http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

390 Białorusinów na listach Interpolu

Wojciech Czuchnowski
2011-12-14, ostatnia aktualizacja 2011-12-13 17:46

MSZ sprawdzi, czy wśród ściganych przez Interpol nie ma uchodźców politycznych z Białorusi i ofiar reżimu Łukaszenki

Aleś Michalewicz
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Aleś Michalewicz
To efekt poniedziałkowego zatrzymania na warszawskim lotnisku przez straż graniczną białoruskiego opozycjonisty Alesia Michalewicza. To były kandydat na prezydenta Białorusi więziony w tym kraju.

Na Okęciu został zatrzymany na podstawie listu gończego Interpolu jako poszukiwany za "udział w zamieszkach i niszczeniu mienia". Tak naprawdę chodzi o protesty przeciwko fałszerstwom wyborczym. Po wyborach 19 grudnia 2010 r. spotkał go taki sam los jak pozostałych konkurentów Aleksandra Łukaszenki - został aresztowany. Spędził trzy miesiące w więzieniu KGB, wyszedł po podpisaniu lojalki. Opowiadał potem, jak był w nim torturowany. Zagrożony ponownym zatrzymaniem wyjechał z kraju i dostał azyl polityczny w Czechach.

W poniedziałek dwie godziny po zatrzymaniu polska prokuratura natychmiast zarządziła zwolnienie białoruskiego opozycjonisty.

Skąd Michalewicz znalazł się na listach Interpolu? Wpisały go tam władze Białorusi, które należąc do Interpolu, mają prawo umieszczać tam osoby, które same uznają za przestępców. Polska policja, która przekazuje listy Interpolu do Straży Granicznej, tłumaczyła, że ani centrala Interpolu w Lyonie, ani jej przedstawicielstwo w Warszawie nie weryfikują zasadności wpisania kogoś na listę poszukiwanych przestępców.

- W bazie poszukiwanych Interpolu jest ponad 390 Białorusinów. Nie jesteśmy w stanie ocenić, który z nich jest działaczem politycznym - mówi "Gazecie" podinsp. Mariusz Sokołowski rzecznik komendanta głównego policji.

Policji może w tym pomóc MSZ, które w poniedziałek ostro interweniowało w sprawie Michalewicza (na lotnisko wysłano jednego z wiceministrów spraw zagranicznych, by wspierał opozycjonistę, potem resort kupił mu bilet do Londynu). Rzecznik MSZ Marcin Bosacki deklaruje, że przedstawiciele resortu, jeśli dostaną z policji nazwiska Białorusinów z bazy Interpolu, przeanalizują, czy nie ma wśród nich uchodźców politycznych, z których tamtejszy reżim chce zrobić przestępców.

Ale wczoraj okazało się, że Interpol już lipcu tego roku miał zastrzeżenia do umieszczenia nazwiska Michalewicza w liście gończym. Uznał to za kwestię polityczną. Tyle tylko, że uwagi wysłał... na Białoruś, nie wpisując tych zastrzeżeń przy danych opozycjonisty.

- Taka informacja powinna trafić też do nas. Nie mieliśmy jej, nie wiem dlaczego - kwituje Sokołowski.

Do sprawy odniósł się też we wtorek premier Donald Tusk: - Protestuję przeciwko sformułowaniu, że polskie służby się skompromitowały. Zadziałały sprawnie, a sprawa została załatwiona błyskawicznie. Od czasu do czasu może się okazać, że państwo ze złą wolą wpisuje na listę Interpolu kogoś, kto wcale nie jest przestępcą. Trudno oczekiwać od funkcjonariusza Straży Granicznej czy policjanta, aby rozstrzygał, czy zapis Interpolu mówiący o ściganiu tego czy innego obywatela danego państwa jest zasadny, czy nie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':