http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prokuratorzy nie chcą być od ścigania zabójców karpi

es
2011-12-12, ostatnia aktualizacja 2011-12-11 22:20

Dręczenie ryb to przestępstwo takie samo jak dręczenie kotów czy psów. Ale prokuratorzy kpią z tego prawa. I z prokuratora generalnego, który im o nim przypomina

Karp w magazynie rybnym
Fot. Bart3omiej Barczyk / AG
Karp w magazynie rybnym
W święta znowu setki tysięcy karpi zginie w męczarniach - ususzonych, zgniecionych, poranionych, nieumiejętnie zabijanych, i to na oczach dzieci. Co roku obrońcy zwierząt apelują, by nie przewozić ich w ścisku, w warunkach, w których nie mogą swobodnie pływać, żeby nimi nie rzucać, nie podnosić za skrzela, by nie sprzedawać osobom, które nie mają przy sobie wiaderka z wodą. By najlepiej zabijać na miejscu. I, by sprzedawcy ryb byli do zabijania przeszkoleni (karp ma wyjątkowo twardą czaszkę i trudno go uderzeniem ogłuszyć, a zabić można tylko odrąbując głowę).

Główny lekarz weterynarii przypomina handlowcom, że łamanie tych zasad jest sprzeczne z prawem. Obrońcy zwierząt za naukowcami powtarzają, że ryby czują ból i strach podobnie jak ssaki, bo reakcje biochemiczne mózgu ryby i ssaka są podobne.

W tym roku - podobnie jak w zeszłym - prokurator generalny Andrzej Seremet rozesłał do prokuratorów pismo przypominające o egzekwowaniu w przypadku wigilijnych karpi przepisów karnych z ustawy o ochronie zwierząt. Przypomniał m.in., że "niehumanitarnym traktowaniem" w rozumieniu ustawy jest ich trzymanie bez wody, w tym pakowanie w foliowe torby. Że należy je transportować i przetrzymywać, "chroniąc przed bólem, stresem i cierpieniem", a zabijać je mogą tylko osoby pełnoletnie. I że jeśli ryba umrze w transporcie lub w sklepie z powodu niewłaściwych warunków, to można to zakwalifikować jako przypadek niehumanitarnego zabicia zwierzęcia.

Seremet przypomina też prokuratorom, że nie można odmawiać wszczynania spraw o dręczenie karpi, motywując to obyczajem wigilijnym. Prokuratura rutynowo odmawia prowadzenia takich spraw.

"Gazeta" opisywała m.in., jak fundacji Viva odmówiono wszczęcia postępowania w sprawie udokumentowanego nagraniem wideo przypadku patroszenia żywcem karpi w jednym z hipermarketów. Odmowę uzasadniono właśnie świątecznym obyczajem.

Prokuratorzy zaś dworują sobie z pisma Andrzeja Seremeta. Przekazali je jako kuriozum dziennikarzom TVN 24. TVN cytuje na swoim portalu m.in. wypowiedź szefowej Stowarzyszenia Prokuratorów „Ad Vocem” Małgorzaty Bednarek: „Wytyczne prokuratora generalnego ośmieszają prokuraturę, gdyż w opinii publicznej pozostanie odbiór prokuratorów jako zdolnych jedynie do ścigania » morderców «karpia”.

Wniesiony do Sejmu obywatelski projekt nowej ustawy o ochronie zwierząt przewiduje zakaz handlu żywymi rybami. Od lat już nie kupuje się do własnoręcznego zabicia i konsumpcji żywych królików, kur czy prosiąt, mimo że to gwarantuje świeżość mięsa.

Klub Gaja od lat namawia do kupowania na Wigilię karpi mrożonych. To oszczędza rybom cierpień związanych z transportem, sprzedażą i niefachowym zabijaniem. W tym roku, jak w poprzednich, w akcji Klubu Gaja bierze udział znany kucharz Robert Makłowicz. Przekonuje, że potrawy z mrożonego karpia są smaczniejsze, bo mięso zwierząt, które cierpiały przed śmiercią, jest gorszej jakości.

Komentarz Ewy Siedleckiej: Trzeba żywcem urwać głowę

To, że prokuratorzy wyśmiewają się z pisma prokuratora generalnego, świadczy nie tylko o ich braku wrażliwości i kultury osobistej, ale i o kompletnym niezrozumieniu roli prokuratury. Prokurator nie jest od tego, żeby oceniać, który przepis prawa mu się podoba, a który nie, i od tego uzależniać ściganie. O tym, co jest przestępstwem, decyduje ustawodawca. Prokurator ma tylko prawo wykonywać.

Wyśmiewanie się z pisma Seremeta to kolejny dowód na to, że powszechne i bezkarne łamanie ustawy o ochronie zwierząt jest możliwe dzięki postawie prokuratorów - a także sędziów i urzędników inspekcji weterynaryjnej - którzy nie traktują tego prawa poważnie. Trzeba wielkich afer z urwaniem żywcem psu głowy i nacisku mediów, żeby skłonić ich do reakcji.

Poprawianie prawa niewiele pomoże, jeśli nie zmieni się mentalności jego stróżów.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':