Trzy potężne japońskie kutry wypłynęły we wtorek w kierunku Antarktydy, żeby rozpocząć sezon polowania na wieloryby. Japonia od lat toczy o te połowy wojny na salach sądowych i na morzu.
Fot. Simon Ager ASSOCIATED PRESS
Japoński statek wielorybniczy na wodach Antarktyki
Flota, której przewodzi potężny 720-tonowy okręt fabryka "Yushin Maru", wyruszyła z portu w Shimonoseki w zachodniej Japonii. W tym roku, zamiast hucznego świętowania początku sezonu połowów, statki wypłynęły niezauważone. Wiadomo że chcą złowić 900 wielorybów, głównie płetwali karłowatych, bo tyle rząd zgłosił Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej (MKW).
Tradycja połowu wielorybów sięga w Japonii kilku tysięcy lat, ale ich mięso szczególną popularność zdobyło w drugiej połowie XX w. Jeszcze w latach 70. mali Japończycy jedli wieloryby w szkolnych stołówkach. Sytuacja zmieniła się w 1986 r., kiedy MKW wprowadziła kategoryczny zakaz połowu w celach komercyjnych. Japończycy znaleźli jednak lukę prawną - konwencja zezwala na połów w celach naukowych. Od ponad dwudziestu lat ich kutry co roku łowią więc po kilkaset sztuk by się upewnić, że populacja wielorybów nadal jest liczna. Po złapaniu, zabiciu i przebadaniu ssaków ich mięso trafia do japońskich domów i restauracji.
Zręczne omijanie międzynarodowego prawa oburza obrońców zwierząt, którzy usiłują zmusić Tokio do zaprzestania połowów. W maju 2010 r. Australia pozwała w tej sprawie Japonię przed Międzynarodowy Trybunał Karny. Jednak szanse na zwycięstwo są marne. W październiku br. rządy Australii i Nowej Zelandii znów zażądały odwołania tegorocznych polowań, ale bez skutku.
W walce o zagrożone wyginięciem ssaki dużo skuteczniejsze okazują się niekonwencjonalne metody stosowane przez "ekopiratów" z grupy Sea Shepherd, czyli Morski Pasterz. Kanadyjczyk Paul Watson założył ją w 1977 r., żeby chronić nie tylko wieloryby, ale też foki, delfiny i inne wodne stworzenia. Chociaż Pasterze są finansowani wyłącznie przez darczyńców, udało im się stworzyć własną flotę i załogę aktywistów.
Nowoczesna flota jest im potrzebna, bo od lat prowadzą z Japończykami swoistą wojnę. Sea Shepherd podczas kilku miesięcy sezonu łowieckiego zajmują się głównie tropieniem japońskich kutrów. Kiedy już je znajdą, starają się przeszkodzić w polowaniu - niszczą śruby napędowe, obrzucają statki farbą, z wielkich proc strzelają w rybaków cuchnącymi płynami...
W zeszłym roku te metody przyniosły skutek, bo prześladowani rybacy skrócili sezon i wrócili do domów już w lutym, czyli miesiąc wcześniej. Połów też się nie udał, bo zamiast planowanych 900 sztuk, upolowali tylko 170. W tym roku blisko dziewięćdziesięciu ochotników jest już gotowych wypłynąć w morze. Paul Watson zapowiada, że będą nękać wielorybników, jeśli tylko wrócą oni do rezerwatu.
Dlatego w tym roku japońskie ministerstwo podjęło specjalne środki bezpieczeństwa i przydzieliło kutrom ochronę. Nie wiadomo na razie, jakie okręty zostaną wysłane ani jakie będą miały uprawnienia, znany jest za to koszt operacji - 30 mln dol.