http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ostra walka o studenta

Rozmawiała Anna Goc, Kraków
2011-12-22, ostatnia aktualizacja 2011-12-21 18:15

W ciągu najbliższych dziewięciu lat liczba studentów w Polsce spadnie o 600-800 tys. W listopadzie 2010 r. studiowało prawie 1,8 mln osób, z tego ponad 580 tys. na uczelniach niepublicznych. To w nie właśnie niż demograficzny może uderzyć najbardziej. W zeszłym tygodniu trzech warszawskich inwestorów (dwie uczelnie i spółka) przejęło Wyższą Szkołę Biznesu-National Louis University w Nowym Sączu. Spółka Eduscientia, właściciel i założyciel tej jednej z najlepszych uczelni niepublicznych, ma 17 mln zł długów. Malejącej liczby kandydatów obawiają się też czołowe uniwersytety, które już po tegorocznej rekrutacji musiały zamknąć niektóre kierunki zaoczne

Prof. Karol Musioł
Fot. Paweł Piotrowski / AG
Prof. Karol Musioł
ZOBACZ TAKŻE
Rozmowa z prof. Karolem Musiołem rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego

Anna Goc: Niż demograficzny może zagrozić też publicznym uczelniom. Nie boi się pan?

Prof. Karol Musioł: Jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, jeśli chodzi o studia dzienne. Ktoś, kto ma do wyboru takie studia na uczelni publicznej i niepublicznej, nie wybierze płatnych. Dlatego na studiach stacjonarnych liczba kandydatów rośnie z roku na rok. Prywatne uczelnie przestały być uczelniami pierwszego wyboru. Idą tam ci, którzy nie dostali się na publiczne. Gorzej ze studiami zaocznymi na uczelniach publicznych, gdzie odnotowujemy mniejsze zainteresowanie. W tym roku na UJ nie udało się nam otworzyć kilku kierunków, bo było za mało chętnych. Podobne problemy mają wszystkie uczelnie publiczne.

Zaostrzy się walka o studentów między publicznymi i niepublicznymi?

- Tak, ale tylko jeśli chodzi o studia płatne.

Czy walka o studenta może doprowadzić do obniżenia poziomu nauczania?

- W środowisku akademickim słyszy się o uczelniach, które udają, że uczą, a ich studenci udają, że studiują. Zajęcia się nie odbywają, kadra naukowa jest słaba, brakuje inwestycji w sferze badań. Dzięki zminimalizowaniu kosztów przez te uczelnie paradoksalnie to właśnie one mogą przetrwać.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego twierdzi, że uderzenie niżu przeżyją najlepsze uczelnie niepubliczne. Ale to będzie zależało od kompetencji kadry i władz uczelni.

- Najlepsze uczelnie niepubliczne, mimo że wzbogacają oferty kształcenia, modernizują budynki, przyciągają najlepszą kadrę naukową i kupują sprzęt, i tak mogą mieć poważne problemy. Nie są na tyle silne, by konkurować z najlepszymi uczelniami publicznymi, a odnotowując spadek studentów, zaczynają mieć poważne problemy finansowe.

Masowe ściąganie studentów z Azji, głównie z Chin, do którego zachęcał także podczas wizyty w Pekinie prezydent Bronisław Komorowski, może pomóc uczelniom w przetrwaniu niżu?

- Uczelnie powinny szukać i zachęcać do studiowania przede wszystkim polskich studentów. Szukanie ich w Chinach nie jest najlepszym pomysłem. Po pierwsze, warto zastanowić się, czy mamy wystarczającą ofertę w języku angielskim, by zapraszać masowo Chińczyków. Po drugie, warto wziąć pod uwagę, że dla Chińczyków wciąż nie jesteśmy krajem pierwszego wyboru.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':