List-manifest szefów MSZ Szwecji, Wielkiej Brytanii, Polski i Niemiec Rok temu prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka złamał złożone własnemu narodowi i społeczności międzynarodowej obietnice, że rozpocznie liberalizację białoruskiego systemu politycznego. Wieczorem 19 grudnia 2010 r. widzieliśmy, jak specjalne oddziały policji brutalnie rozpędzały demonstrantów protestujących pokojowo przeciwko sfałszowanym wyborom, w których ponownie zwyciężył Łukaszenka.
***
Przed owymi wyborami dochodziły do nas pozytywne sygnały, że postawa Łukaszenki się zmienia - na rzecz stopniowego dążenia do rzeczywistego pluralizmu i rozsądnych standardów europejskich. Unia Europejska przyjęła te oznaki z zadowoleniem, oferując chęć otwarcia nowych obszarów współpracy z Białorusią - o ile sytuacja naprawdę ulegnie poprawie. Zależało i zależy nam tylko i wyłącznie na tym, aby Białoruś zbudowała dla siebie przyszłość opartą na demokracji, dobrobycie i bezpieczeństwie oraz by współpracowała z Unią i pozostałymi sąsiadami na ogólnie przyjętych zasadach.
Zamiast tego widzieliśmy setki niewinnych osób wsadzanych za kraty, a dziesiątki z nich skazywanych na polityczne wyroki w procesach pokazowych. Taki los spotkał m.in. kilku kandydatów na prezydenta, których jedyną zbrodnią było rywalizowanie z Łukaszenką w wyborach. Nastąpiły bezlitosne prześladowania przedstawicieli opozycji, niezależnych mediów i społeczeństwa obywatelskiego za to, że odważyli się kwestionować prawomocność władzy lub tylko jej podejście do obywatela. Młodzi ludzie byli usuwani z uczelni, zwalniani z pracy, prywatne
mieszkania rewidowane, organizacjom pozarządowym i niezależnym mediom konfiskowano
komputery.
Nie poprzestając na szykanowaniu wszystkich przeciwników politycznych, Łukaszenka obecnie upatrzył sobie tych, którzy usiłowali bronić uciskanych współobywateli. Na cztery i pół roku więzienia skazał darzonego powszechnym szacunkiem obrońcę praw człowieka Alesia Bialackiego pod sfingowanym zarzutem niepłacenia podatków. Tym samym Łukaszenka dodał do swej listy kolejnego więźnia politycznego. Następnie zmienił prawo tak, aby maksymalnie ograniczyć, już i tak prawie nieistniejącą, przestrzeń debaty politycznej i działań obywatelskich.
Białoruś stała się państwem, którym rządzi strach. Wielu odważnych obywateli poddawanych jest nieludzkiemu traktowaniu w więzieniach i koloniach karnych tylko dlatego, że nie ulegli naciskom, by "przyznali się" do przestępstw, których nie popełnili. Jesteśmy ogromnie zaniepokojeni losem tych wszystkich ludzi: Andrieja Sannikaua, Mikałaja Statkiewicza, Źmiciera Daszkiewicza, Dmitrija Bondarenki i wielu innych.
*** Z tej prostackiej i egoistycznej polityki wynikają oczywiste rozległe konsekwencje. W centrum uwagi reżimu było tłumienie wszelkiego oporu, białoruscy decydenci zapomnieli o chorej gospodarce i nie podjęli żadnych reformatorskich działań na rzecz
wzrostu gospodarczego. Efektem jest spirala inflacji i ostra
dewaluacja waluty, co drastycznie pogarsza warunki życia obywateli.
Utraciwszy wszelkie pozory prawomocności swej władzy, Łukaszenka rzucił się do obrony ekonomicznej pozycji reżimu, wyprzedając majątek państwowy, co ma utrzymać przy życiu zdominowaną przez państwo, niesprawną gospodarkę. 2,5 miliarda dolarów uzyskanych od Rosji w zamian za białoruskie gazociągi pomoże gospodarce przetrwać - ale nie na długo. Jeśli nie nastąpią podstawowe reformy - zgodnie z sugestią Międzynarodowego Funduszu Walutowego - Białoruś nie zdoła uwolnić się z pęt hiperinflacji.
Rozsądna polityka prywatyzacyjna i wspieranie prywatnej przedsiębiorczości - to dwa czynniki, które mogą odegrać kluczową rolę w stabilizacji gospodarki. Ale Łukaszenka się na to nie zgadza. Około 70 proc. Białorusinów pracuje na rzecz państwa, z czego większość na umowach przedłużanych z roku na rok. Stanowi to potężne narzędzie quasi-totalitarnej kontroli - ktokolwiek wyraża odrobinę sprzeciwu, natychmiast traci pracę. Gdyby białoruskie firmy funkcjonowały na normalnych warunkach, Łukaszenka straciłby władzę nad dużą częścią społeczeństwa. Straciłby również kontrolę nad finansami publicznymi, z których wynagradza elity za posłuszeństwo.
W obliczu nieustannych represji Łukaszenki wymierzonych we własny naród nie możemy postępować inaczej, niż tylko wzmacniać politykę Unii Europejskiej wobec Białorusi - zarówno politykę sankcji nakładanych na ludzi reżimu, jak i wsparcia dla białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego.
Będziemy wspierali ostrzejsze sankcje unijne skierowane przeciwko wszystkim osobom odpowiedzialnym za rażące przypadki łamania praw człowieka i za finansowanie reżimu. Sankcje te nie będą dotyczyć zwykłych obywateli.
Równocześnie Unia zwiększy poparcie dla społeczeństwa obywatelskiego i sił demokratycznych na Białorusi, co pozwoli omijać kłody rzucane im pod nogi przez reżim, a także wyrażać zaniepokojenie sytuacją w kraju. Zwiększymy także nasze zaangażowanie na rzecz zwykłych obywateli, wzmacniając m.in. kontakty międzyludzkie z naszymi krajami.
***
Będziemy usiłowali pokazać zwykłym Białorusinom alternatywną drogę rozwoju dla ich kraju. Przedstawimy jasną wizję Białorusi w Europie - Białorusi, której nie brak wiary w siebie i która jest szanowanym partnerem międzynarodowym odgrywającym pozytywną rolę na rzecz bezpieczeństwa i dobrobytu w regionie.
Celem Unii Europejskiej nie jest zamiana więzi regionalnych Białorusi na inne, lecz poszerzenie i uzupełnienie więzi już istniejących. Musimy stworzyć pakiet działań unijnych, które pomogą Białorusi respektować prawa człowieka i rządy prawa, gdy tylko wejdzie ona na drogę demokratyzacji.
Na razie będziemy dążyli do przezwyciężenia oporu reżimu wobec pełnej amnestii i rehabilitacji dla więźniów politycznych oraz prób izolowania Białorusi od Europy.
Tak długo, jak władze ciągną Białoruś w dół, nie ma ona szans na dobrą przyszłość. Naród białoruski ma prawo decydować o własnym losie. Nie ustaniemy w staraniach, by mógł dokonać wolnego wyboru.
Tytuł od redakcji "Gazety" Pawlicki: Czyżby Polska pogodziła się z tym, że ostateczną wschodnią granicą UE będzie Bug?