http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Transformacja musi odejść

Joanna Derkaczew
2011-12-12, ostatnia aktualizacja 2011-12-12 14:50

Polski teatr spiera się o pamięć lat transformacji. Hasła "Balcerowicz musi odejść" i "Polska w budowie" padają jako poważne postulaty albo histeryczne przestrogi

Tadeusz Huk, Roman Gancarczyk i Krzysztof Globisz - ''Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie'' w reż. Mikołaja Grabowskiego
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Tadeusz Huk, Roman Gancarczyk i Krzysztof Globisz - ''Pan Tadeusz, czyli...
SERWISY
Wszystko zniszczyła. Niczego nie zmieniła. Zdradziła nas, osierociła, okradła. Transformacja to dla teatru zła Pani, która na początku lat 90. zmieniła solidarną, żyzną, bohaterską Polskę w pustynię ludzi samotnych, chciwych i zatrutych plastikowym jedzeniem z hipermarketów. Odebrała dzieciom rodziców: poszli zarabiać na magnetowid albo przykleili się do telewizorów z "Kołem fortuny". Kobietom wydarła prawa reprodukcyjne i zatkała usta botoksem. Malowanych, dzielnych chłopców marki "68" i "89" podzieliła na kapitalistycznych bonzów i frajerów.

Niezdolność poradzenia sobie z traumatycznym doświadczeniem wielkiej zmiany złości, szarpie nerwy. Jednocześnie jednak mobilizuje. Napędza ostatnio teatr równie silnie jak jeszcze kilka lat temu koszmar Holocaustu, wstyd Jedwabnego, potrzeba walki o prawa mniejszości seksualnych. Dlaczego akurat teraz?

Świat zszedł na psy

U starszych twórców hasło "Polska w budowie" wywołało najgorsze skojarzenia. Zaniepokoili się powrotem "tego samego" w bardziej drapieżnej, cynicznej formie, z którą nie mają już siły się boksować.

Trzydziestolatkowie zaczęli dorastać. Zdjęli słuchawki z "Creep" Radiohead i rozejrzeli się dookoła.



Po okresie eksperymentów, stypendiów, testowania opcji i mieszkania kątem u znajomych zrozumieli, że bohemiackie życie za minimum to wcale nie ich wolny wybór. Rzeczywistość nie ma ich pokoleniu nic innego do zaoferowania. Chcieliby coś zacząć "na poważnie", a tu nie ma jak.

Efekt tych niepokojów to wysyp spektakli-skarg. Niektóre wydają się najwyżej fabularyzacją hasła "Balcerowicz musi odejść". Część to krępujące w odbiorze żale "świat zszedł na psy, rządzą k... i złodzieje, tylko mnie - bohatera - nikt nie chce". Inne jednak urastają do traktatów na temat pamięci, dojrzałości, zobowiązań wobec historii i moralności w czasach bez reżimu.

Bohater blokuje autostradę

Gdzieś w pół drogi między wyrzutem frustracji a odważną refleksją sytuuje się "Obywatel K." Artura Pałygi (czytanie podczas festiwalu Boska Komedia w Krakowie, Teatr im. J. Słowackiego, reż. Piotr Ratajczak). Schemat jak z "Człowieka z marmuru".



Dziennikarka telewizji publicznej Agnieszka chce zrobić film o Kajetanie, przegranym bohaterze "Solidarności". Sprawiał kłopoty poprzedniemu systemowi, dziś jest problemem dla programu rozwoju Polski. Nie tylko zbojkotował rozdawnictwo stołków po 1989 roku (przez co jest dziś żyjącym wyrzutem sumienia dla wszystkich towarzyszy broni, którzy poszli w spółki, koncerny, ministerstwa). Blokuje też budowę autostrady. Nie chce opuścić swojego ogrodu, znajdującego się strategicznym punkcie planowanej trasy przelotowej dla tirów.

Agnieszka zbiera opowieści o Kajetanie od wrogów i przyjaciół, kawałek po kawałku, jak w "Obywatelu Kane".



Towarzyszy jej w tym para pogodnych, zabawnych stażystów, którzy pogodzili się już z tym, że nigdy nie będzie ich stać na założenie rodziny, a wkrótce i tak umrą na raka. Dociera do przebywającego na polowaniu prezydenta, rozmawia z rektorem wyższej szkoły manipulacji (oficjalnie: "kształtowania opinii społecznej"), specem od socjotechniki, biznesmenem przekupującym polityków i z obojętnym na wszelkie skargi "Adamem" z "Gazety Wyborczej". Zbiera przerażający materiał.

