http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zieloni w Polsce są w głębokim lesie

Rozmawiała Ewa Siedlecka
2011-12-20, ostatnia aktualizacja 2011-12-19 22:33

- Klasyczny model działalności partyjnej - że jest przewodniczący, są członkowie koła, spotykają na naradach i coś ustalają - nie działa w przypadku partii, która nie jest partią władzy i nie ma posad do rozdania. Teraz, w czasach kryzysu, widać, że politycy nie radzą sobie w konfrontacji z interesami korporacji biznesowych - mówi Radosław Gawlik, nowy współprzewodniczący partii Zieloni 2004

Radosław Gawlik z Zielonych został Człowiekiem Roku 2010 polskiej ekologii m.in. za zorganizowanie protestów przeciwko budowie elektrowni jądrowej w Żarnowcu
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Radosław Gawlik z Zielonych został Człowiekiem Roku 2010 polskiej ekologii...
ZOBACZ TAKŻE
Ewa Siedlecka: Zieloni 2004 istnieją w Polsce od ośmiu lat i jakoś nie mogą zaistnieć w świadomości wyborców. W ostatnich wyborach zaistnieli głównie tym, że skusili się na to, co odrzucili Wanda Nowicka i Robert Biedroń - czyli odległe miejsca na listach SLD. I sromotnie przegrali. Jakie są powody klęski?

Radosław Gawlik: Mamy sukcesy, choć drobne: pięciu radnych po ostatnich wyborach samorządowych. Można dowodzić, że gdybyśmy postawili nie na SLD, ale na Palikota, to byłby sukces. Ale byłby to sukces przypadkowy, jak trafienie na loterii. A nam chodzi o sukces, który byłby naszą zasługą.

Po tej porażce sytuacja w Zielonych jest kryzysowa. Przede wszystkim psychologicznie. Porażka nie była spowodowana tylko postawieniem na złego konia. Coś jest nie tak z partią, jeśli po ośmiu latach jesteśmy praktycznie w punkcie wyjścia - z dwustoma członkami.

Zakładałem Zielonych, choć potem poświęciłem się przede wszystkim działalności pozarządowej. Teraz ludzie namówili mnie, żebym się czynnie włączył. Zgodziłem się przewodniczyć z myślą, by sukces budować, tworząc własne struktury, a nie przyklejać się do kogokolwiek. Musimy się zastanowić, jakie wprowadzić zmiany, by uruchomić dynamikę wewnętrzną partii. A także dynamikę zewnętrzną - żeby było o nas więcej słychać.

Palikot mówi, że w ciągu roku zebrał 40 tys. członków. Wy istniejecie ósmy rok i macie dwustu członków.

My jesteśmy partią niedużą, choć przez te osiem lat przewinęło się z tysiąc osób. Jest olbrzymia rotacja.

Działamy wyłącznie społecznie i każdy sam musi finansować swoją działalność, np. wyjazdy. W takich warunkach ludzie szybko się wypalają. Tym bardziej że muszą się z czegoś utrzymać, chcą się rozwijać zawodowo, piszą doktoraty.

Mamy wielu sympatyków, także znane nazwiska. Ale nie oszukujmy się - partia, która ma dwustu członków, nie ma szans. Będziemy namawiać naszych sympatyków i dawnych działaczy do czynnego włączenia się w działalność partii. I chcemy się skupić na działaniach w terenie, gdzie możemy organizować wyobraźnię społeczności, np. do budowy proekologicznych strategii rozwoju. I zdobyć ich poparcie w najbliższych wyborach samorządowych.

To paradoks: macie silną ''centralę'' i słabe struktury terenowe, a waszym hasłem jest przecież: ''Myśl globalnie, działaj lokalnie''. Wy i myślicie, i działacie globalnie.

Naszym pomysłem było oparcie się na organizacjach pozarządowych, aktywnych obywatelach. My ich inspirujemy, pomagamy przeprowadzić pożyteczne projekty, a oni nas wspierają np. w kampanii wyborczej przy zbieraniu podpisów.

Jednak generalnie ludzie nie mają zaufania do polityki i polityków. Organizacje pozarządowe stronią od polityki, starają się żyć ze wszystkimi dobrze. Stawiam sobie zadanie, by przekonać ich do tego, że zieloni politycy są na szczeblu lokalnym potrzebni, by realizować projekty przyjazne dla społeczności.

Jestem przekonany, że klasyczny model działalności partyjnej - znam go z działania w Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności, że jest przewodniczący, członkowie koła, spotykają na naradach i coś ustalają - nie działa w przypadku partii, która nie jest partią władzy i nie ma posad do rozdania.

Trzeba stworzyć coś innego, co ludzi scali i zmobilizuje. Myślę o tym, byśmy bardziej uczestniczyli w działalności władz lokalnych. Możemy przychodzić na posiedzenia organów samorządowych, przysłuchiwać się, zadawać pytania, zgłaszać propozycje. Jest wiele tematów naturalnie ''zielonych''. Np. transport miejski, gdzie Zieloni mają wiele do zaproponowania.

