Jarosław Kaczyński odtwarzał na ulicach Warszawy demonstracje stanu wojennego, podczas którego tradycyjnie nie został internowany ani pobity. I to pomimo że na ulice miast wyszli znów zomowcy, którzy w związku z nieosiągnięciem jeszcze przesuniętego wieku emerytalnego muszą pracować dalej.
Jest rzeczą przedziwną, że w rekonstrukcjach tych nigdy jeszcze demonstranci nie spałowali zomowców; najlepszy dowód, że ci cieszą się do dziś jakimiś niezrozumiałymi przywilejami i nadal są pod ochroną. Chyba do ich pokonania trzeba sprowadzić znów antyfaszystów niemieckich.