Ale jej wydawcę interesują tylko melodramatyczne historie o krzywdzie ludzkiej, reportaże zbudowane jak wyciskacze łez z odrobiną pieprzu i widowiskowością reality show. Odbiera dziewczynie kamerę, temat i przepustkę. Co się zmieniło od czasów "Człowieka z marmuru" Wajdy? Niewiele - sugeruje Pałyga. Analogie z poprzednim systemem narzucają się aż za łatwo. Nowe jest może to tylko, że podczas zdjęć do filmu prawie nikt nie prosi Agnieszki o wyłączenie kamery. Wszyscy mówią o swoich przekrętach, otwarcie - ogłupili społeczeństwo na tyle, że nie muszą się obawiać z jego strony najmniejszej reakcji czy potępienia.

"Pan Tadeusz" na budowie

Wizja Artura Pałygi składa się raczej z dobrze uchwyconych nastrojów niż poddających się polemice diagnoz. Ale fakt, że taki tekst w ogóle miał powód powstać i że tak łatwo identyfikować się z jego rozpoznaniami - niepokoi.

Prywatne rozliczenie z transformacją przeprowadza Julia Holewińska w "Rewolucji balonowej" (reż. Sławomir Batyra, Teatr Powszechny w Warszawie). Opisuje perspektywę trzydziestolatków, dla których lata przełomu były po prostu czasem amoku i emocjonalnego osierocenia. Przaśne, ale bezpieczne dzieciństwo w PRL zostało przerwane przez niespodziewany atak demokracji i kapitalizmu. Dorośli zwariowali, zamienili się w handlarzy bądź żenujące karykatury biznesmenów z "Dynastii". Wygłaszająca monolog Wiktoria (Katarzyna Maria Zielińska) wyrosła w przekonaniu, że musi uniknąć ich błędów. Odnieść sukces zawodowy, ale zachować przy tym klasę, styl, wrażliwość społeczną, godność kobiecą i czas dla rodziny. Skutkiem tych dążeń do ideału jest tylko coraz większe załamanie i wyczerpanie.

Komentarzem do dziwnej epoki histerycznych przemian stała się nawet niespodziewanie epopeja narodowa. "Pan Tadeusz" Mikołaja Grabowskiego (Stary Teatr, Kraków) to sen o utraconej wspólnocie. Aktorzy jak zagubieni uczestnicy pielgrzymki wchodzą po ciemku w przestrzeń porzuconej budowy. Zamiast dworu szlacheckiego "na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju" - samotna betoniarka, gołe ściany i kilka mizernych rusztowań. Mikołaj Grabowski prowadzi opowieść o skłóconych rodach jak składankę "popisowych numerów", które wszyscy znamy i lubimy. Póki Jan Peszek gra dziarskiego dziadunia - Wojskiego, Katarzyna Krzanowska - doświadczoną, ale pełną nadziei Telimenę, a całość przerywają pieśni na melodie a la Piwnica pod Baranami - spektakl wydaje się przyjazny i poczciwy. Nagle jednak wkrada się oskarżycielski ton i tęsknota za jakąś zdradzoną o świcie tradycją. Wielki Polak - Jacek Soplica umiera i zabiera do grobu wszystko, co w Polsce wielkie i szlachetne. Żadne "Kochajmy się" nie pada. Nad rozbabranym placem budowy zapada ciemność.



Neoliberalizm na polskich scenach obrywał już nieraz. Pokolenie "Solidarności" także. To dziś w końcu pokolenie ojców, wobec którego naturalną koleją rzeczy podnoszą się głosy krytyki, pretensji i rozczarowania. Dawno jednak nie towarzyszyła temu taka atmosfera smutku i przerażenia. Teatr nie wie, jak żyć, nie daje żadnych recept, dzieli się tylko poczuciem beznadziei. Transformację opisują nie tyle nawet jako "czarny charakter" czy chłopca do bicia, ale jako katastrofę, po której nie wiadomo, jak się pozbierać.

4. Międzynarodowy Festiwal Teatralny "Boska Komedia"
"Rewolucja balonowa" Julia Holewińska, reż. Sławomir Batyra, Teatr Powszechny w Warszawie
"Pan Tadeusz", reż. Mikołaj Grabowski, Narodowy Stary Teatr w Krakowie


Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':