http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kubańskie święto praw człowieka

mas
2011-12-11, ostatnia aktualizacja 2011-12-11 17:33

Władze w Hawanie nie dopuściły do marszu Dam w Bieli z okazji Dnia Praw Człowieka. Flotylla kubańskich emigrantów zrobiła za to pokaz świetlny u brzegów wyspy

Damy w Bieli w domu zmarłej Laury Pollan podczas Dnia Praw Człowieka. 10 grudnia 2011 r.
Fot. Franklin Reyes AP
Damy w Bieli w domu zmarłej Laury Pollan podczas Dnia Praw Człowieka. 10...
W piątek i sobotę Damy w Bieli, żony i matki więźniów politycznych, zebrały się w domu swej zmarłej niedawno przywódczyni Laury Pollán, żeby upamiętnić Dzień Praw Człowieka. Nie zdołały jednak wyjść na ulice Hawany. Około dwustuosobowa bojówka stała pod domem, wyzywała zamknięte w domu 27 kobiet od "glizd" i "imperialistycznych najemniczek". - Niech żyje Fidel! Niech żyje Raul! Ulice są nasze! - krzyczeli bojówkarze.

Oblężone kobiety zebrane w budynku wokół świec i pustego fotela Laury Pollán krzyczały: "Laura żyje!" i "Niech żyje wolność!". - Chciałyśmy wyjść i manifestować na ulicy, ale reżim nasłał tę tłuszczę. To jest przemoc psychologiczna - mówiła zagranicznym dziennikarzom Berta Soler.

W przeddzień spodziewanych demonstracji dysydentów na całej wyspie służba bezpieczeństwa zatrzymywała i aresztowała dysydentów. Według opozycyjnej Komisji Praw Człowieka zatrzymano ok. 250 osób. Agenci bezpieki obstawili m.in. domy najbardziej znanych dysydentów, takich jak Oswaldo Payá, Martha Beatriz Roque czy Guillermo Farinas, nie pozwalając im przez dwa dni wychodzić z domów. Kilku innych dysydentów, jak Angel Moya i José Daniel Ferrer, zatrzymano już 2 grudnia i dotąd nie wypuszczono.

Nadmorski bulwar Malecón w Hawanie był od czwartku do soboty zamknięty dla ruchu i obstawiony przez wojsko oraz agentów służby bezpieczeństwa. Reżim usiłował powstrzymać w ten sposób Kubańczyków od obserwowania pokazu ogni sztucznych, który 20 km od północnych brzegów Kuby zorganizowali kubańscy emigranci.

Ich flotylla przypłynęła z Florydy, zatrzymała się na granicy wód terytorialnych Kuby i przeprowadziła pokaz ogni sztucznych oraz świateł potężnych reflektorów na niebie. Wszystko po to, by okazać solidarność Kubańczykom na wyspie i przypomnieć światu o komunistycznej dyktaturze.

Święto praw człowieka władze obchodziły po swojemu. Na placu w Hawanie, na który nie dotarły zamknięte w domu Damy w Bieli, odbył się festyn taneczny. A rządowe media chwaliły ONZ-owską Powszechna Deklarację Praw Człowieka z 1948 r., której komunistyczna Kuba jest formalnym sygnatariuszem

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':