http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ankieta o reformie Unii Europejskiej. Część II

opr. maw
2011-12-22, ostatnia aktualizacja 2011-12-22 14:50

Czy Polska utraci suwerenność w związku ze zmianami w Unii Europejskiej? - zapytaliśmy przedstawicieli wszystkich partii politycznych. Dziś druga część ich odpowiedzi

Janusz Palikot
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Janusz Palikot
ZOBACZ TAKŻE
Ankieta o reformie Unii Europejskiej

Chętnie oddamy suwerenność Unii

Janusz Palikot, poseł Ruchu Palikota

Złudzenie narodowej suwerenności będzie nam towarzyszyć przez jeszcze jakiś czas. Projekt nowej umowy stabilizującej strefę euro, który przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy rozesłał parę dni temu do przywódców państw członkowskich, nic w tej kwestii nie zmienia. Jego jedynym celem jest przywrócenie rygorów Paktu Stabilności i Wzrostu lekkomyślnie osłabionych na wniosek Francji i Niemiec w roku 2005. Kary, które w oryginalnym pakcie mogły być nałożone kwalifikowaną większością głosów w Radzie, w nowym porozumieniu mają być automatyczne, a Rada - również większością kwalifikowaną - będzie mogła je znosić. To jedyna merytoryczna różnica.

Nowym elementem jest, oczywiście, wymaganie wprowadzenia konstytucyjnych zapisów o niedopuszczalności zadłużenia ponad określony poziom. Nie jest to pierwszy ani ostatni raz, kiedy europejskie porozumienia wymuszają zmianę ustaw zasadniczych. Fakt, że za gwarancję przestrzegania zapisów umowy stabilizującej uznano wpisanie jej rygorów do narodowych konstytucji, jest jednak najlepszym dowodem na to, iż suwerenność pozostaje ulokowana na poziomie państw członkowskich.

Rozwiązania proponowane przez Van Rompuya idą w dobrym kierunku, jeśli chodzi o ratowanie wiarygodności europejskich obligacji. Stwarzają też szansę na uniknięcie ponownego podziału Europy (choć trzeba pamiętać, że o rzeczywistym udziale w "wewnętrznym kręgu" przesądzi wejście do strefy euro, a nie samo przystąpienie do umowy).

Nie jest to jednak zasadnicza polityczna zmiana, której potrzebuje Europa. Ta dokona się dopiero wtedy, gdy za suwerena uznany zostanie europejski demos, wyrażający swoją wolę w wyborach do Parlamentu Europejskiego i decydujący tym samym o składzie kontynentalnego rządu, którym powinna stać się Komisja. Dopiero wtedy będziemy mogli mówić o utracie suwerenności przez Polskę i inne kraje Unii - i na takie przekazanie suwerenności chętnie byśmy przystali.

Ograniczamy suwerenność za darmo

Konrad Szymański, eurodeputowany PiS

Polska ograniczy wykonywanie swej suwerenności fiskalnej, podpisując traktat, którego zarys z takim entuzjazmem przyjął Donald Tusk po ostatnim szczycie w Brukseli. Każda umowa międzynarodowa oznacza ograniczenie własnych kompetencji państwa w czasie jej obowiązywania.

Tym razem za ograniczenie wykonywania swej suwerenności nie otrzymujemy niczego w zamian. Co więcej, przyjmując bezkrytycznie rozwiązania francusko-niemieckie, angażujemy się politycznie i finansowo w projekt, którego efektem będzie ograniczenie konkurencyjności Polski oraz utrudnienia w prowadzeniu własnej, rzekomo bardzo skutecznej, polityki antykryzysowej.

Nowy traktat będzie zapewne wzmacniał rolę czynników europejskich w zarządzaniu gospodarczym państw-stron nowego traktatu. W efekcie otrzymamy wzmocnioną presję na harmonizację ważnych elementów polityki podatkowej, fiskalnej, zatrudnienia i społecznej (patrz: pkt 6. konkluzji). Uważam to za zagrożenie dla polskiej konkurencyjności, która dziś daje nam szansę na wygrywanie biegu po zagraniczne inwestycje bezpośrednie, które napędzają naszą gospodarkę.

Bardzo często zwolennicy tych rozwiązań podnoszą, że skoro nasza gospodarka jest tak silnie związana np. z gospodarką niemiecką, to powinniśmy wykazywać pełne poparcie dla każdego niemieckiego pomysłu w zakresie zarządzania gospodarczego. Tylko do pewnego stopnia.

Nasza gospodarka jest włączona w łańcuch kooperacyjny np. z Niemcami właśnie dlatego, że ma relatywne przewagi konkurencyjne w niektórych obszarach i branżach. Więcej Europy oznacza tu mniejsze pole manewru. Poparcie dla sankcji za łamanie Paktu Stabilności nie powinno być mylone z nowymi kompetencjami w zakresie układania budżetów narodowych.

Nie wydaje mi się, by większa rola europejskich regulacji była dobra dla samej Europy. Europa wyjdzie z zapaści gospodarczej dopiero wtedy, gdy odbuduje przywództwo polityczne w państwach członkowskich, na wzór Thatcher i Aznara. Przywództwo, które przekona narody do oszczędzania i cięć. Do tego nikogo nie przekona żaden komisarz, nawet po zęby uzbrojony w nowe kompetencje.

Nie grozi nam utrata suwerenności

Andrzej Grzyb, eurodeputowany PSL

Postanowienia ostatniego szczytu Unii Europejskiej nie grożą Polsce utratą suwerenności. Państwa przekazują przecież swe kompetencje organom międzynarodowym na podstawie traktatów. Dopiero zaczyna się debata o konsolidacji fiskalnej wspólnoty. Mówi się o wspólnych podatkach, ale nie wiadomo, czy to wejdzie w życie. Na razie raczej nie chodzi o jednakową wysokość podatków , ale wspólne standardy dla ustabilizowania naszych finansów. Polska konstytucja z 1997 r. daje dobre regulacje w tej sprawie. Ale musimy je przyjąć w ramach całej wspólnoty. Akces Polski do Paktu Stabilizacyjnego uchroni nas przed atakiem spekulacyjnym w okresie przed przyjęciem euro i umocni nasz wizerunek jako kraju przewidywalnego. Uczestnictwo w debacie o przyszłości Unii i strefy euro leży w naszym interesie. A w odpowiednim momencie podejmiemy decyzję, żeby przyjąć euro. Kiedy? Kiedy będzie to dla nas korzystne. Dziś nikt nie wie, kiedy to będzie. Nie widzę w tym żadnego uszczerbku dla naszej suwerenności.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':