Zatem czy flagowa ustawa b. minister zdrowia Ewy Kopacz o komercjalizacji szpitali to sukces czy porażka?
To, że spółki mają długi jeszcze o niczym nie świadczy. Zasadniczym celem tej ustawy było to, by samorządy poczuły się wreszcie odpowiedzialne za szpitale. Dotąd były tzw. organem założycielskim i na tym ich rola praktycznie się kończyła. Same szpitale miały zerwały z polityką "robimy długi i jakoś to będzie". Działanie w formie spółki miało wymusić lepsze zarządzanie.
I to się udało: samorządy poczuły się gospodarzami "swoich" szpitali. Te, które mogą sobie na to pozwolić dosypują im pieniędzy: inwestują, remontują. To absurdalne, że
NIK czyni im z tego zarzut. Przecież to dowodzi troski samorządów o swoich mieszkańców. Pozostaje za to inny problem: bogate samorządy stać na to, by dorzucać szpitalom, co jednak mają robić te biedniejsze?
Znacznie poważniejszym zarzutem jest wydłużenie się kolejek do szpitali. Skoro spółki muszą bardziej rygorystycznie dbać o to, by się nie zadłużać (samorządy muszą wtedy pokryć ujemny wynik finansowy), szpitale kurczowo trzymają się wyznaczonych im przez
NFZ limitów. Czyli sytuacja pacjentów po komercjalizacji szpitali nie poprawiła się, a wręcz mogła się pogorszyć. To bardzo niepokojący sygnał.
Jak to naprawić? Polacy nie będą wykładać na leczenie pieniędzy z własnej kieszeni (poza składką), bo ceny usług medycznych są wysokie, wciąż niewielu pacjentów na to stać, a w kryzysie każdy grosz się liczy.
Nie przyniosą też kokosów ubezpieczenia dodatkowe, bo żaden rząd w obawie o głosy wyborców nie odważy się "wyrzucić" znaczącej części usług medycznych z gwarantowanego przez państwo koszyka. A tylko w takim wypadku ludzie zechcieliby się dodatkowo ubezpieczyć.
Skoro jednak szpitale-spółki potrafią już rachować - wiedzą, że część usług np. sprzątanie czasami bardziej opłaca się zlecić firmie zewnętrznej, żarówki można wymienić na energooszczędne, a niewykorzystane budynki wynająć - może powinny dostać więcej pieniędzy?
Te dodatkowe pieniądze mogą pochodzić z dwóch źródeł: urealnienia składki zdrowotnej płaconej przez rolników (dotąd za leczenie wszystkich rolników płaciło państwo, teraz właściciele ponad 6 ha gospodarstw mają płacić sami) oraz podniesienia składki na zdrowie.
Dyskusja o wyższej składce wraca co jakiś czas jak bumerang. Tym razem jednak odpadł koronny argument przeciwników jej podnoszenia, którzy mówili: "Najpierw trzeba uszczelnić system, bo w dziurawy worek można wpompować dowolną ilość pieniędzy i nic z tego nie wynika". Spółki oznaczają szczelniejszy system, choć zawsze można powiedzieć, że jak dostaną więcej pieniędzy od razu poluzują swoje finanse.
Już co siódmy szpital w Polsce jest spółką (ok. 100 na ponad 700). Przy czym ten proces będzie trwał, bo ustawa o działalności leczniczej wymusza na samorządach przekształcenia. Jeśli samorząd nie będzie miał kasy na pokrycie straty zoz-u w danym roku, może go albo zlikwidować (a wtedy także przejąć jego długi, które czasem wiele razy przekraczają roczny
budżet jakiegoś powiatu lub województwa), albo skomercjalizować, czyli przekształcić w spółkę. Dlatego warto bacznie przypatrywać się temu, co się dzieje w szpitalach-spółkach.