SB fałszowała kwity na Wałęsę
22.12.2011
, aktualizacja: 21.12.2011 18:22
Lech Wałęsa (Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)
Po sześciu latach śledztwa IPN przyznał, że w latach 80. Służba Bezpieczeństwa fabrykowała dokumenty na Lecha Wałęsę, aby go skompromitować przed Komitetem Noblowskim
To ważne, bo mimo że sprawa jest znana, to po raz pierwszy takie stwierdzenie pada z ust prokuratora pionu śledczego IPN.
Śledztwo trwa od sześciu lat. M.in. z powodu przewlekłości przeniesiono je w 2008 r. z oddziału IPN w Gdańsku do Białegostoku.
Nie wpłynęło to jednak na tempo postępowania, skoro dopiero wczoraj Zbigniew Kulikowski, szef pionu prokuratorskiego w białostockim oddziale IPN, oświadczył: - Zgromadzony materiał dowodowy świadczy o tym, że funkcjonariusze SB podrabiali dokumenty o rzekomej współpracy Lecha Wałęsy z organami bezpieczeństwa w latach 80. Chodziło o to, aby pan Lech Wałęsa nie dostał Pokojowej Nagrody Nobla.
Informacje o specjalnym zespole zajmującym się preparowaniem fałszywek na Wałęsę ujawniono w 2000 r. na procesie lustracyjnym pierwszego przywódcy "Solidarności". Odczytano tam oświadczenie mjr. Adama Stylińskiego złożone w 1985 r. w ramach wewnętrznego postępowania w MSW. Styliński opisał tam działalność powołanej w stanie wojennym tajnej grupy.
W oświadczeniu Stylińskiego można przeczytać, że koncepcja przeprowadzenia "działań specjalnych" dotyczących Wałęsy powstała z chwilą powołania Biura Studiów MSW. Celem było pokazanie społeczeństwu - za pośrednictwem fikcyjnej organizacji pod nazwą OKO (Ogólnopolski Komitet Obrony) - postaci przewodniczącego "Solidarności" jako agenta SB wykonującego wszystkie zalecenia swoich opiekunów.
Fałszywki dostawali skłóceni z Wałęsą działacze opozycji - wśród nich Anna Walentynowicz. Materiały podrzucono też do ambasady Norwegii oraz do Komitetu Noblowskiego. Być może przez to Lech Wałęsa Pokojową Nagrodę Nobla dostał nie w 1982 r., ale rok później.
IPN sprawą fałszywek zajął się w 2005 r., po doniesieniu złożonym przez Wałęsę. Przesłuchano wszystkich żyjących funkcjonariuszy, którzy wchodzili w skład zespołu. Z jednym z nich w 2009 r. rozmawiała "Gazeta".
- Na początku dostaliśmy teczkę z informacją, że to akta z Gdańska z raportami agenta "Bolka" z lat 70. - mówił. - To było nam przekazane jako wzór, na którym mamy pracować. Nie wiem, czy to były prawdziwe raporty i czy naprawdę ta teczka była z Gdańska. Na pewno wcześniej była w Katowicach i tam nad nią pracowano. Mam pewne dane, z których wynika, że nie byliśmy jedynym takim zespołem, bo pamiętam stwierdzenia, że ta "teczka z Gdańska" to idealna robota.
Zespół dysponował pismem Wałęsy z różnych okresów jego życia. Esbecy w celu zdobycia próbek rekwirowali materiały ze szkół, do których chodził, z wojska i z zakładów pracy, gdzie był zatrudniony.
Fałszowanie dokumentów na Wałęsę potwierdzają nawet ci badacze, którzy oskarżają go o współpracę z SB. W książce "SB a Lech Wałęsa" Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk piszą o działalności zespołu, ale ich zdaniem fałszerstwa dotyczyły "przedłużenia na lata 80. faktu współpracy" Wałęsy, do której miało dojść w latach 70.
Wałęsa zaprzecza wszelkim informacjom o współpracy.
Spór między historykami toczy się o to, czy bezpieka nie sfałszowała również materiałów z wcześniejszych lat i czy w ogóle da się w tej sprawie odróżnić materiały prawdziwe od fałszywek.
Nie wiadomo, czy w rozstrzygnięciu tego sporu pomoże śledztwo IPN. Dalsza część wypowiedzi prok. Kulikowskiego pokazuje, że nie należy się spodziewać szybkiego finału postępowania: - Zostało ono na razie zawieszone, ponieważ próbujemy dotrzeć do bardzo ważnego świadka w tej sprawie. Jak uda nam się do tego świadka dotrzeć, przesłuchamy go, a potem z pewnością poinformujemy media o zakończeniu śledztwa.
Prokurator nie chce ujawnić, o jakiego świadka chodzi. Według źródeł "Gazety" może to być wynajęty przez SB fałszerz, który zajmował się podrabianiem pisma Wałęsy.
