Aleksandra Wapniarz o spalonej bibliotece w Kobułtach (woj. warmińsko--mazurskie) dowiedziała się w środę 23 listopada od koleżanki bibliotekarki.
Pożar wybuchł w nocy. Z 7 tys. książek ocalało 300 - te, które czytelnicy mieli w domu. Pracownicy z Biskupca i filii w Kobułtach w akcie rozpaczy wysłali do znajomych e-maile z prośbą o pomoc.
Wapniarz założyła na Facebooku wydarzenie: "Odtwarzamy spaloną bibliotekę w Kobułtach": - Po trzech dniach miałam już 450 osób biorących udział, dziś - 900! Zaproszenia zostały rozesłane do ponad 5 tys.
W akcję zaangażowała się m.in. Katarzyna Enerlich, autorka "Prowincji pełnej marzeń", oraz Małgorzata Gutowska-Adamczyk od sagi "Cukiernia pod Amorem".
Efekt? - Do ubiegłego tygodnia zebrałyśmy około 2 tys. książek, ale wciąż napływają nowe. Średnio 50-100 dziennie - opowiada Barbara Wawrykiewicz z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w
Olsztynie.
Gabriel Matwiejczyk z firmy NM Incite śledzącej w internecie trendy wśród konsumentów przykład z biblioteką w Kobułtach uważa za jedną z najbardziej udanych akcji.
Były i inne: "Nie karm książkowego potwora" (by nie kupować książek w Empiku, bo źle traktuje wydawców), bojkot stacji benzynowych (nie kupować na stacjach BP i Statoil, bo jeśli nie będą mieli klientów, obniżą ceny) czy "Adolf i faktura z Orange". W tej ostatniej Hitler twierdzi, że nie zapłaci faktury z
Orange, bo mają kijowy zasięg (w oryginale jest bardziej dosadnie) i trzeba wychodzić z bunkra, aby złapać dwie kreski.
Właśnie rozwija się kolejna: "Nie chcę abonamentu RTV za komputer" (internauci protestują przeciw ogłoszonemu w poniedziałek pomysłowi
KRRiT). - Większość takich akcji szybko osiąga znaczne rozmiary, ale równie szybko wygasa - twierdzi Matwiejczyk. W bojkot sieci paliw nie wierzy.
Dwa lata temu kierowcy wzywali do podobnej akcji, czyli bojkotu 1 sierpnia stacji Orlenu, domagając się, by płocki koncern obniżył ceny. Skończyło się tak, że kierowców tego dnia było na stacjach Orlenu tyle samo, a w niektórych miastach nawet więcej niż zwykle.
Dlaczego jedno chwyta, a inne nie? Socjolog dr Marta Klimowicz nie wierzy w skuteczność akcji przeciwko Empikowi: - Nawet nie chodzi tylko o to, że łatwo kliknąć "lubię to" i poczuć się dzięki temu lepiej. Przede wszystkim osoby, które są aktywne w tego typu grupach na Facebooku, ciągle stanowią mało reprezentatywną grupę. Zbiórka na bibliotekę się udała, bo to akcja zupełnie innego typu.
- Kluczowym słowem jest tutaj "rezygnacja". W przypadku biblioteki ludzie są zmotywowani, aby w stosunkowo łatwy sposób komuś pomóc. Co innego, gdy namawia się ich, aby nie robili zakupów tam, gdzie przywykli. To psychologicznie trudniejsze - dodaje dr Klimowicz.
Wpisy internautów wymierzone w konkretne firmy mogą jednak nadwerężać ich wizerunek. Klip "Adolf i faktura z Orange" obejrzano ponad 200 tys. razy, zebrał 15 tys. tzw. like'ów na Facebooku.
- O popularności akcji decyduje udostępnienie jej przez społecznościowych trendsetterów czy popularne fanpage. Nie ma tu jednego przepisu na sukces - opowiada Michał Sadowski z firmy Brand24 monitorującej marki w internecie.
- Monitorujemy markę Statoil. Zbadałem jej ostatnie dni i już 20 proc. wszystkich wpisów w mediach społecznościowych dotyczy bojkotu. Innymi słowy - prawdopodobny jest potencjalny kryzys wizerunku tej marki w sieci - opowiada Sadowski.
Co na to same firmy? Monika Marianowicz, rzecznik prasowy Empiku, twierdzi, że organizatorzy akcji przeciwko Empikowi usiłują wykorzystać internautów, "serwując im wyrywkowe bądź nieprawdziwe informacje na temat działalności sieci i jej relacji z wydawcami, by realizować swoje własne partykularne interesy".
Rzecznik Grupy TP Wojciech Jabczyński do sprawy podchodzi z większym dystansem. Film na YouTubie widział. - Doceniamy zaangażowanie producenta i dobrą realizację, choć oglądaliśmy w internecie lepsze adaptacje filmowe - żartuje.
- Może to być złośliwość konkurencji albo ktoś po prostu robi film dla funu, czasami też, żeby zwrócić na coś uwagę - twierdzi. I dodaje, że nie ma się co obrażać, a jeśli wpis czy film dotyczy konkretnego problemu, to trzeba go zwyczajnie rozwiązać.
A Statoil? - Ten łańcuszek krąży po sieci od sześciu lat. Nie zamierzamy reagować - usłyszeliśmy.