Wasz program - czyli prawa człowieka ze szczególnym uwzględnieniem praw kobiet i mniejszości seksualnych, związki partnerskie, sprawiedliwość społeczna, laickość państwa, dostępność aborcji i in vitro - okazał się atrakcyjny. Palikot, głosząc go - z pominięciem ekologii - dostał się do parlamentu. Wy z tymi ideami się nie przebiliście.

Palikot połączył umiejętnie program z osobistą atrakcyjnością medialną. Do tego dorzucił hasło legalizacji miękkich narkotyków.

Nam zabrakło do tego odwagi. Zdania były podzielone, ale przeważył pogląd, że legalizacja trawki może jednak przynieść więcej szkody niż korzyści.

Ale nie gniewamy się na sukces Palikota. Przeciwnie, to sygnał, że ta rzekomo zabetonowana scena polityczna wcale nie jest taka zabetonowana, a nasz program jest atrakcyjny. My, głosząc go, jesteśmy wiarygodni: większość z nas to społecznicy, którzy od lat, m.in. w organizacjach pozarządowych, działają na rzecz realizacji zawartych w nim postulatów i wartości.

Myślę o tym, by nasze działania przynajmniej w niektórych sprawach były bardziej spektakularne, widowiskowe. Nasze oświadczenia czy eksperckie opracowania nie przebijały się do opinii publicznej. Czasem forma happeningu może być skuteczniejsza.

Może przegrywacie, bo ludzie postrzegają was jako tych, którzy ciągle mówią ''nie''? Nie dla autostrad, nie dla energii jądrowej, nie dla gazu łupkowego. A co z ''tak''?

Mamy też mnóstwo na ''tak'', tylko nie umieliśmy się z tym wystarczająco przebić. Np. transport miejski: buspasy, stawianie na tramwaje i kolejki dojazdowe, miasta przyjazne cyklistom.

W sprawie energii atomowej pokazujemy alternatywy: oszczędzanie energii, w tym remont sieci przesyłowych, w których wiele energii się traci. I odnawialne źródła energii, których wprowadzenia wymaga Unia: do 2020 roku mamy mieć przynajmniej 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych [wiatr, słońce, woda, źródła geotermalne itp.]. Tymczasem rząd i parlament przyjęły trzy ustawy dotyczące energetyki jądrowej w rok, a nie są w stanie od 15 lat przyjąć ustawy o energii odnawialnej, za co jesteśmy już pozwani przez Komisję Europejską.

Ale do tego byście prowadzili kampanię na rzecz stawiania wiatraków czy instalowania baterii słonecznych ustawa nie jest potrzebna.

Ale bez ustawy takich źródeł energii nie podłączy się do sieci przesyłowych. To uniemożliwia włączenie odnawialnych źródeł do systemu. Mamy tę samą sytuację, co kilka lat wcześniej w przypadku Telekomunikacji Polskiej: monopoliści, którzy mają sieci przesyłowe, nie chcą podłączać do nich innych, bo zwalczają konkurencję kosztem interesu odbiorców.

To dowodzi, że zieloni politycy są potrzebni w parlamencie. Zieloni wywalczają rozmaite rozwiązania na szczeblu europejskim, a nie ma komu walczyć o ich wdrożenie w kraju.

Oczekuje się ''nowej lewicy'', wskazując na Palikota czy Krytykę Polityczną. Dlaczego nie korzystacie z okazji? Przecież jesteście lewicowi.

Uważam, że Zieloni nie są ani z lewa, ani z prawa. Jak kiedyś powiedział przywódca niemieckich Zielonych Joschka Fischer, zieloni są ''do przodu''.

Tradycje mamy socjaldemokratyczne, ale jesteśmy jedyną partią bezpośrednio nawiązującą do idei zrównoważonego rozwoju godzącego interesy ekologii, gospodarki i społeczeństwa. Czyli jesteśmy pośrodku.

A myślimy ''do przodu''. Uważam, że przyszedł czas na odpolitycznienie polityki. Sprawa światowego kryzysu finansowego, sprawa GMO, gazu łupkowego pokazuje, jak dalece interesy rozmaitych koncernów, grup kapitałowych potrafią sterować decyzjami polityków i eliminować konkurencyjność, także zdrowy rozsądek. W czasach kryzysu widać, że politycy nie radzą sobie w konfrontacji z interesami wielkich korporacji biznesowych. Potrzebna jest polityka z szerokim udziałem społeczeństwa obywatelskiego.

Zielona siła w Europie

Zieloni są czwartą co do wielkości frakcją w Parlamencie Europejskim. Zasiadają w wielu parlamentach narodowych w Europie: w Finlandii, we Włoszech, w Belgii, na Łotwie (w 2004 ich człowiek został premierem, współrządzą od 2002 r.), w Holandii, w Szwecji, w Niemczech (w 2010 r. Zieloni dostali lepszy wynik w wyborach parlamentarnych niż SPD), we Francji, w Szwecji, w Szwajcarii (pierwszy zielony deputowany pojawił się w parlamencie w 1979 r.). W Czechach partia Zielonych powstała w 1989, a w 2006 r. zdobyła 6,3 proc. głosów w wyborach do parlamentu. W ostatnich przepadła w wyborach.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':