- Spodziewałem się, że wcześniej czy później prawda zwycięży. Te papiery były bardzo dobrze podrobione, dlatego tylu ludzi się na to nabrało - powiedział wczoraj dziennikarzom Lech Wałęsa.
Śledztwo trwa od sześciu lat. M.in. z powodu przewlekłości przeniesiono je w 2008 r. z oddziału IPN w Gdańsku do Białegostoku.
Nie wpłynęło to jednak na tempo postępowania, skoro dopiero wczoraj Zbigniew Kulikowski, szef pionu prokuratorskiego w białostockim oddziale IPN, oświadczył: - Zgromadzony materiał dowodowy świadczy o tym, że funkcjonariusze SB podrabiali dokumenty o rzekomej współpracy Lecha Wałęsy z organami bezpieczeństwa w latach 80. Chodziło o to, aby pan Lech Wałęsa nie dostał Pokojowej Nagrody Nobla.
Informacje o specjalnym zespole zajmującym się preparowaniem fałszywek na Wałęsę ujawniono w 2000 r. na procesie lustracyjnym pierwszego przywódcy "Solidarności". Odczytano tam oświadczenie mjr. Adama Stylińskiego złożone w 1985 r. w ramach wewnętrznego postępowania w MSW. Styliński opisał tam działalność powołanej w stanie wojennym tajnej grupy.
W oświadczeniu Stylińskiego można przeczytać, że koncepcja przeprowadzenia "działań specjalnych" dotyczących Wałęsy powstała z chwilą powołania Biura Studiów MSW. Celem było pokazanie społeczeństwu - za pośrednictwem fikcyjnej organizacji pod nazwą OKO (Ogólnopolski Komitet Obrony) - postaci przewodniczącego "Solidarności" jako agenta SB wykonującego wszystkie zalecenia swoich opiekunów.
Fałszywki dostawali skłóceni z Wałęsą działacze opozycji - wśród nich Anna Walentynowicz. Materiały podrzucono też do ambasady Norwegii oraz do Komitetu Noblowskiego. Być może przez to Lech Wałęsa Pokojową Nagrodę Nobla dostał nie w 1982 r., ale rok później.
IPN sprawą fałszywek zajął się w 2005 r., po doniesieniu złożonym przez Wałęsę. Przesłuchano wszystkich żyjących funkcjonariuszy, którzy wchodzili w skład zespołu. Z jednym z nich w 2009 r. rozmawiała "Gazeta".
- Na początku dostaliśmy teczkę z informacją, że to akta z Gdańska z raportami agenta "Bolka" z lat 70. - mówił. - To było nam przekazane jako wzór, na którym mamy pracować. Nie wiem, czy to były prawdziwe raporty i czy naprawdę ta teczka była z Gdańska. Na pewno wcześniej była w Katowicach i tam nad nią pracowano. Mam pewne dane, z których wynika, że nie byliśmy jedynym takim zespołem, bo pamiętam stwierdzenia, że ta "teczka z Gdańska" to idealna robota.
Zespół dysponował pismem Wałęsy z różnych okresów jego życia. Esbecy w celu zdobycia próbek rekwirowali materiały ze szkół, do których chodził, z wojska i z zakładów pracy, gdzie był zatrudniony.
Fałszowanie dokumentów na Wałęsę potwierdzają nawet ci badacze, którzy oskarżają go o współpracę z SB. W książce "SB a Lech Wałęsa" Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk piszą o działalności zespołu, ale ich zdaniem fałszerstwa dotyczyły "przedłużenia na lata 80. faktu współpracy" Wałęsy, do której miało dojść w latach 70.
Wałęsa zaprzecza wszelkim informacjom o współpracy.
Spór między historykami toczy się o to, czy bezpieka nie sfałszowała również materiałów z wcześniejszych lat i czy w ogóle da się w tej sprawie odróżnić materiały prawdziwe od fałszywek.
Nie wiadomo, czy w rozstrzygnięciu tego sporu pomoże śledztwo IPN. Dalsza część wypowiedzi prok. Kulikowskiego pokazuje, że nie należy się spodziewać szybkiego finału postępowania: - Zostało ono na razie zawieszone, ponieważ próbujemy dotrzeć do bardzo ważnego świadka w tej sprawie. Jak uda nam się do tego świadka dotrzeć, przesłuchamy go, a potem z pewnością poinformujemy media o zakończeniu śledztwa.
Prokurator nie chce ujawnić, o jakiego świadka chodzi. Według źródeł "Gazety" może to być wynajęty przez SB fałszerz, który zajmował się podrabianiem pisma Wałęsy.
- Spodziewałem się, że wcześniej czy później prawda zwycięży. Te papiery były bardzo dobrze podrobione, dlatego tylu ludzi się na to nabrało - powiedział wczoraj dziennikarzom Lech Wałęsa.
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX













