

- Świadomie się tym nie interesuję. Mam wrażenie, że zanim Lech został prezydentem, to doradcy mu pomagali. Potem przy nim pojawili się inni ludzie. Znam to z własnego doświadczenia - byłem wtedy członkiem rady do spraw kultury przy Lechu Wałęsie. Musiałem z niej odejść, bo nie widziałem tam sojuszników dla spraw, które ja uważałem za ważne. Ci doradcy odegrali ważną rolę w tym niepowodzeniu, które potem spotkało Lecha Wałęsę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':