Szef MSW Jacek Cichocki w najbliższym czasie spotka się z dyrektorem Interpolu, działającej w 190 krajach międzynarodowej organizacji policji pomagającej w walce z przestępczością. - Chcielibyśmy ocenić, czy białoruski reżim nie wpisuje na listy poszukiwanych kryminalistów ludzi, którzy tak naprawdę są uchodźcami politycznymi. Po analizie list swoje uwagi przekażemy do Interpolu. Będziemy też chcieli, by te zastrzeżenia były odnotowywane w materiałach, które otrzymują
policja i Straż Graniczna - mówi ''Gazecie'' Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSW.
W poniedziałek na lotnisku Okęcie w
Warszawie został zatrzymany Aleś Michalewicz, uchodźca i więzień polityczny Łukaszenki, jeden z kandydatów w ostatnich wyborach prezydenckich na Białorusi. Po jego wyjeździe z kraju, gdy ujawnił, że w więzieniu był torturowany, władze Białorusi zgłosiły go do Interpolu jako poszukiwanego kryminalistę odpowiedzialnego za ''niszczenie mienia i udział w zamieszkach''. Naprawdę Michalewicz uczestniczył w protestach po sfałszowanych wyborach.
Sprawę szybko wyjaśniono, interweniowały
MSZ i prokuratura, a Michalewicz został po kilku godzinach zwolniony. Okazało się jednak, że nad tym, jakie nazwiska
Białoruś wpisuje na międzynarodowe listy gończe, nie ma praktycznie żadnej kontroli.
Polska chce to zmienić. Dlatego w środę z przedstawicielami MSW i policji spotkał się wiceszef MSZ Krzysztof Stanowski. MSZ przeanalizuje nazwiska 390 Białorusinów, które policja dostała z Interpolu, sprawdzając, czy nie ma tam więcej takich przypadków jak Michalewicza.
Tuż po incydencie policja podała, że już w lipcu centrala Interpolu zgłosiła zastrzeżenia w sprawie opozycjonisty, uznając, że znalazł się na liście z przyczyn politycznych. Przesłała je jednak tylko na Białoruś. - Jeszcze sprawdzamy, jak to się stało, że nie przekazano tej informacji do innych krajów należących do Interpolu, w tym do Polski - mówi rzeczniczka MSW.