- Rząd podjął decyzję o daleko idących skutkach.
Polska ma przystąpić do umowy, której sens jest następujący: mamy ograniczyć w bardzo istotnym stopniu naszą suwerenność, i to w sprawach, które dla demokracji są szczególnie ważne - powiedział Kaczyński na sobotniej konferencji "Nowe porządki w Europie".
To był komentarz do szczytu Unii w Brukseli, na którym 17 państw eurolandu oraz kilka innych, w tym Polska, przystąpiło do tzw. umowy fiskalnej. Zakłada ona m.in. wprowadzenie sankcji za łamanie dyscypliny budżetowej dla krajów przekraczających limity deficytu i
długu publicznego. Uzgodniono też m.in., że 200 mld euro zostanie przekazane Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, który przeznaczy je na pomoc zadłużonym gospodarkom. 150 mld euro miałoby pochodzić od krajów
strefy euro, a 50 mld euro od krajów spoza strefy euro, w tym Polski.
- Dziś mamy naruszyć rezerwę dewizową NBP, żeby sfinansować bogatszych od nas - podkreślił Kaczyński. I zaznaczył, że do ratyfikacji umowy potrzebna będzie większość dwóch trzecich parlamentu, a takiej większości rząd nie ma. A jeśli zostanie przyjęty inny tryb ratyfikacji, to gdy
PiS przejmie władzę, uzna ratyfikację za niebyłą.
Kaczyński sugerował, że decyzje rządu wynikały z osobistych interesów polityków PO. - Próba racjonalizacji tych decyzji jest możliwa tylko wtedy, gdy odwołamy się do interesów osobistych, gdy odwołamy się do perspektywy osobistych karier w Unii - mówił szef PiS.
Kazimierz Ujazdowski zapowiedział, że PiS złoży projekt zmian w konstytucji, który "podkreśli prymat konstytucji, także możliwość kontroli wtórnego prawa Unii Europejskiej przez Trybunał Konstytucyjny".
Największe oklaski zebrała posłanka PiS prof. Krystyna Pawłowicz. - Silniejsze państwa robią, co chcą ze słabszymi. Europeizacja to recydywa socjalizmu. Pierwszy raz od czasów socjalizmu mamy kwoty i limity produkcji. Gdzie jest wolny rynek? - mówiła. I apelowała: - Czas na repolonizację Polski i ponowne upodmiotowienie Polski.