O tym, jak wielkie są podziały polityczne w naszym kraju, świat mógł się przekonać podczas debaty w Parlamencie Europejskim poświęconej podsumowaniu polskiej prezydencji. Okazało się, że spośród kilkudziesięciu mówców, którzy w trakcie debaty oceniali działania rządu Tuska, najostrzejsze, a w zasadzie jedyne słowa krytyki padły z ust polskich europarlamentarzystów - PiS i Solidarnej Polski. Kiedy inni chwalili, oni ganili. Dla obcych nasza prezydencja była sukcesem, dla rządowej opozycji - totalnym blamażem.
I tak jest w zasadzie w niemal każdej sprawie. Dziś politycy (a za nimi wielu Polaków) mają kompletnie różne definicje takich słów jak naród, suwerenność, demokracja.
A teraz do tego worka europoseł PiS Tomasz Poręba wrzucił słowo solidarność.
Do tej pory w ten sprawie panowało porozumienie - z grubsza wszyscy Polacy byli z tego słowa dumni. Wszak to my nadaliśmy temu słowu właściwy sens, pokazaliśmy że ludzie zjednoczeni potrafią góry przenosić, przestają się bać, potrafią nawet oddać życie za innych. I choć świat na ogół uważa, że obalenie komunizmu zaczęło się od obalenia muru w Berlinie, to my przecież wiemy jak było naprawdę: to nie
Niemcy, ale my w Polsce, dzięki solidarności przez duże i małe "S" sprawiliśmy, że ten mur w Berlinie runął.
Ale teraz młody, ale już bardzo znaczący w PiS europoseł (szef ostatniej kampanii wyborczej PiS) wytłumaczył w TVN 24 czym dla niego jest solidarność. "Solidarność jest tylko wówczas, kiedy bogatszy pomaga biedniejszemu. Na tym to polega." To oczywiście odpowiedź na pomysł rządu, by
Polska przyłączyła się do ratowania
strefy euro pożyczając pieniądze Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. Zdaniem Poręby nie powinniśmy niczego Unii pożyczać, bo mamy mniejsze
PKB. Jak będziemy tak bogaci jak Niemcy czy
Francja to wtedy ewentualnie możemy coś pożyczyć. Wtedy to będzie solidarność.
Tym samy PiS nadało temu słowu nowe znaczenie, podporządkowując chwilowej polityce. Okazuje się, że solidarność to nie jest zbiorowa odpowiedzialność, wzajemne wspieranie się, poczuwanie się do wspólnych więzi, tylko buchalteria. Tomaszowi Porębie solidarność pomyliła się z filantropią.
Z takim poglądami na pewno nie przyczynilibyśmy się do obalenia żadnego muru.