http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W rocznicę 13 grudnia. Ile czasu potrzebuje Rosja?

Leszek Jażdżewski*
2011-12-13, ostatnia aktualizacja 2011-12-13 21:18

Zamiast organizować marsze oskarżające Sikorskiego o kolaborację z IV Rzeszą powinniśmy 13 grudnia udać się z białymi kwiatami pod rosyjską ambasadę, żeby zamanifestować solidarność z protestującymi przeciwko niedemokratycznym metodom rosyjskich władz.

13.12.2011 Białystok
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
13.12.2011 Białystok
Nie zamierzam rozważać wiecznego - dopóki świadkowie wydarzeń sprzed trzydziestu lat są wśród nas - pytania "wejdą, nie wejdą". Nieprzypadkowo o Rosji tu mowa, nie o Związku Radzieckim. O stanie wojennym zdanie mam wyrobione i jednoznacznie negatywne, ale nie będę z tego powodu nalewał benzyny w butelkę albo tłukł przebranych ZOMO-wców (wystarczy chyba, że niemieccy lewacy biją "nasze" wojska 11 listopada, zupełnie nie trzymając się historycznych realiów).

Sympatycznie słucha się wspomnień bohaterów Solidarności - szkoda, że tak często znajdują się w cieniu kolejnych manifestacji generalskiej hipokryzji. Jednak pora, żeby po trzydziestu latach z tej rocznicy zacząć wyciągać wnioski na przyszłość, a nie wciąż na nowo ekscytować się kto, o której godzinie, dowiedział się o stanie wojennym i z jakiej imprezy wówczas wracał.

Zamiast organizować marsze oskarżające Sikorskiego o kolaborację z IV Rzeszą powinniśmy 13 grudnia udać się z białymi kwiatami pod rosyjską ambasadę, żeby zamanifestować solidarność z protestującymi przeciwko niedemokratycznym metodom rosyjskich władz.

Manifestujący Rosjanie mają pełne prawo wyrażać swoje oburzenie przeciwko - ich zdaniem - sfałszowanym wyborom. Wiele danych to potwierdza. Wystarczy spojrzeć choćby na 99,7 proc. głosów jakie Jedna Rosja zdobyła w Czeczenii, choć to Putin polityczną karierę rozpoczął od utopienia tego kraju we krwi.

W 1980 i 81 roku obawialiśmy się radzieckiej interwencji. Jednak dokonała się ona rękami naszej autorytarnej władzy, która tak jak dziś Kreml, zamknęła niepokornych do tiurmy, strasząc, że opozycja działa na zlecenie "Zachodu" (jak znajomo brzmią groźby Władimira Putina: "Krytykanctwo USA dało niektórym ludziom w Rosji sygnał. Opozycja go usłyszała i przy wsparciu amerykańskiego Departamentu Stanu dalej aktywnie działa. Jesteśmy dorośli i wiemy, że organizatorzy zamieszek działają według dobrze znanego scenariusza, żeby osiągnąć swoje egoistyczne cele."

Oba nasze narody dobrze poznały co to władza, która nie liczy się z obywatelem, dialog z opozycją najlepiej uprawia przez kraty więzienia. Władza, która sądzi, że zapewniając pełną michę i złudne poczucie mocarstwowości jest w stanie sobie pozwolić na każdą nieprawość. W Rosji autorytarna tradycja niestety jest silnie zakorzeniona.

To czego uczy nas stan wojenny, to fakt, że autorytarna władza, jeśli czuje się bezkarna, w obronie pozycji nie zawaha się użyć siły przeciwko obywatelom. Z przemocą jest jednak problem -trudno uzasadnić ją moralnie, kiedy przeciwnik stosuje metody pokojowe. Kiedy władza odwołuje się do siły, przyznaje się tak naprawdę do podstawowej słabości: że nie potrafi ideologią, sprawnym zarządzaniem czy choćby przekupstwem przekonać obywateli (dla niej poddanych) już nawet nie do aktywnego poparcia, ale do zwykłej bierności. Taka władza jest przegrana i wie o tym, ale dzięki przemocy odwleka, to co i tak nieuniknione. W przypadku Polski o siedem lat. Ile czasu potrzebuje Rosja?

* Leszek Jażdżewski - redaktor naczelny "Liberté!"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':